Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
✓ Live Streaming✓ Interactive Chat✓ Private Shows✓ HD Quality
Anya is LIVE right now
FREE
Free to watch • No registration required • HD streaming
W tym kraju ludzie nie cenią sobie poranka. Budzą się gwałtownie na dzwonek budzika, który druzgoce ich sen jak cios siekiery, i od razu stają się niewolnikami żałosnego pośpiechu. Niech mi pan powie, cóż może być wart dzień, który zaczyna się od takiego aktu przemocy? Co musi się dziać z ludźmi, którzy co dzień za pośrednictwem budzika doznają miniaturowego elektrowstrząsu? Każdego dnia przyzwyczaja się ich do przemocy, każdego dnia oducza się ich rozkoszy. Proszę mi wierzyć, że o charakterze ludzi decydują ich poranki.
Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
✓ Live Streaming✓ Interactive Chat✓ Private Shows✓ HD Quality
Anya is LIVE right now
FREE
Free to watch • No registration required • HD streaming
Bohaterowie: Harry Styles, Louis Tomlinson, Niall Horan, Liam Payne, Zayn Malik, Gemma Styles.
Opis: - Podejdź tutaj - usłyszał głos księcia. Gdy nikt się nie poruszył Lou podniósł głowę i zauważył zielone tęczówki, które wpatrywały się w niego. Przekonał się, że słowa są skierowane do niego. Wolno przybliżył się do księcia i stanął w odpowiedniej odległości. Harry podszedł do niego, podłożył palec pod jego brodę i uniósł jego głowę. Obejrzał go z dokładnością i delikatnie się uśmiechnął. - Jego chcę - powiedział.
Albo au, gdzie Louis to prosty chłopak z mało zamożnej rodziny, a Harry to przyszły król, który potrzebuje niewolnika do - przyznajmy to szczerze - własnych zachcianek. Lecz gdzieś podczas tej niebezpiecznej i zagmatwanej drogi znajduje się odrobina czasu na miłość.
Ostrzeżenia: zawiera wątki homoseksualne, sceny przeznaczone dla dorosłych, przemoc, wulgaryzmy, nieścisłości historyczne.
Przeczytaj na wattpad: klik
Wszystkie rozdziały.
You Belong To Me - Rozdział 16
Dni powoli mijały, a Louis przeczytał już wszystkie książki o smokach, które były w bibliotece. Książę Harry naprawdę miał dużo pracy, ale Tomlinson sądził, że z wszystkim się ociągał. Poza tym Louis nie mógł go opuścić nawet na chwilkę. Jeżeli chciał iść się wysikać, jego Pan szedł razem z nim. Lou nie miał nawet chwili prywatności. Służący sądził, że razem z Harrym w jakiś sposób ukrywali się w tej zapomnianej bibliotece. Nikt oprócz nich tam nie wchodził.
Louis był zrozpaczony. Niby ciągle przebywał w towarzystwie swojego Pana, ale tak naprawdę czuł się samotny. Nie miał z kim rozmawiać, ponieważ nie chciał przeszkadzać Harry’emu i go zagadywać. Książki już mu się skończyły i nie miał co czytać. Chciał się stąd uwolnić, chociaż na chwilkę wyjść na dwór, ale wiedział, że książę mu na to nie pozwoli.
Pewnego dnia miał już naprawdę dość tego wszystkiego. Patrzył na Harry’ego, który pisał jakiś list i postanowił odezwać się do niego niepytany. Wbrew zasadom.
- Dlaczego ciągle musimy tutaj siedzieć? - Zapytał.
Wiedział, że był trochę niegrzeczny i wiele ryzykował, tym bardziej, że syn króla chodził ostatnio jakiś poddenerwowany.
- Mam pracę, a ty dotrzymujesz mi towarzystwa - odpowiedział Harry nawet na niego nie patrząc.
Nie upomniał go za brak taktu.... nie było tak źle.
- A jaki jest prawdziwy powód? - Ciągnął dalej Louis. Wiedział, że poprzednia odpowiedź była jedynie wymówką, a nie prawdą.
