Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
✓ Live Streaming✓ Interactive Chat✓ Private Shows✓ HD Quality
Anya is LIVE right now
FREE
Free to watch • No registration required • HD streaming
Bohaterowie: Harry Styles, Louis Tomlinson, Niall Horan, Liam Payne, Zayn Malik, Gemma Styles.
Opis: - Podejdź tutaj - usłyszał głos księcia. Gdy nikt się nie poruszył Lou podniósł głowę i zauważył zielone tęczówki, które wpatrywały się w niego. Przekonał się, że słowa są skierowane do niego. Wolno przybliżył się do księcia i stanął w odpowiedniej odległości. Harry podszedł do niego, podłożył palec pod jego brodę i uniósł jego głowę. Obejrzał go z dokładnością i delikatnie się uśmiechnął. - Jego chcę - powiedział.
Albo au, gdzie Louis to prosty chłopak z mało zamożnej rodziny, a Harry to przyszły król, który potrzebuje niewolnika do - przyznajmy to szczerze - własnych zachcianek. Lecz gdzieś podczas tej niebezpiecznej i zagmatwanej drogi znajduje się odrobina czasu na miłość.
Ostrzeżenia: zawiera wątki homoseksualne, sceny przeznaczone dla dorosłych, przemoc, wulgaryzmy, nieścisłości historyczne.
Przeczytaj na wattpad: klik
Wszystkie rozdziały.
You Belong To Me - Epilog
Harry biegł przez korytarz, jak najszybciej mógł. Nie wiedział dokładnie, dokąd zmierza, ale ufał swoim nogom, że zaprowadzą go w odpowiednie miejsce. Cała ta sytuacja z ojcem go przytłaczała. Nie mógł sobie z tym poradzić, przynajmniej nie sam, dlatego potrzebował kogoś, kto mógłby mu pomóc. Pierwszą osobą, o której pomyślał, była jego siostra. Tylko ona znała prawdziwą sytuację oraz to, co działo się pomiędzy nim, a Louisem. Tylko ona mogła mu pomóc.
Styles szybko zmienił kierunek w którym biegł. Jego wcześniejsza droga prowadziła do jego komnaty, ale nie mógł się tam pokazać, szczególnie nie w tym stanie. Louis nie mógł się o tym wszystkim dowiedzieć.
Wszedł do komnaty swojej siostry, nie starając się nawet zapukać. Drzwi były otwarte, więc Gemma wróciła z balu wcześniej. Prawdopodobnie zauważyła króla i domyśliła się, co mogło się stać.
Harry zobaczył ją, gdy stała przy szafie i ubierała koszulę nocną. Szybko wpadł w jej ramiona i zaczął szlochać. Gemma przytuliła go do siebie i zaprowadziła do łóżka, gdzie położyli się w swoich ramionach. Księżniczka głaskała przydługie włosy swojego brata i kołysała go delikatnie. Zaczęła śpiewać nawet piosenkę pod nosem, aby jakoś uspokoić księcia. Dała Harry’emu czas, aby się wypłakał. Obwiniała się, ponieważ to ona namówiła swojego brata aby pozwolił uczestniczyć Louisowi w balu. Gdyby nie jej głupi plan wszystko byłoby teraz łatwiejsze. Obawiała się najgorszego, a po stanie Harry’ego mogła wnioskować, że działo się bardzo źle.
Minęła połowa nocy, gdy Gemmie w końcu udało się uspokoić swojego brata. Nie pytała go jednak o nic, nie chcąc naciskać i wywoływać kolejnego ataku płaczu u księcia.
Wydawało jej się, że Harry w końcu zasnął. Chciała również sobie pozwolić na sen, jednak wtedy jej brat się poruszył, przytulając ją mocniej.
- To koniec Gem - wyszeptał.
Ciało księżniczki przeszły nieprzyjemne dreszcze. Bała się tego, co ich czekało. Przede wszystkim martwiła się o swojego brata, którego łatwo można było skrzywdzić. Wszystkim zawsze wydawało się, że Harry jest bezuczuciowy, ale ona dobrze wiedziała, jaka jest prawda. Tak naprawdę żal jej było brata. Po tym jak Gem zrezygnowała z tronu to on stał się przyszłym królem. Już od najmłodszych lat ojciec szkolił go na jego podobiznę. Harry musiał bardzo szybko dorosnąć i stał się wtedy takim, jakim oczekiwał jego ojciec. Gemma parę razy przyłapała króla na tym, jak krzyczy na młodego chłopaka, czasem widziała również jak go bił. Obwiniała siebie za to, że to spotkało Harry’ego, ale nie mogła się wycofać. Dlatego też w głównej mierze zamknęła się w sobie. Była świadoma, że odebrała swojemu bratu całe szczęście. Pamiętała dzień, gdy Harry do niej przyszedł i powiedział, że lubi chłopców. Księżniczka wątpiła, że jej brat pamiętał tamten dzień. Wydawało jej się, że nie chciał go pamiętać. Tym bardziej, że parę lat później zaczął spotykać się z dziewczynami. Gemma wiedziała, że to nie sprawiało Harry’emu radości, ale w końcu król chciał, aby jego syn stał się prawdziwym mężczyzną, a Hazz robił wszystko, czego ojciec od niego oczekiwał. Zamienił się w marionetkę, która zapomniała czym jest prawdziwe życie, a jedynie robiła to, co inni uważali za stosowne.
- On mi go zabierze - zapłakał po raz kolejny Harry.
Gemma przytuliła go do swojej piersi, tak jak zawsze robiła to ich matka. Chciałaby, aby była tutaj teraz z nimi. Tylko ona potrafiła postawić ojca do pionu. Zaakceptowałaby to, że jej syn jest gejem. Gemma mogłaby wtedy zasiąść spokojnie na tronie, a Harry znalazłby sobie odpowiedniego chłopaka, z którym żyłby do końca swoich dni i wtedy byłby szczęśliwy, wszyscy by byli.
Lecz gdyby mama żyła, Harry nigdy nie poznałby Louisa. Gemma nie wiedziała, co było lepsze. Ich matka czy Louis? Możliwe że Tomlinson. Gemma dawno nie widziała swojego brata tak szczęśliwego, jaki był, gdy opowiadał jej o swoim wspaniałym słudze. Księżniczce wydawało się, że oboje są sobie pisani. Nie mogło być inaczej. To jak do siebie pasowali, jak byli zgrani. Gemma jeszcze nigdy nie widziała takiej wspaniałej pary. Zazdrościła im trochę tego, bo również chciałaby mieć możliwość stworzenia z kimś takiej więzi. Mimo tego była szczęśliwa, że w tych trudnych czasach jej bratu udało się odnaleźć kogoś takiego. Wiedziała, że ich związek był niemożliwy, ale liczyła na to, że gdy Harry zasiądzie na tronie, to wszystko się zmieni i wtedy będą mogli być szczęśliwi. Ale niestety ich życie nie było bajką i rzeczy musiały się skomplikować.
- Co powiedział ojciec? - Zapytała Gemma.
Nie mogła już dłużej znieść tej niepewności. Te wszystkie uczucia ją przytłaczały.
- Zabije Louisa - Harry ponownie zaczął szlochać, ściskając jej koszulę nocną w pięściach.
Przykryła ich sylwetki grubym kocem, ponieważ zapowiadała się długa noc.
- Jak to? - Zapytała.
Nie przejmowała się już płaczem swojego brata. Nawet jeżeli czekałaby, aż on znowu się uspokoi, to przy kolejnych słowach znowu zaczął by szlochać. To wszystko nie miało sensu.
- Dał mi wybór - odezwał się nagle Harry. Jego głos był lekko stłumiony przez to, że książę chował swoją głowę w jej szyi.
- Jaki? - Dopytała Gemma.
- Jeżeli do jutra rana nie pozbędę się Louisa, to on sam go załatwi.
Sądziła, że Harry znów zacznie szlochać, lecz uspokoił się. Możliwe nawet, że po prostu zabrakło mu łez do wypłakania.
- Co zamierzasz zrobić?
