Przepis na: Mule w białym winie z szalotką, chilli, czosnkiem, pietruszką i śmietanką
Uwielbiam mule. Są bogate w białko i zdrowe tłuszcze. Posiadają wiele witamin i minerałów, ale w sumie who cares bo są po prostu ultra smaczne. Jest to zasługą występującego w nich naturalnie kwasu glutaminowego (free glutamic acid, pewnego dnia pogłębię ten temat i napiszę tu rozprawkę życia), który pobudza receptory umami.
Mule można serwować na milion sposobów, ale z racji, że uwielbiam prostotę w kuchni i wielce szanuję produkty, ich smak podkręciłam szalotką, czosnkiem, chilli, pietruszką, winem oraz śmietanką. No dobra.. Tę śmietankę mogłam sobie podarować, ale była w lodówce + danie gotowane dla rodziny, czyli musi być na bogato. A teraz do rzeczy:
Mule, które możemy dostać w sklepach są zazwyczaj odmianami hodowlanymi, (lecz nie zawsze!) przyjeżdżającymi do nas zza granicy w szczelnie zapakowanych plastikowych opakowaniach. Ponieważ z założenia powinny być one żywe koniecznie trzeba zwracać uwagę na datę ważności oraz datę pakowania. Dla mnie przydatność takich produktów nie powinna przekraczać 72 godzin. Wtedy mam pewność, że gdy nawet trafi mi się lekko otwarty omułek po lekkim puknięciu w skorupę, czy to nożem czy palcem delikwent zamknie się, co automatycznie świadczy o jego dobrej jakości. No napiszę to. Po prostu nadal żyje czyli jest ok, jadalny. Oczywiście możemy sugerować się datą spożycia, ale jak to powszechnie wiadomo im coś jest świeższe tym lepsze.
Wybierając sprawdzamy koniecznie czy powietrze zostało dobrze odessane z opakowania. Również warto przyjrzeć się samym mulom. Najlepiej kiedy wszystkie są zamknięte. Ostatnią istotną rzeczą godną uwagi są certyfikaty. Dlaczego jest to istotne? Ano dlatego, że przynajmniej mamy pewność, że nasz posiłek został złowiony wpływając w mniejszym stopniu na ekosystem morski, nie wyczerpując zasobów danego gatunku jednocześnie sprzyjając innym zwierzętom morskim.
No dobra, wybraliśmy mule i co teraz?
Mule należy czyścić pod bieżącą zimną wodą. Najlepiej za pomocą nożyka z grubym ostrzem, albo gąbki drucianej. Założenie jest takie, żeby zeskrobać z muszli wszystkie nierówności oraz tak zwane bisiory czyli wystające “nitki”. Zajmuje to niestety trochę czasu, ale warto! Jeżeli nie zrobicie tego dokładnie w Waszym pysznym sosie może znaleźć się sporo syfu, który tylko i wyłącznie popsuje cały efekt.
Następnie mule płuczemy bardzo dokładnie. Wyczyszczone są gotowe do użycia.
Czego potrzebujemy, żeby ugotować pyszne mule? Prócz składników, które zaraz wymienię, potrzebny będzie nam garnek z przykrywką i pyszne pieczywo. U mnie akurat była to podpieczona w piecu domowa focaccia z dobrej jakości oliwą. Więcej słów nie potrzeba.
150 ml śmietanki słodkiej (można pominąć)
Szalotki, czosnek i papryczkę kroimy.
W garnku rozgrzewamy oliwę razem z masłem (najlepiej!). Gdy oba tłuszcze są już gorące wrzucamy pokrojone składniki i smażymy na średnim ogniu zachwycając się aromatem.
Po jakichś 3-4 minutach smażenia podkręcamy ogień na maksa, wsypujemy do garnka mule, zalewamy winem i przykrywamy. Najlepiej, żeby garnek miał rączki, które pozwolą nam bez odkrywania pokrywki mieszać zawartość.
Danie gotujemy do momentu kiedy widzimy, że muszle się otworzyły, czyli jakieś 4-6 minut. Wszystko zależy od ilości, bo im więcej towaru w garnku tym dłużej będziemy je gotować. Kiedy widzimy, że mule otworzyły się, wyciągamy je z garnka i zajmujemy się sosem. Ponieważ w samych muszlach jest sporo wody, a dodaliśmy aż 300 ml wina, sos który się utworzył będzie bardzo rzadki, dlatego trzeba go zredukować i zagęścić śmietaną. Mule wyjmujemy po to, żeby się nie przegotowały i były bardzo delikatne w smaku, a nie gumowate.
Sos redukujemy na największym ogniu, gdy jego ilość się zmniejszy o połowę, dolewamy śmietankę i jeszcze chwilę gotując aż zgęstnieje. Dodajemy świeżą pietruszkę. Wrzucamy mule do garnka porządnie mieszając z powstałym sosem i o ! Gotowe. Pamiętajmy tylko, że muszle, które pod wpływem temperatury nie otworzyły się wyrzucamy do kosza. Niestety kilka sztuk może się zdarzyć. Ale i tak się najecie!
Prawda jest taka, że czyszczenie muli zajmuje jakieś 4 do 6 razy więcej czasu niż samo gotowanie.
P.S. Sosu nie trzeba redukować. Wcale nie musi być gęsty. Jeżeli odpowiada nam bardziej wodnista konsystencja możemy pominąć punkt z wyjmowaniem muszli z garnka. Taki też wodnisty sos jest świetną bazą pod makaron tagliatelle z krewetkami i zestem z cytryny, ale o tym w swoim czasie.
P.S. 2 Standardowo mule pakowane są po kilogramie. Optymalna porcja dla jednej osoby to 500 gramów. Można oczywiście zjeść mniej :D lub więcej.