- Boję się, że ode mnie uciekniesz - przyznał szczerze Harry, wpatrując się w kartkę przed nim.
Lou uśmiechnął się sam do siebie. Nie miał nawet możliwości żeby uciec, albo sobie tak wmawiał, ponieważ nie chciał uciekać. Przynajmniej nie teraz. Ostatnimi czasy bardzo intrygował go Styles, chciał dowiedzieć się czegoś więcej. Pozostawała również sprawa jego siostry, która również nie dawała Louisowi spać w nocy. Poza tym miał Nialla. Chciał go jeszcze kiedyś zobaczyć, a jeśli ucieknie, to nie będzie miał takiej możliwości. Naprawdę by nie uciekł, nawet jeżeli miałby możliwość. Może tęsknił za rodziną, ale nie chciał zostawiać tego, co miał tutaj.
- Nie zamierzam uciekać - powiedział Louis zgodnie z prawdą.
Harry spojrzał na niego po raz pierwszy od początku ich rozmowy.
- A list?
Tomlinson na początku nie wiedział o co chodziło, lecz zaraz wpadł na rozwiązanie. List. To przecież niemożliwe, żeby Styles go znalazł. Był tak dobrze ukryty.
- Jak go znalazłeś? - Zapytał ostro Louis, zły, że ktoś go przechytrzył.
Harry nie upomniał go za brak użycia zwrotu grzecznościowego.
- Przeglądałem ostatnio twoje ubrania i tak po prostu wypadł. Zresztą nie muszę ci się tłumaczyć. Dlaczego nie pokazałeś go mi? - Pierwszy raz od paru tygodni Styles się zdenerwował.
- Jeżeli nie zauważyłeś, to był zaadresowany do mnie, a nie do ciebie. Nie miałeś prawa go przeczytać. Powinienem był go spalić tak jak jest napisane - Louis był nagle zły na siebie, że nie posłuchał Nialla. Naprawdę powinien był pozbyć się tego listu, ale nie potrafił. Lou chciał mieć przy sobie jakąś cząstkę Horana. Posiadał tylko ten list, więc nie miał serca go tak po prostu wyrzucić. Wydawało mu się, że schował go w dobrym miejscu.
- Dobrze, że go znalazłem - odpowiedział Harry.
Wstał gwałtownie i nerwowym krokiem podszedł do najbliższego okna. Cała jego postać była spięta, a oczy wydawały się takie smutne. Louis nigdy nie widział ich takich. Styles oparł swoje dłonie o parapet. Lou nawet z tej odległości mógł zobaczyć na nich wystające żyły. Harry zapatrzył się w widok za oknem.
- Naprawdę, ty i Niall? Wybrałeś jego? - Zapytał jadowitym głosem, który sprawił, że na ciele Tomlinsona pojawiła się gęsia skórka.
- Nigdy nie musiałem pomiędzy nikim wybierać - odparł Louis.
Harry schował swoją twarz w dłoniach. Oparł swoją głowę o zimną szybę.
- Kochasz go? - Wyszeptał po chwili.
- Nie - odpowiedział Louis zgodnie z prawdą. Był zauroczony Niallem, może ewentualnie troszkę zakochany, ale w tamtym momencie wiedział, że nie kocha go tak mocno, jak powinien.
Harry zrelaksował się lekko na te słowa, lecz mimo wszystko i tak wyglądał na zmartwionego. Odwrócił się twarzą do służącego. Przez jakiś czas patrzyli sobie w oczy. Te księcia były lekko zaczerwienione, jakby zbierało mu się na płacz.
- Może jednak powinieneś uciec - wyszeptał Harry.
Louis również wstał i podszedł do wyższego chłopaka. Lekko zadarł głowę, aby znów mógł spojrzeć w te piękne zielone tęczówki.
- Dlaczego? - Odpowiedział równie cicho.
Po co oni w ogóle szeptali? Przecież w bibliotece nikogo nie było.