Miała nadzieję, że jej brat odpowie coś w stylu: ukryję go w twojej komnacie, ale wiedziała, że to się nie wydarzy. Harry zawsze bardzo martwił się o innych i wiedziała, że nie byłby zdolny, aby ryzykować życie swojego służącego.
Książę wyszarpał się z objęć swojej siostry i po raz pierwszy odkąd wszedł do komnaty, spojrzał w jej oczy. Gemma jeszcze nigdy nie widziała w nich tyle bólu, nawet wtedy, gdy ich matka umarła.
- Wypuszczę go - odpowiedział szeptem, jakby było to jakąś tajemnicą.
- Odejdziesz z nim? - dopytała księżniczka.
- Nie - Harry od razu zaprzeczył, po czym spuścił głowę. - Nie mogę zostawić królestwa. W przyszłości będę królem - przyznał. Ponownie zaczął płakać. Gemma przytuliła go do swojej piersi.
- Braciszku - zaczęła. - Jeżeli chcesz, to z nim odejdź. Nie przejmuj się królestwem. Pozwól sobie na odrobinę szczęścia.
- Nie - Harry gwałtownie zaprzeczył.- Gdybym poszedł razem z nim musielibyśmy się ciągle ukrywać. Wiesz, że tata wysłałby za mną wojska. Nie chcę skazywać go na życie ze mną. Ma prawo być szczęśliwy.
Gemma uściskała swojego brata. Była z niego taka dumna. Nikt nie byłby gotowy poświęcić tyle, ile Harry. Będzie wspaniałym Królem.
- Więc co zrobisz?
- Jutro oddam mu jego wolność. Nie wytłumaczę mu dlaczego. Nie powinien wiedzieć o mojej rozmowie z ojcem.
Gemma mocniej otuliła ich kocem i pozwoliła, aby zmorzył ich sen.
- Kocham go Gem. Bardzo go kocham - wyszeptał Harry.
- Wiem to braciszku - odpowiedziała mu księżniczka.
Przez resztę nocy próbowali zasnąć, ale sen jak na złość do nich nie przyszedł.
* * *
Rano nie mieli czasu nawet na przebranie się. Harry nie chciał zwlekać, ponieważ bał się, że król już myślał o tym, jak zamordować Louisa. Zanim oboje weszli do komnaty księcia, wstąpili do kuchni, po prowiant na drogę służącego i do skarbca, skąd Harry wziął sakiewkę pieniędzy.
To wszystko było dla nich ciężkie. Gemma miał podpuchnięte oczy od wcześniejszego płaczu, ale teraz nie dawała nikomu poznać, że ta noc była dla niej ciężka. Za to Harry wyglądał dość normalnie. Jedyne co przypominało o wczorajszych zdarzeniach, były sińce pod oczami. Jego szczęka była zaciśnięta, a wzrok rozbiegany. Nie uśmiechał się tak jak dawniej. Gemma wyobrażała sobie jakie trudne to dla niego musi być.
Chcieli wejść do komnaty, jednak napotkali opór. Wtedy na twarzy Harry’ego pojawił się cień uśmiechu, który natychmiast zniknął.
- Lou to ja, otwórz - powiedział.
Usłyszeli kroki, a po chwili drzwi się uchyliły. Przez małą szparę Louis spojrzał na nich, a później otworzył drzwi do szeroka. Wszyscy weszli do komnaty. Gemma od razu wzięła Tomlinsona w ramiona i przez długi czas nie chciała go puścić. Książę nawet na nich nie spojrzał.
Louis wtedy jeszcze nie wiedział, o co chodzi, ale gdy Harry kazał mu się przebrać, to zrobił to bez wahania.
- Jak było na rozmowie z królem? - Zapytał szybko Lou. Chciał wiedzieć, czy nie narobił Harry’emu problemów.
- Dostałem tylko upomnienie - stwierdził bez cienia emocji książę.
Louis odetchnął, bo upomnienie nie było takie złe. Bał się, że mogło stać się coś więcej. Jednak sługę nadal zastanawiało to, dlaczego jego Pan jest taki oschły w stosunku do niego. Była to diametralna zmiana w porównaniu do poprzednich dni.
Gdy Harry opuścił komnatę, Louis jako jego służący ruszył za nim. Wyszli przed zamek, a później przez bramy i znaleźli się na świeżym powietrzu wolności.
- Dlaczego mnie tu przyprowadziłeś? - Zapytał służący.
Harry zignorował jego pytanie i podał mu torbę, której Tomlinson wcześniej nie zauważył.
- W środku jest jedzenie na twoją podróż oraz pieniądze. Tylko tyle mogę ci dać, aby zrekompensować ci pobyt ze mną.
Gdy książę to mówił, nie raczył się nawet spojrzeć na towarzyszącego mu chłopaka. To wszystko jeszcze bolało. Stare rany na nowo zostały otwarte. Czuł się tak, jak wtedy gdy stracił matkę.
- Co to wszystko ma znaczyć? - Zapytał służący.
- Oddaję ci twoją wolność - odpowiedział Harry prosto. - Tak naprawdę nigdy nie powinienem ci jej odebrać.
Louis stał w miejscu, nie mogąc uwierzyć w to, co usłyszał.
- Pozbywasz się mnie?
Był zły. Po tym wszystkim ile przeszedł z Harrym, ten teraz kazał mu odejść. To prawda, mógł wrócić do rodziny i znowu być szczęśliwym, ale nie potrafił. Zupełnie inaczej wyobrażał sobie ich ostatnie spotkanie.
- Nie - zaprzeczył książę, jednak to nie przekonało służącego, to znaczy byłego służącego.
Louis w końcu ruszył się z miejsca. Zaczął chodzić w kółko, nie mogąc uwierzyć w to, co się działo. W końcu zatrzymał się przed Harrym tak blisko, jak mógł sobie na to pozwolić, nie dotykając jego dawnego Pana.
- Czy kiedykolwiek czułeś coś do mnie, skoro tak łatwo potrafisz się mnie pozbyć? - Zapytał, a jego głos był pełen nienawiści.
Harry zgarbił się jeszcze bardziej i wydawałoby się, że nie ma zamiaru odpowiadać na te pytanie.
- Odpowiedz mi na to pytanie tchórzu! Kochasz mnie?! - wykrzyczał mu w twarz Tomlinson.
Jego palce znalazły się na brodzie i zmusiły księcia, aby na niego spojrzał. Jego oczy nic nie wyrażały.
Harry toczył walkę w sobie. Z jednej strony chciał wykrzyczeć Louisowi prawdę, ale wiedział, że nie mógł. To by tylko skomplikowało sprawę. Dlatego musiał zmusić się do kłamstwa.
- Nic do ciebie nie czuję. Jesteś dla mnie tylko służącym -powiedział. Miał ochotę się rozpłakać, ponownie zwinąć w małą kulkę przy piersi Gemmy i wyżalić się jej. Lecz nie mógł tego zrobić. Przedtem na dużo sobie pozwolił, zakochując się w Louisie. Czas było to wszystko zmienić i wrócić do starego Harry’ego, który zadowalał wszystkich, ale nie siebie.
- Tak też myślałem - odpowiedział Louis, cofając się od ciała księcia. Harry dopiero teraz zauważył słone łzy, które spływały po jego policzkach. - Jak mogę trafić stąd do Nialla?
Te imię całkowicie załamało Harry’ego. To było, jakby Lou właśnie wybrał blondyna zamiast niego. Może to był właściwy krok? Syn króla sprawił mu tak wiele krzywd. Louis powinien być szczęśliwszy z Niallem.
Harry wytłumaczył mu drogę, starając się, aby jego głos nie zadrżał, a łzy nie zaczęły spływać po jego policzkach.To był już ostateczny koniec ich znajomości.
Louis bez słowa pożegnania odszedł we wskazanym mu kierunku, na ramieniu zawieszając sobie torbę. A książę patrzył jak jego pierwsza i ostatnia miłość życia odchodzi z jego bajki.
Kocham cię - pomyślał Harry. - Szkoda, że ty nigdy nie kochałeś mnie.
Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
✓ Live Streaming✓ Interactive Chat✓ Private Shows✓ HD Quality
Anya is LIVE right now
FREE
Free to watch • No registration required • HD streaming
Bohaterowie: Harry Styles, Louis Tomlinson, Niall Horan, Liam Payne, Zayn Malik, Gemma Styles.
Opis: - Podejdź tutaj - usłyszał głos księcia. Gdy nikt się nie poruszył Lou podniósł głowę i zauważył zielone tęczówki, które wpatrywały się w niego. Przekonał się, że słowa są skierowane do niego. Wolno przybliżył się do księcia i stanął w odpowiedniej odległości. Harry podszedł do niego, podłożył palec pod jego brodę i uniósł jego głowę. Obejrzał go z dokładnością i delikatnie się uśmiechnął. - Jego chcę - powiedział.
Albo au, gdzie Louis to prosty chłopak z mało zamożnej rodziny, a Harry to przyszły król, który potrzebuje niewolnika do - przyznajmy to szczerze - własnych zachcianek. Lecz gdzieś podczas tej niebezpiecznej i zagmatwanej drogi znajduje się odrobina czasu na miłość.
Ostrzeżenia: zawiera wątki homoseksualne, sceny przeznaczone dla dorosłych, przemoc, wulgaryzmy, nieścisłości historyczne.
Przeczytaj na wattpad: klik
Wszystkie rozdziały.
You Belong To Me - Rozdział 17
Lekcje z Harrym powoli nabierały tempa. Louis w końcu nauczył się, jak poprawnie zadawać ciosy. Jego ruchy stawały się coraz pewniejsze i sprawniejsze. W końcu przestały mu się plątać nogi i z czasem operował nimi lepiej niż Harry. Mógłby pokonać księcia, gdyby nie to, że jego Pan był bardziej doświadczony, a Tomlinson czasem się zapominał. Mimo wszystkich jego problemów, pewnego dnia stwierdzili, że się zmierzą.
Stanęli naprzeciw siebie z drewnianymi mieczami w dłoniach (Harry nadal nie pozwolił mu używać zwykłych, ostrych szpad). Louis wiedział, że mimo, iż ich miecze nie są prawdziwe, to ten pojedynek był jak najbardziej realistyczny. Styles chciał sprawdzić umiejętności swojego sługi. Może gdyby Tomlinson udowodnił mu, że potrafi się pojedynkować, to w końcu mógłby chodzić gdzieś sam.
Oboje przyjęli pozycje obronne. Louis mocniej zacisnął palce na swoim niby-mieczu i przybliżył się do Harry’ego. Czekał na jego ruch, lecz ten go nie zaatakował. Spojrzeli sobie przez chwilę w oczy. Tomlinson był tak bardzo skupiony, że nawet nie zauważył rozbawionego spojrzenia swojego Pana.
W końcu Lou wykonał pierwszy ruch, zaskakując tym Harry’ego, dzięki czemu zyskał trochę przewagi. Zadawał ciosy agresywnie, nie pozwalając wysokiemu chłopakowi wyprowadzić ataku. Styles musiał się cofnąć. Był bardzo zaskoczony tym, jak walczył Tomlinson. Nie spodziewał się, że będzie on taki agresywny, bardziej przygotował się na to, że to on będzie musiał zadawać lekkie ciosy. W końcu Harry postanowił się zrewanżować i zaczął atakować Louisa. Ich walka stała się w końcu minimalnie spokojniejsza, każdy zadawał ciosy, ale delikatne, by nie skrzywdzić tego drugiego.
Po jakimś czasie oboje byli spoceni i odpuścili sobie dalszą walkę. Zakończyli pojedynek remisem. Odpoczęli przez chwilę leżąc na trawie, lecz w końcu Louis zaczął się niecierpliwić. Spodobała mu się walka na miecze. Mógł się wyżyć. To było coś, czego bardzo potrzebował.
Harry zgodził się na drugą rundę. Znów stali naprzeciw siebie.
- A czy moglibyśmy walczyć na prawdziwe miecze? - Zapytał Lou, zanim zaczęła się walka.
Styles zaprzestał oglądania swojego miecza i spojrzał ze zdziwieniem na swojego służącego.
- Nie - zaprzeczył szybko. - To zbyt niebezpieczne.
Louis nie zaprzestał na jednej prośbie. Miał dar przekonywania i wiedział, że w końcu Harry mu ulegnie.
- Ale proszę - posłał swojemu Panu najlepszy uśmiech jaki posiadał.
- Czy to jest to, czego chcesz? - Zapytał Styles, aby się upewnić.
Wiedział, że przegrał. Książę ruszył w stronę stodoły po miecze. Widać było, że nie chciał pojedynkować się z Louisem na prawdziwe miecze. To nie tak, że obawiał się, że Lou mu coś zrobi, o nie. Nie mógłby sobie wybaczyć, gdyby to on zrobił krzywdę swojemu słudze. Bał się, że zrobi zbyt mocne uderzenie, Tomlinson tego nie wytrzyma i wtedy draśnie go przypadkowo. Nie chciał sprawiać mu już bólu.
- Tak. Tego właśnie chcę - odpowiedział Louis.
Harry chwycił miecze i podał jeden swojemu słudze. Znów stanęli na przeciw siebie. Louis z zadowolonym uśmiechem, a książę wystraszony.
W tamtym momencie uchwyt na mieczu Pana nie był zbyt pewny. Tomlinson ponownie zaczął zadawać ciosy jako pierwszy, lecz tym razem Harry tylko się bronił, sam nie wyprowadzał żadnej kontry. Louis wyglądał, jakby się w ogóle nie męczył. Jego ruchy były jeszcze bardziej agresywniejsze i zdecydowane niż przedtem. Był w swoim żywiole.Za to Styles po paru minutach był wykończony. Ciągle musiał uważać na to, jak układa miecz, aby tylko nie pojawił się on blisko jego służącego. Wiedział, że ta walka szybko się nie skończy. Jeden z nich musiał wygrać, tym razem nie będzie remisu, dlatego Harry zrobił coś, czego nie zrobił dla nikogo innego. Specjalnie wykonał źle ruch. Jego miecz poleciał gdzieś w bok, a on upadł. Louis natychmiast przyłożył swój miecz do piersi chłopaka, dokładnie tam, gdzie znajdowało się serce.
- Jeden ruch i nie żyjesz Panie - powiedział Tomlinson patrząc w oczy Harry’ego.
Synowi króla przez chwilę wydawało się, że jego sługa byłby zdolny, aby wbić miecz w jego serce.
- Jeżeli chcesz, to zrób to. Zabij mnie. Masz do tego okazję.
Louis zawahał się, lecz po chwili odsunął miecz od skóry księcia. Uśmiechnął się do niego i chciał wyrzucić gdzieś broń, lecz wtedy został powalony na ziemię.
- Stój, nie zabijesz księcia! Nie pozwolę ci na to - krzyknął mężczyzna, który leżał na nim trzymając jego ręce.
Louis poznał, że był to jeden ze strażników. No to miał problem. Jeżeli ten strażnik widział ich całą bitwę, to na pewno zawiśnie. Zostanie posądzony o to, że planował zabić księcia i już wtedy nic mu nie pomoże.
Strażnik mocniej przywarł go do ziemi, tak, że Tomlinson nie mógł się poruszyć. Udało mu się jedynie przekręcić głowę na drugą stronę tak, że patrzył na swojego Pana, który podnosił się z podłogi. Był tak bardzo zaskoczony jak jego służący.
- Puść go - powiedział w końcu podchodząc do strażnika.
Mężczyzna popatrzył złowrogo na Lou, po czym skierował swój wzrok na księcia.
- Ale Paniczu, on chciał cię zabić - zauważył. - Powinien zawisnąć za to.
Harry przybrał surową minę na swoją twarz. Wyglądał jak prawdziwy tyran, który nie znosi sprzeciwu. Nawet Louis zaczął się go bać. Przypomniały mu się stare czasy i kary jego Pana. Naprawdę wolałby zostać zabity niż przeżywać to jeszcze raz.
- To mój służący. Tylko ja mogę decydować, co się z nim stanie - powiedział Styles, tym razem jeszcze surowiej. Naprawdę musiał być wściekły.
- Ale książę...