- Bo jesteś w niebezpieczeństwie. My jesteśmy.
Tomlinson zdziwił się lekko na te słowa.
- Co sprawia, że tak myślisz?
Harry zamknął na chwilę swoje oczy, jakby się nad czymś zastanawiał. Po chwili odnalazł spojrzenie Louisa.
- Nie wiem czy mogę ci zaufać.
- Oczywiście, że możesz - przyznał służący chwytając dłoń swojego Pana w swoją, chcąc go dzięki temu zachęcić. Harry uśmiechnął się do niego delikatnie.
- Mam szpiegów w tym zamku. Ostatnio donieśli mi oni, że Niall, Liam i Król zamknęli się razem w komnacie, co może oznaczać tylko to, że spiskowali przeciwko mnie. Lecz wtedy znalazłem twój list i domyśliłem się, że nie chodziło im tylko o mnie. Ty również jesteś w niebezpieczeństwie, dlatego muszę cię jakoś chronić. Z tego powodu siedzimy tutaj, w tej bibliotece, ponieważ nikt nas nie znajdzie. Poza tym ostatnio straż przestała mnie słuchać. To tylko kwestia czasu, aż całkowicie zbuntują się przeciwko mnie. Mój ojciec... on - wtedy Louis zobaczył łzę spływającą po policzku swojego Pana. Szybko otarł ją kciukiem. - Mój ojciec jest przeciwny mnie, odkąd dowiedział się czegoś. Już od początku próbował zniszczyć to co pomiędzy nami jest. Jak widać zyskał teraz swoich kompanów.
Tomlinson zamyślił się na chwilę.
- To nie możliwe, żeby Niall spiskował przeciwko nam - Louis zaprzeczył od razu.
- Między wami do czegoś doszło, prawda? - Zapytał Harry. Lou skinął głową na potwierdzenie. - Więc możliwe, że jedynie go wykorzystują. Ten list był wskazówką.
- Nie zamierzam nigdzie uciekać - sługa powiedział ponownie.
- Wiem, wierzę ci, ale to oznacza, że muszę nauczyć cię, jak powinieneś się bronić. Nie możesz chodzić teraz sam, taki bezbronny.
- Jak chcesz mnie tego nauczyć? - Zapytał Louis zwiększając dystans między nimi.
- Nauczę cię, jak władać mieczem.
Tomlinson zaśmiał się głośno.
- Potrafisz władać mieczem? - Nie mógł w to uwierzyć. Harry z tymi nogami i brakiem koordynacji nawet przy chodzeniu potrafił posługiwać się mieczem? To było surrealistyczne.
- Kochanie, właśnie rozmawiasz z mistrzem.
I Tomlinson zamiast się cieszyć, bał się o swoje życie.
* * *
Pewnego dnia w końcu wyszli z biblioteki. Skradali się w zamku, jakby byli jakimiś złodziejami. Harry ostrzegał, że nie mogą być przez nikogo zauważeni, dlatego się ukrywali. Szli cicho przez korytarze kryjąc się za każdym razem, gdy kogoś mieli mijać. Styles narzekał przez połowę drogi, że jest księciem i musi kryć się w własnym zamku. Louis widział, że ta sytuacja mu nie odpowiadała.
Tomlinson nigdy nie był w tych częściach zamku. Przechodzili nawet przez jakieś ukryte przejścia, co dziwiło i ekscytowało Louisa. Poznawał nowe zakamarki zamku. W końcu po paru minutach, albo może i godzinach wyszli na świeże powietrze. Sługa od razu zobaczył konie, oraz stajnię. Weszli na skrawek trawy znajdujący się pod zadaszeniem. Zamek z tej strony wyglądał na trochę zaniedbany. Nie było tutaj żadnych ogrodów, lecz jedynie marna, zniszczona trawa. Można było wyraźnie usłyszeć konie. Zapach też nie był zbyt świeży.
- Gdzie jesteśmy? - Zapytał Louis ciągle rozglądając się wokół siebie.