Styles jeszcze bardziej się wściekł i podniósł strażnika do pionu. Mężczyzna naprawdę się wystraszył. Harry podszedł do niego bliżej i patrząc mu w oczy wysychał:
- Wypierdalaj stąd. Już! - Na chwilę przyciągnął go jeszcze bliżej siebie. - A spróbuj tylko o tym komuś powiedzieć, to obiecuję, że cię znajdę i osobiście dopilnuję, aby twoja egzekucja została wykonana - ostatnie słowa wyszeptał, ale Louis i tak je usłyszał.
Strażnik zaczął uciekać, ile tylko miał sił w nogach. Strażnik nie miał nawet odwagi by się odwrócić. Harry uśmiechnął się pod nosem. Spojrzał na swojego służącego, który nadal leżał na ziemi nie wiedząc, co się właśnie stało.
Po chwili Louis zrozumiał wszystko i padł na kolana przed swoim Panem. Zaczął pieczołowicie przepraszać za swój czyn.Bał się, że książę naprawdę go ukarze.
- Lou, wstań - usłyszał nagle głos syna króla.
Tomlinson natychmiast wstał. Nie chciał sprawić sobie kolejnych kłopotów. Gdy już stał, lekko się zachwiał, ponieważ zakręciło mu się w głowie. Gdyby nie to, że Harry chwycił go w biodrach, to z pewnością upadłby na podłogę.
- Nic ci nie jest? - Zapytał książę z czułością w głosie, która zdziwiła służącego.
- Nie - odpowiedział Louis. Poczuł jak uścisk na jego biodrach się zmniejsza.- Zakręciło mi się w głowie. Tylko tyle. - wyznał szczerze służący.
Harry przyglądał mu się przez chwilę, jakby chciał sprawdzić czy Tomlinson nie kłamie.
- Pójdziemy do medyka i zobaczymy czy na pewno nic ci nie jest - zadecydował w końcu Styles.
Louis popatrzył na niego, jakby sobie żartował.
- A co z karą? - Zapytał.
Może nie powinien przypominać o niej chłopakowi, ale wiedział, że mu się należało. Powinien zostać surowo ukarany za to, co zrobił.
- Jaką karę? - Harry uśmiechnął się do niego, jakby to był jakiś żart. A przecież Louis był poważny.
- No bo powiedziałeś...
- Nie zamierzam cię karać Lou. Nic takiego nie zrobiłeś - Styles uśmiechnął się jeszcze szerzej, a w jego policzkach pojawiły się dołeczki. Louis chciał wsadzić w nie swojego palca.
Tomlinson popatrzył na swojego Pana jak na głupka. Przed chwilą mówił, że go ukarze, a teraz temu zaprzecza. Co z nim nie tak?
- Ale...
- Wiedziałem, że tego nie zrobisz. Zresztą to wszystko było zaplanowane. Widziałem tego strażnika jak stał i się na nas patrzył. Widział, jak mnie pokonujesz, a uwierz mi, jestem tutaj najlepszy. Teraz plotka się rozniesie i nikt nie odważy się ciebie zaatakować. Wszyscy się będą bali - wytłumaczył. - A jeżeli chodzi o karę, to po prostu musiałem zrobić scenę, bo inaczej on doniósł by królowi.
Louis zdziwił się po wysłuchaniu tego. To wszystko było tylko udawane? Czyli że Lou martwił się niepotrzebnie?
- Więc sądzisz, że ten strażnik nic nie powie królowi, ale za to wśród strażników rozpowie jaki jestem dobry? - Zastanowił się Tomlinson.
- Tak, tak właśnie zrobi - odpowiedział pewnie Styles.
- Skąd możesz to wiedzieć?
- Znam się na ludziach.
Louis myślał o tym przez chwilę, ale w końcu sam musiał przyznać rację. Jednak jeszcze jedna sprawa nie dawała mu spokoju.Musiał się dowiedzieć.
- Zaraz czy to znaczy, że dałeś mi wygrać?
- Nie - odpowiedział Harry szybko, za szybko.
Tomlinsom postanowił nie drążyć tego tematu. Lepiej mu było żyć ze świadomością, że wygrał. Może trochę nieuczciwie, ale nie chciał przyznać się przed księciem, że wie, że ten dał mu wygrać. Zachowanie Harry’ego było słodkie. Dotychczas niepokonany, specjalnie dał wygrać słudze. Piękny gest.
Styles odłożył miecze i ruszyli w stronę zamku.
- Pójdziemy teraz do medyka - powiedział syn króla.
- Królewskiego? - Zdziwił się Louis. - Nie wiem, czy on zechce mnie przyjąć.
- Królewski z pewnością cię nie przyjmie, ale moja siostra zrobi to z przyjemnością.
Gdy Tomlinson usłyszał słowo siostra był bardzo zdziwiony. Wiedział, że powinien udawać zdziwienie, że Harry ma siostrę, ale nie potrafił zmusić się do kłamania. Od kiedy dowiedział się o istnieniu Gemmy, chciał ją poznać, zobaczyć i dowiedzieć się, jaka jest. Ciekawiła go jej osoba i miał nadzieję, że od niej dowiedziałby się czegoś więcej na temat jego Pana. Styles również bardzo go ciekawił. Raz potrafił być bardzo stanowczy i despotyczny, a chwilę potem zmieniał się w potulnego baranka. Cała rodzina była jedną wielką tajemnicą i Louis obiecał sobie, że ją odkryje.
Weszli do zamku. Zaczęli iść korytarzami, których Tomlinson nigdy wcześniej nie widział. Znajdowali się po stronie zamku, do której nigdy nie był wysyłany. W korytarzach dominował kolor czerwony, czego Louis wcześniej nie spotkał. Po drodze nie spotkał żadnej osoby, jakby nikt nie miał tam dostępu. Sługa mógł usłyszeć jedynie kroki jego i Harry’ego.
Więc to była ta zakazana część zamku, do której tylko wybrani mieli dostęp. Louis był więc wyjątkowy, skoro mógł tam wejść?
W końcu po paru minutach, a może i nawet godzinie maszerowania, zatrzymali się przed potężnymi drzwiami, które różniły się od innych. Harry zapukał w nie delikatnie i czekali aż ktoś im otworzy.
Louis usłyszał kroki po drugiej stronie, po czym drzwi lekko się otworzyły. Zza nich pojawiła się głowa dziewczyny.
- Harry! - Krzyknęła głośno kobieta. Louis był pewien, że ten pisk mógł usłyszeć cały zamek.
Otworzyła szerzej drzwi i książę wszedł. Louis nadal stał na korytarzu nie wiedząc, czy może wejść z nimi do komnaty. Drzwi miały się już zamknąć, gdy nagle syn króla spostrzegł, że nie ma z nimi jego służącego.
- Lou, chodź tutaj! - Zawołał z uśmiechem, patrząc na swojego służącego.
Tomlinson zarumienił się i wszedł razem z nimi. Drzwi komnaty zamknęły się na zamek. Louis popatrzył na kobietę przed nim. To musiała być Gemma. Była bardzo podobna do Harry’ego. Miała brązowe, długie włosy, które lekko się skręcały. Była bardzo szczupła i piękna. Dokładnie tak jak książę. Jedyną rzeczą, w której Gemma nie dorównywała swojemu bratu były oczy. Nie były one zielone tak jak u syna króla, lecz brązowe, co trochę zasmuciło Louisa. I gdyby Lou podobały się kobiety, z pewnością startowałby do Gemmy, lecz wolał mężczyzn takich jak Harry. Ale zaraz, co? Czy on właśnie pomyślał, że woli chłopców i jako przykład podał księcia? Nie, musiał się pomylić. Przecież nie mogło być z nim aż tak źle, prawda? Nie mógł czuć czegoś do swojego Pana. Nie, to było niemożliwe.
- A kto to? - Przemyślenia Tomlinsona zostały przerwane przez głos Gemmy.
Harry spojrzał na swojego służącego z uśmiechem i jakby... dumą?
- To jest Louis, mój osobisty służący - odpowiedział jej brat.
- Ten słynny Lou - kobieta uśmiechnęła się do niego. - Jestem Gemma, siostra Harolda.
Tomlinson ucałował jej rękę i ukłonił się lekko. W końcu ona też była z rodziny królewskiej, nie mógł przywitać się z nią byle jak.
- Gem, ile razy mam ci powtarzać, żebyś mnie tak nie nazywała? - zbulwersował się książę, a Louis w jego oczach mógł zobaczyć rozbawione iskierki.
Harry podszedł do łóżka, na którym od razu się położył. Gemma zrobiła młynka oczami na to i uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Tomlinson ciągle stał z tyłu. Nie wiedział, jak mógł się zachować. Przyglądał się rodzeństwu z małym uśmiechem, ponieważ wydawali się słodcy. Harry po raz pierwszy nie wyglądał na spiętego, jego zachowanie było całkiem normalne, jakby w końcu był sobą. Louis chciał go oglądać takiego do końca życia.
- Co cię tu sprowadza Haroldzie? Z tego co wiem, miałeś mnie odwiedzić jutro - zagadnęła Gemma. Podczas mówienia spojrzała na Louisa, jakby wiedziała że to on jestem powodem, dla którego się tutaj znaleźli.
Książę nie skomentował tego, jak nazwała go jego siostra. Zamiast tego podniósł się na łóżku i również spojrzał na Louisa. Sługa czuł się osaczony.
- Jutro również cię odwiedzę. Dzisiaj potrzebuję twojej pomocy. Louis upadł na podłogę, prawdopodobnie uderzył się w głowę. Mogłabyś sprawdzić, czy wszystko z nim w porządku?
- Tak, oczywiście - zgodziła się chętnie Gemma. Wskazała słudze krzesło, na którym pośpiesznie usiadł, nie chcą sprawiać jeszcze większego problemu.
Kobieta oglądała jego głowę przez chwilę. Wszystko robiła z ogromną dokładnością, jakby naprawdę obchodziło ją zdrowie Louisa. Harry przyglądał się im z boku zadowolony, ponieważ wiedział, że jego siostra pokochała Tomlinsona tak samo jak on.
- Mocno uderzyłeś się w głowę podczas upadku? - Zapytała Gemma służącego.
- Nie Pani - odpowiedział Louis. - Później tylko trochę zakręciło mi się w głowie. To nic takiego.
Księżniczka przypatrywała mu się przez chwilę, zastanawiając się nad czymś.
- Cóż, to najwyraźniej to nic poważnego, ale odpoczywaj przez kilka dni, tak dla pewności, okej? - Zapytała Gem gładząc delikatnie jego włosy.
Louis skinął głową zgadzając się na wszystko. Gemma wydawała mu się być taka miła, że nie mógł jej zawieść.
Bohaterowie: Harry Styles, Louis Tomlinson, Niall Horan, Liam Payne, Zayn Malik, Gemma Styles.
Opis: - Podejdź tutaj - usłyszał głos księcia. Gdy nikt się nie poruszył Lou podniósł głowę i zauważył zielone tęczówki, które wpatrywały się w niego. Przekonał się, że słowa są skierowane do niego. Wolno przybliżył się do księcia i stanął w odpowiedniej odległości. Harry podszedł do niego, podłożył palec pod jego brodę i uniósł jego głowę. Obejrzał go z dokładnością i delikatnie się uśmiechnął. - Jego chcę - powiedział.
Albo au, gdzie Louis to prosty chłopak z mało zamożnej rodziny, a Harry to przyszły król, który potrzebuje niewolnika do - przyznajmy to szczerze - własnych zachcianek. Lecz gdzieś podczas tej niebezpiecznej i zagmatwanej drogi znajduje się odrobina czasu na miłość.
Ostrzeżenia: zawiera wątki homoseksualne, sceny przeznaczone dla dorosłych, przemoc, wulgaryzmy, nieścisłości historyczne.
Przeczytaj na wattpad: klik
Wszystkie rozdziały.
You Belong To Me - Rozdział 16
Dni powoli mijały, a Louis przeczytał już wszystkie książki o smokach, które były w bibliotece. Książę Harry naprawdę miał dużo pracy, ale Tomlinson sądził, że z wszystkim się ociągał. Poza tym Louis nie mógł go opuścić nawet na chwilkę. Jeżeli chciał iść się wysikać, jego Pan szedł razem z nim. Lou nie miał nawet chwili prywatności. Służący sądził, że razem z Harrym w jakiś sposób ukrywali się w tej zapomnianej bibliotece. Nikt oprócz nich tam nie wchodził.
Louis był zrozpaczony. Niby ciągle przebywał w towarzystwie swojego Pana, ale tak naprawdę czuł się samotny. Nie miał z kim rozmawiać, ponieważ nie chciał przeszkadzać Harry’emu i go zagadywać. Książki już mu się skończyły i nie miał co czytać. Chciał się stąd uwolnić, chociaż na chwilkę wyjść na dwór, ale wiedział, że książę mu na to nie pozwoli.
Pewnego dnia miał już naprawdę dość tego wszystkiego. Patrzył na Harry’ego, który pisał jakiś list i postanowił odezwać się do niego niepytany. Wbrew zasadom.
- Dlaczego ciągle musimy tutaj siedzieć? - Zapytał.
Wiedział, że był trochę niegrzeczny i wiele ryzykował, tym bardziej, że syn króla chodził ostatnio jakiś poddenerwowany.
- Mam pracę, a ty dotrzymujesz mi towarzystwa - odpowiedział Harry nawet na niego nie patrząc.
Nie upomniał go za brak taktu.... nie było tak źle.
- A jaki jest prawdziwy powód? - Ciągnął dalej Louis. Wiedział, że poprzednia odpowiedź była jedynie wymówką, a nie prawdą.
- Boję się, że ode mnie uciekniesz - przyznał szczerze Harry, wpatrując się w kartkę przed nim.
Lou uśmiechnął się sam do siebie. Nie miał nawet możliwości żeby uciec, albo sobie tak wmawiał, ponieważ nie chciał uciekać. Przynajmniej nie teraz. Ostatnimi czasy bardzo intrygował go Styles, chciał dowiedzieć się czegoś więcej. Pozostawała również sprawa jego siostry, która również nie dawała Louisowi spać w nocy. Poza tym miał Nialla. Chciał go jeszcze kiedyś zobaczyć, a jeśli ucieknie, to nie będzie miał takiej możliwości. Naprawdę by nie uciekł, nawet jeżeli miałby możliwość. Może tęsknił za rodziną, ale nie chciał zostawiać tego, co miał tutaj.
- Nie zamierzam uciekać - powiedział Louis zgodnie z prawdą.
Harry spojrzał na niego po raz pierwszy od początku ich rozmowy.
- A list?
Tomlinson na początku nie wiedział o co chodziło, lecz zaraz wpadł na rozwiązanie. List. To przecież niemożliwe, żeby Styles go znalazł. Był tak dobrze ukryty.
- Jak go znalazłeś? - Zapytał ostro Louis, zły, że ktoś go przechytrzył.
Harry nie upomniał go za brak użycia zwrotu grzecznościowego.
- Przeglądałem ostatnio twoje ubrania i tak po prostu wypadł. Zresztą nie muszę ci się tłumaczyć. Dlaczego nie pokazałeś go mi? - Pierwszy raz od paru tygodni Styles się zdenerwował.
- Jeżeli nie zauważyłeś, to był zaadresowany do mnie, a nie do ciebie. Nie miałeś prawa go przeczytać. Powinienem był go spalić tak jak jest napisane - Louis był nagle zły na siebie, że nie posłuchał Nialla. Naprawdę powinien był pozbyć się tego listu, ale nie potrafił. Lou chciał mieć przy sobie jakąś cząstkę Horana. Posiadał tylko ten list, więc nie miał serca go tak po prostu wyrzucić. Wydawało mu się, że schował go w dobrym miejscu.
- Dobrze, że go znalazłem - odpowiedział Harry.
Wstał gwałtownie i nerwowym krokiem podszedł do najbliższego okna. Cała jego postać była spięta, a oczy wydawały się takie smutne. Louis nigdy nie widział ich takich. Styles oparł swoje dłonie o parapet. Lou nawet z tej odległości mógł zobaczyć na nich wystające żyły. Harry zapatrzył się w widok za oknem.