- Tutaj mieszczą się królewskie stajnie. Mało kto tu zagląda, jedynie po to by nakarmić konie. Mamy jakieś 3 godziny, zanim ktoś tutaj się zjawi - odpowiedział Harry, znikając w jednej ze szop.
Po chwili wyszedł, mając ze sobą dwa drewniane miecze. Louis dopiero teraz zauważył, że Styles nie miał na sobie swoich typowych szat. Jedynie zwykłą białą koszulkę oraz jakieś luźne spodnie. Wyglądał przez to normalnie.
Rzucił Louisowi oba miecze, zaczynając majstrować coś przy swoich włosach. Po chwili na jego głowie pojawił się koczek, który trzymał wszystkie jego loki. Teraz Harry był jeszcze przystojniejszy. Tomlinson zachwycał się jego urodą, ponieważ wyglądał jak adonis. Jego włosy, oczy, usta, żuchwa. Dopiero teraz Louis zrozumiał, jak bardzo jego Pan był przystojny.
- Halo, Louis? Ziemia do Lou - odezwał się książę machając ręką przed oczami Tomlinsona. Służący pokiwał głową wyrywając się z zamyślenia.
Musiał zapatrzeć się na Harry’ego, ponieważ ten stał przed nim z głupawym uśmiechem.
- Zamknij usta, bo ci mucha wleci - zaśmiał się Styles.
Boże, jak to musiało głupio wyglądać. Louis szybko zamknął swoją buzię, a jego policzki zrobiły się czerwone. Były mu wstyd, że został złapany na podziwianiu księcia.
- Do czego potrzebne nam są drewniane miecze? - Zapytał sługa, chcąc odwrócić uwagę od jego wpadki.
Harry spoważniał.
- Obiecałem ci, że nauczę cię, jak masz się bronić. Dzisiaj pokażę ci podstawowe kroki - wytłumaczył.
- To dlaczego te miecze są drewniane?
- Ponieważ nie chcę, abyś zrobił sobie krzywdę - Styles zaśmiał się. Odebrał jeden miecz od Louisa i stanął naprzeciw niego. Ich lekcja zaczęła się.
Lou na początku był zły na siebie, przez swoją nieudolność. Jego ruchy nie były precyzyjne, tak jakby tego chciał. Harry poruszał się z wdziękiem, a Tomlinson co chwilę się potykał. Parę razy wylądował na ziemi, zbyt skupiając się na ruchach mieczem, zamiast na swoich nogach, które mu się plątały.
Po dwóch godzinach był wykończony, ale zdążył opanować do perfekcji parę ruchów. Chciał pojedynkować się z Harry’m, ale wiedział, że to jeszcze zbyt szybko. Liczył na to, że kiedyś stanie się lepszy od niego i pokaże mu prawdziwą klasę, bo jak na razie to Louis był tutaj zerem, co nie za bardzo mu się podobało. Chciał pokazać swojemu Panu, że było go stać na więcej.
Oboje leżeli obok siebie na trawie, patrząc w niebo. Śmiali się wspólnie z kształtu niektórych chmur. Było to tak przyjemne i znajome, że Louis chciał tak zostać.
W końcu podnieśli się. Oboje się śmiali, gdy zmierzali do wejścia zamku, lecz wtedy Louis zauważył nóż, który wzbił się ponad ich głowami w drzwi. Oboje odwrócili się gwałtownie. Harry akurat zdążył złapać szpadę, która rzucona była w jego kierunku. Przyjął postawę obronną.
Przed sobą zobaczyli Liama, który uśmiechał się do nich słodko.
- Przeszkodziłem wam w czymś?
Harry napiął wszystko swoje mięśnie. Wyglądał na bardzo wkurzonego.
- Co tutaj robisz?! - Zapytał ostro.
Stanął przed Louisem, zasłaniając go. Możliwe, że tak chciał go chronić przed Liamem.
- Nie tak trudno było cię znaleźć, a poza tym unikasz mnie Harry, coś się stało?