- Naprawdę, ty i Niall? Wybrałeś jego? - Zapytał jadowitym głosem, który sprawił, że na ciele Tomlinsona pojawiła się gęsia skórka.
- Nigdy nie musiałem pomiędzy nikim wybierać - odparł Louis.
Harry schował swoją twarz w dłoniach. Oparł swoją głowę o zimną szybę.
- Kochasz go? - Wyszeptał po chwili.
- Nie - odpowiedział Louis zgodnie z prawdą. Był zauroczony Niallem, może ewentualnie troszkę zakochany, ale w tamtym momencie wiedział, że nie kocha go tak mocno, jak powinien.
Harry zrelaksował się lekko na te słowa, lecz mimo wszystko i tak wyglądał na zmartwionego. Odwrócił się twarzą do służącego. Przez jakiś czas patrzyli sobie w oczy. Te księcia były lekko zaczerwienione, jakby zbierało mu się na płacz.
- Może jednak powinieneś uciec - wyszeptał Harry.
Louis również wstał i podszedł do wyższego chłopaka. Lekko zadarł głowę, aby znów mógł spojrzeć w te piękne zielone tęczówki.
- Dlaczego? - Odpowiedział równie cicho.
Po co oni w ogóle szeptali? Przecież w bibliotece nikogo nie było.
- Bo jesteś w niebezpieczeństwie. My jesteśmy.
Tomlinson zdziwił się lekko na te słowa.
- Co sprawia, że tak myślisz?
Harry zamknął na chwilę swoje oczy, jakby się nad czymś zastanawiał. Po chwili odnalazł spojrzenie Louisa.
- Nie wiem czy mogę ci zaufać.
- Oczywiście, że możesz - przyznał służący chwytając dłoń swojego Pana w swoją, chcąc go dzięki temu zachęcić. Harry uśmiechnął się do niego delikatnie.
- Mam szpiegów w tym zamku. Ostatnio donieśli mi oni, że Niall, Liam i Król zamknęli się razem w komnacie, co może oznaczać tylko to, że spiskowali przeciwko mnie. Lecz wtedy znalazłem twój list i domyśliłem się, że nie chodziło im tylko o mnie. Ty również jesteś w niebezpieczeństwie, dlatego muszę cię jakoś chronić. Z tego powodu siedzimy tutaj, w tej bibliotece, ponieważ nikt nas nie znajdzie. Poza tym ostatnio straż przestała mnie słuchać. To tylko kwestia czasu, aż całkowicie zbuntują się przeciwko mnie. Mój ojciec... on - wtedy Louis zobaczył łzę spływającą po policzku swojego Pana. Szybko otarł ją kciukiem. - Mój ojciec jest przeciwny mnie, odkąd dowiedział się czegoś. Już od początku próbował zniszczyć to co pomiędzy nami jest. Jak widać zyskał teraz swoich kompanów.
Tomlinson zamyślił się na chwilę.
- To nie możliwe, żeby Niall spiskował przeciwko nam - Louis zaprzeczył od razu.
- Między wami do czegoś doszło, prawda? - Zapytał Harry. Lou skinął głową na potwierdzenie. - Więc możliwe, że jedynie go wykorzystują. Ten list był wskazówką.
- Nie zamierzam nigdzie uciekać - sługa powiedział ponownie.
- Wiem, wierzę ci, ale to oznacza, że muszę nauczyć cię, jak powinieneś się bronić. Nie możesz chodzić teraz sam, taki bezbronny.
- Jak chcesz mnie tego nauczyć? - Zapytał Louis zwiększając dystans między nimi.
- Nauczę cię, jak władać mieczem.
Tomlinson zaśmiał się głośno.
- Potrafisz władać mieczem? - Nie mógł w to uwierzyć. Harry z tymi nogami i brakiem koordynacji nawet przy chodzeniu potrafił posługiwać się mieczem? To było surrealistyczne.
- Kochanie, właśnie rozmawiasz z mistrzem.
I Tomlinson zamiast się cieszyć, bał się o swoje życie.
* * *
Pewnego dnia w końcu wyszli z biblioteki. Skradali się w zamku, jakby byli jakimiś złodziejami. Harry ostrzegał, że nie mogą być przez nikogo zauważeni, dlatego się ukrywali. Szli cicho przez korytarze kryjąc się za każdym razem, gdy kogoś mieli mijać. Styles narzekał przez połowę drogi, że jest księciem i musi kryć się w własnym zamku. Louis widział, że ta sytuacja mu nie odpowiadała.
Tomlinson nigdy nie był w tych częściach zamku. Przechodzili nawet przez jakieś ukryte przejścia, co dziwiło i ekscytowało Louisa. Poznawał nowe zakamarki zamku. W końcu po paru minutach, albo może i godzinach wyszli na świeże powietrze. Sługa od razu zobaczył konie, oraz stajnię. Weszli na skrawek trawy znajdujący się pod zadaszeniem. Zamek z tej strony wyglądał na trochę zaniedbany. Nie było tutaj żadnych ogrodów, lecz jedynie marna, zniszczona trawa. Można było wyraźnie usłyszeć konie. Zapach też nie był zbyt świeży.
- Gdzie jesteśmy? - Zapytał Louis ciągle rozglądając się wokół siebie.
- Tutaj mieszczą się królewskie stajnie. Mało kto tu zagląda, jedynie po to by nakarmić konie. Mamy jakieś 3 godziny, zanim ktoś tutaj się zjawi - odpowiedział Harry, znikając w jednej ze szop.
Po chwili wyszedł, mając ze sobą dwa drewniane miecze. Louis dopiero teraz zauważył, że Styles nie miał na sobie swoich typowych szat. Jedynie zwykłą białą koszulkę oraz jakieś luźne spodnie. Wyglądał przez to normalnie.
Rzucił Louisowi oba miecze, zaczynając majstrować coś przy swoich włosach. Po chwili na jego głowie pojawił się koczek, który trzymał wszystkie jego loki. Teraz Harry był jeszcze przystojniejszy. Tomlinson zachwycał się jego urodą, ponieważ wyglądał jak adonis. Jego włosy, oczy, usta, żuchwa. Dopiero teraz Louis zrozumiał, jak bardzo jego Pan był przystojny.
- Halo, Louis? Ziemia do Lou - odezwał się książę machając ręką przed oczami Tomlinsona. Służący pokiwał głową wyrywając się z zamyślenia.
Musiał zapatrzeć się na Harry’ego, ponieważ ten stał przed nim z głupawym uśmiechem.
- Zamknij usta, bo ci mucha wleci - zaśmiał się Styles.
Boże, jak to musiało głupio wyglądać. Louis szybko zamknął swoją buzię, a jego policzki zrobiły się czerwone. Były mu wstyd, że został złapany na podziwianiu księcia.
- Do czego potrzebne nam są drewniane miecze? - Zapytał sługa, chcąc odwrócić uwagę od jego wpadki.
Harry spoważniał.
- Obiecałem ci, że nauczę cię, jak masz się bronić. Dzisiaj pokażę ci podstawowe kroki - wytłumaczył.
- To dlaczego te miecze są drewniane?
- Ponieważ nie chcę, abyś zrobił sobie krzywdę - Styles zaśmiał się. Odebrał jeden miecz od Louisa i stanął naprzeciw niego. Ich lekcja zaczęła się.
Lou na początku był zły na siebie, przez swoją nieudolność. Jego ruchy nie były precyzyjne, tak jakby tego chciał. Harry poruszał się z wdziękiem, a Tomlinson co chwilę się potykał. Parę razy wylądował na ziemi, zbyt skupiając się na ruchach mieczem, zamiast na swoich nogach, które mu się plątały.
Po dwóch godzinach był wykończony, ale zdążył opanować do perfekcji parę ruchów. Chciał pojedynkować się z Harry’m, ale wiedział, że to jeszcze zbyt szybko. Liczył na to, że kiedyś stanie się lepszy od niego i pokaże mu prawdziwą klasę, bo jak na razie to Louis był tutaj zerem, co nie za bardzo mu się podobało. Chciał pokazać swojemu Panu, że było go stać na więcej.
Oboje leżeli obok siebie na trawie, patrząc w niebo. Śmiali się wspólnie z kształtu niektórych chmur. Było to tak przyjemne i znajome, że Louis chciał tak zostać.
W końcu podnieśli się. Oboje się śmiali, gdy zmierzali do wejścia zamku, lecz wtedy Louis zauważył nóż, który wzbił się ponad ich głowami w drzwi. Oboje odwrócili się gwałtownie. Harry akurat zdążył złapać szpadę, która rzucona była w jego kierunku. Przyjął postawę obronną.
Przed sobą zobaczyli Liama, który uśmiechał się do nich słodko.
- Przeszkodziłem wam w czymś?
Harry napiął wszystko swoje mięśnie. Wyglądał na bardzo wkurzonego.
- Co tutaj robisz?! - Zapytał ostro.
Stanął przed Louisem, zasłaniając go. Możliwe, że tak chciał go chronić przed Liamem.
- Nie tak trudno było cię znaleźć, a poza tym unikasz mnie Harry, coś się stało?
Tomlinson miał ochotę przyłożyć Liamowi za to co mówi. To oczywiste, że go unikali, przecież Liam spiskował przeciwko swojemu przyjacielowi.
- Jeszcze się głupio pytasz, co się stało - warknął książę.
Syn króla odszedł bliżej strażnika, i Louis mógł zobaczyć teraz, że obaj stoją naprzeciw siebie z gotowymi szpadami do ataku. Czekał, który z nich wykona pierwszy ruch.
Wtedy Harry zaatakował. Szpady przecinały powietrze. Oboje byli bardzo szybcy i zawzięci. Tomlinson bał się, że coś stanie się Harry’emu, ale z drugiej strony był pewny jego umiejętności, choć wydawało mu się, że Liam był jeszcze lepszy.
- Spiskujesz z moim ojcem Liam! Uważałem cię za przyjaciela! - Krzyknął Harry. Wykonał wtedy dobrze zaplanowany atak. Swoją szpadą rozdarł materiał na bluzce Liama, jednak Louis nie zauważył nigdzie krwi. Pchnięcie nie było trafne.
Wtedy zaczęła się zacięta walka. Oboje atakowali siebie nawzajem. Tomlinson nie chciał patrzeć na ich pojedynek, jednak nie mógł go przerwać. To była walka pomiędzy dwoma skłóconymi przyjaciółmi. Nawet Louis wiedział, że ta walka potrwa tak długo, aż sobie wszystkiego nie wyjaśnią. Tak więc czekał, aż któryś w końcu się podda.
- Ratowałem tylko twoją dupę! - Krzyknął nagle Liam zadając cios, który na szczęście nie był trafny. - Gdyby nie ja, gniłbyś teraz w lochach!
Harry zatrzymał się nagle, nie odpychając ataku strażnika, przez co obaj przewrócili się na trawę.
- Wytłumacz mi to - poprosił Styles. Cała furia jakby z niego wyparowała w jednym momencie.
- Król zwołał mnie i Nialla. Chciał się czegoś więcej od nas dowiedzieć. Chciał wsadzić cię do lochu przez niego! - Powiedział Payne pokazując przy tym na Louisa. Sługa nie wiedział czy może mu wierzyć, czy też nie. - Wraz z Niallem kryliśmy cię - powiedział Liam.
Wstał z podłogi patrząc nienawistnie na Harry’ego, który również pojawił się u jego boku.
- Czy wierzysz mi? - Zapytał strażnik. - Haz, przecież wiesz, że jestem twoim przyjacielem.
Wtedy książę zamiast odpowiedzieć, wziął Liama w swoje objęcia. Tomlinson patrzył na nich w ciszy i wtedy zauważył kpiący wzrok strażnika na sobie. Liam kłamał! Lou domyślił się tego, lecz postanowił o niczym nie mówić swojemu Panu, aby nie skłócić ich ponownie. Harry i tam miał teraz na swojej głowie zbyt dużo.
- Więc uczeń pokonał mistrza - powiedział Payne w śmiechu.
- Prawie mnie pokonałeś Li, a to duża różnica - zawtórował mu Styles.
Harry oddał swoją szpadę, po czym ruszył w stronę Louisa, który wymusił na swojej twarzy uśmiech. Lou poczuł dużą dłoń na swoich plecach i weszli do zamku. Przynajmniej nie musieli się teraz ukrywać. Spokojnie weszli do komnaty księcia.
Tomlinsonowi wydawało się jednak, że ten spokój był jedynie ciszą przed burzą. Gdy zamknął oczy i wytężył swój słuch wydawało mu się, że i tutaj mógł usłyszeć złowieszczy śmiech Liama.
Bohaterowie: Harry Styles, Louis Tomlinson, Niall Horan, Liam Payne, Zayn Malik, Gemma Styles.
Opis: - Podejdź tutaj - usłyszał głos księcia. Gdy nikt się nie poruszył Lou podniósł głowę i zauważył zielone tęczówki, które wpatrywały się w niego. Przekonał się, że słowa są skierowane do niego. Wolno przybliżył się do księcia i stanął w odpowiedniej odległości. Harry podszedł do niego, podłożył palec pod jego brodę i uniósł jego głowę. Obejrzał go z dokładnością i delikatnie się uśmiechnął. - Jego chcę - powiedział.
Albo au, gdzie Louis to prosty chłopak z mało zamożnej rodziny, a Harry to przyszły król, który potrzebuje niewolnika do - przyznajmy to szczerze - własnych zachcianek. Lecz gdzieś podczas tej niebezpiecznej i zagmatwanej drogi znajduje się odrobina czasu na miłość.
Ostrzeżenia: zawiera wątki homoseksualne, sceny przeznaczone dla dorosłych, przemoc, wulgaryzmy, nieścisłości historyczne.
Przeczytaj na wattpad: klik
Notka: Chyba najgorszy rozdział, jaki dotąd napisałam
Wszystkie rozdziały.
You Belong To Me - Rozdział 15
Louisa obudziło czyjeś ciało, ściśle przylegające do jego. Nagle coś zaczęło łaskotać go w policzek i otworzył oczy. Widok zasłaniały mu jednak brązowe loczki i Tomlinson szybko zorientował się, że nie są to jego własne włosy. Uniósł głowę, napotykając przed sobą umięśnione ciało. Jego ręka była ułożona na klatce piersiowej tej drugiej osoby, a jego nogi były splątane z innymi.
Podniósł swój wzrok napotykając zielone tęczówki, które się w niego wpatrywały. Nagle Louis dostał olśnienia i wszystko sobie przypomniał. Jego wczorajszy orgazm. Boże! Co to było?
Szybko spuścił głowę, nie mogąc znieść kontaktu wzrokowego z księciem. Było mu tak głupio, ponieważ nie wierzył, że mógł się tak zachować. Przecież to było nie do pomyślenia. Uległ mu tak szybko... Nie mógł tego pojąć.
Louis poczuł ruch obok siebie i szybko cofnął się.
- Przepraszam - powiedział cicho, choć tak naprawdę nie wiedział, za co oczekiwał wybaczenia.
Chciał się szybko podnieść z łóżka, lecz powstrzymała go ręka księcia. Louis usiadł na łóżku, opuścił swoje nogi i pozwolił im dotknąć podłogi. Siedział tyłem do swojego Pana, aby nie musiał na niego patrzeć.
- Nie masz za co przepraszać - usłyszał w końcu ten głos, który był tak bardzo zachrypnięty z rana. - A teraz możesz przynieść mi śniadanie.
Tomlinson posłusznie wykonał polecenie. Zanim jednak wyszedł z komnaty, założył luźną bluzkę, ponieważ miał na sobie tylko spodenki. Zszedł do kuchni, gdzie już czekały dania. Louis wziął je na tacę i wrócił do komnaty, zauważając, że Harry siedział już przy stole. Ustawił talerze przy nim i usiadł naprzeciwko księcia, będąc gotowym na jego kolejne polecenia.
- Zjedz ze mną - zaproponował młody Styles.