Tomlinson miał ochotę przyłożyć Liamowi za to co mówi. To oczywiste, że go unikali, przecież Liam spiskował przeciwko swojemu przyjacielowi.
- Jeszcze się głupio pytasz, co się stało - warknął książę.
Syn króla odszedł bliżej strażnika, i Louis mógł zobaczyć teraz, że obaj stoją naprzeciw siebie z gotowymi szpadami do ataku. Czekał, który z nich wykona pierwszy ruch.
Wtedy Harry zaatakował. Szpady przecinały powietrze. Oboje byli bardzo szybcy i zawzięci. Tomlinson bał się, że coś stanie się Harry’emu, ale z drugiej strony był pewny jego umiejętności, choć wydawało mu się, że Liam był jeszcze lepszy.
- Spiskujesz z moim ojcem Liam! Uważałem cię za przyjaciela! - Krzyknął Harry. Wykonał wtedy dobrze zaplanowany atak. Swoją szpadą rozdarł materiał na bluzce Liama, jednak Louis nie zauważył nigdzie krwi. Pchnięcie nie było trafne.
Wtedy zaczęła się zacięta walka. Oboje atakowali siebie nawzajem. Tomlinson nie chciał patrzeć na ich pojedynek, jednak nie mógł go przerwać. To była walka pomiędzy dwoma skłóconymi przyjaciółmi. Nawet Louis wiedział, że ta walka potrwa tak długo, aż sobie wszystkiego nie wyjaśnią. Tak więc czekał, aż któryś w końcu się podda.
- Ratowałem tylko twoją dupę! - Krzyknął nagle Liam zadając cios, który na szczęście nie był trafny. - Gdyby nie ja, gniłbyś teraz w lochach!
Harry zatrzymał się nagle, nie odpychając ataku strażnika, przez co obaj przewrócili się na trawę.
- Wytłumacz mi to - poprosił Styles. Cała furia jakby z niego wyparowała w jednym momencie.
- Król zwołał mnie i Nialla. Chciał się czegoś więcej od nas dowiedzieć. Chciał wsadzić cię do lochu przez niego! - Powiedział Payne pokazując przy tym na Louisa. Sługa nie wiedział czy może mu wierzyć, czy też nie. - Wraz z Niallem kryliśmy cię - powiedział Liam.
Wstał z podłogi patrząc nienawistnie na Harry’ego, który również pojawił się u jego boku.
- Czy wierzysz mi? - Zapytał strażnik. - Haz, przecież wiesz, że jestem twoim przyjacielem.
Wtedy książę zamiast odpowiedzieć, wziął Liama w swoje objęcia. Tomlinson patrzył na nich w ciszy i wtedy zauważył kpiący wzrok strażnika na sobie. Liam kłamał! Lou domyślił się tego, lecz postanowił o niczym nie mówić swojemu Panu, aby nie skłócić ich ponownie. Harry i tam miał teraz na swojej głowie zbyt dużo.
- Więc uczeń pokonał mistrza - powiedział Payne w śmiechu.
- Prawie mnie pokonałeś Li, a to duża różnica - zawtórował mu Styles.
Harry oddał swoją szpadę, po czym ruszył w stronę Louisa, który wymusił na swojej twarzy uśmiech. Lou poczuł dużą dłoń na swoich plecach i weszli do zamku. Przynajmniej nie musieli się teraz ukrywać. Spokojnie weszli do komnaty księcia.
Tomlinsonowi wydawało się jednak, że ten spokój był jedynie ciszą przed burzą. Gdy zamknął oczy i wytężył swój słuch wydawało mu się, że i tutaj mógł usłyszeć złowieszczy śmiech Liama.
Co to był za świat, który uczynił ze mnie niewolnicę, sierotę, pariaskę? Co to był za świat, który mnie rozdzielał z bliskimi? Zmuszał do życia wśród ludzi niemówiących moim językiem ani niewyznających tej samej wiary, w nieprzytulnym, mało przyjaznym kraju?