Louis rozkoszował się znakomitymi daniami. Styles zawsze jadł bardzo wymyślne śniadania i sługa był szczęśliwy, że od czasu do czasu mógł ich spróbować, a nie zamiast tego jeść coś na szybko w kuchni, co też nie zawsze mu się udawało, tym bardziej, że kucharka za bardzo za nim nie przepadała (Louis nie wiedział dlaczego). Nic tej kobiecie nie zrobił, a ona mimo wszystko ciskała na niego gromy przy każdym spotkaniu.
Podczas jedzenia nie rozmawiali zbyt wiele, głównie poruszali bardzo nieistotne sprawy. Harry parę razy zapytał o Nialla, lecz Louis nie podał mu zbyt wielu szczegółów. Tomlinson w przypływie odwagi zapytał o możliwość spotkania się z Horanem, lecz dostał dość sceptyczną odpowiedź. Nie robił sobie nadziei, tym bardziej, że Styles poważnie potraktował ucieczki Louisa i wzmocnił straż, nie tylko przy bramie, ale również w korytarzach, co sługa mógł bardzo dobrze zobaczyć. Ciągle był obserwowany, oczywiście poza komnatą księcia - tam już sam syn króla go pilnował. Wzmocniona ochrona nie dawała również możliwości zobaczenia się z Niallem, dlatego też Louis zapytał o to jego Pana (miał nadzieję, że chociaż ten się zgodzi, lecz spotkał się z odmową).
Po śniadaniu oboje poszli do biblioteki, gdzie Tomlinson dostał fotel z wieloma poduszkami, a także puchaty koc, w który się zwinął.
Sama biblioteka była bardzo przejrzysta. Stały w niej wielkie, aż do sufitu regały z książkami. Przy każdym regale znajdowała się drabina, aby każdy mógł sięgnąć do najwyższej półki. Większość była wykonana z drewna. Ściany były bardzo jasne, a podłoga drewniana. Na ścianach było wiele okien, niektóre ciągnęły się nawet od samej ziemi, aż pod sufit. Mniejszość z nich posiadała kolorowe witraże, które tak bardzo zaintrygowały Louisa, że musiał zapytać się, co oznaczają. Od Harry’ego dowiedział się, że opowiadają one historię powstania ich królestwa, i Tomlinson nie był nawet zaskoczony, gdy na którymś z nich zauważył smoka ziejącego ogniem - słyszał bowiem o ich istnieniu. Całe miejsce było bardzo przytulne i Louis od razu zdecydował, że jest to jego ulubione miejsce w zamku i z chęcią będzie do niego powracał.
Zaszył się w swoim fotelu, starają się być jak najmniej zauważalnym i dyskretnie rozglądał się po miejscu. Harry usiadł niedaleko niego, przy biurku i zaczął rozkładać jakieś papiery marszcząc przy tym czoło. Louis nie widział wcześniej u niego tej maski.
Nagle zyskał uwagę księcia.
- Potrafisz czytać?
- Tak - przyznał sługa rumieniąc się przy tym delikatnie.
Mało kto mógł się pochwalić tymi umiejętnościami, dlatego był lekko zawstydzony tą sytuacją.
Szybko spuścił głowę. Wcześniej nie zauważył, że podłoga może być taka ciekawa.
- Naprawdę? - zdziwił się książę. Cóż, nie takiej odpowiedzi oczekiwał.
- Tak - Louis zarumienił się jeszcze bardziej. - Mama zawsze dbała o moje wykształcenie
Harry przytaknął głową z uznaniem.
- W takim razie możesz wybrać sobie jakąś książkę do czytania. Masz ich tutaj sporo. Możesz sobie tak zabić czas, ja niestety mam dużo pracy.
Tomlinson wstał posłusznie. Zaczął rozglądać się i w końcu wybrał jeden z regałów. Zatrzymał się przy niższej półce i szukał czegoś interesującego. Władcy Green Kingdom. Nie. Sztuka nowoczesna. Nie. Smoki, które na długo pozostaną w pamięci. O tak. To zdecydowanie mogło być ciekawe.
Rozsiadł się ze swoją lekturą w fotelu. Ponownie zawinął się w koc, aby nie było mu zbyt zimno. Chwycił do ręki książkę i najpierw zachwycał się jej widokiem. Jej okładka była wykonana z grubej, pożółkłej już skóry, która gdzieniegdzie była przetarta, co tylko świadczyło o tym, jak ta książka była stara. Louis musiał zetrzeć z niej kurz, który zalegał na niej przez wiele lat, aby dokładnie zobaczyć autora. Niestety były na niej jedynie inicjały Z.M.
Tomlinson nie słyszał wcześniej o takim autorze, ale mimo wszystko postanowił przeczytać książkę, bo naprawdę wydawała mu się ciekawa. Cóż... od zawsze miał tą dziwną fascynację smokami. Chciał kiedyś zobaczyć je na żywo, ale wiedział, że to niemożliwe. Z tego, co się dowiedział, to nie pozostało wiele gatunków na ziemi, ale wciąż niektóre z nich żyły. Jakaś szansa na zobaczenie ich zawsze była.
Louisa pochłonęła lektura. Powoli poznawał coraz to nowsze gatunki smoków. Miał nawet swoje ulubione. Jak na przykład Czerwona Śmierć - smok, który potrafił ziać ogniem na długie dystanse, posiadał grubą skórę, jak pancerz, która wydzielała trujące opary, więc po zbliżeniu się do smoka od razu umierałeś. Był to najgroźniejszy i najniebezpieczniejszy smok wszystkich dziejów.
Tomlinson nie wiedział, ile czasu spędzili w bibliotece, ale po jakimś czasie zaczął robić się głodny. Chciał zaproponować, że pójdzie po obiad, lecz w tym samym czasie odezwał się Harry.
- Idę poprosić kogoś, aby przyniósł nam obiad - powiedział.
- Panie, przecież ja mogę po niego iść - zauważył Louis. Takie były jego obowiązki i nie chciał ich zaniedbywać.
Styles skinął jedynie głową, zgadzając się na ten pomysł.
Louis odłożył książkę, porzucił koc i udał się do kuchni, gdzie musiał chwilę poczekać na obiad. Gdy dania już prawie były gotowe, zbliżyła się do niego jakaś drobna dziewczyna. Tomlinson mógł stwierdzić, że była młodsza od niego. Miała piękne długie włosy w kolorze blond i zgrabną sylwetkę. Gdyby Tomlinson nie był służącym Harry’ego, to z pewnością zacząłby z nią flirtować.
Służący zebrał się na kiwnięcie głową. Dziewczyna podała mu kopertę, po czym szybko uciekła. Tomlinson jeszcze przez jakiś czas przypatrywał się papierowi i zauważając, że nikt nie patrzy, zerwał zabezpieczenie. W środku znajdował się krótki list i Louis uśmiechnął się, gdy zobaczył podpis pod nim.
Drogi Lou,
Przepraszam, że nie możemy się zobaczyć. Jesteś obserwowany i nie mogę do ciebie podejść bez wiedzy Harry’ego. A poza tym i ja w tych dniach jestem zajęty. Tak bardzo chciałbym znów cię ujrzeć. Patrzenie na ciebie z daleka powoli mi nie wystarcza. Jesteś piękny, wiesz? No już, przestań się rumienić, bo wiem, że to robisz. Obiecuję Ci, że jeszcze kiedyś się zobaczymy. Tymczasem muszę wyjechać, ale tylko na parę dni, więc nie martw się o mnie.
Słuchaj się księcia. Nie rób też nic głupiego i nieodpowiedniego, a jeżeli będzie do tego okazja, to uciekaj. Wiem, że straże za niedługo się zmniejszą, więc chociaż spróbuj. Możesz również postarać się zyskać zaufanie Harry’ego, to na pewno pomoże.
Mam nadzieję, że gdy wrócę, ciebie już tutaj nie będzie, a zamiast tego będziesz spędzał dzień ze swoją rodziną. Mógłbyś mi to obiecać, że uciekniesz?
Po przeczytaniu listu spal go, by nikt inny nie mógł go przeczytać.
Niall.
* * *
- Zadowoleni! Napisałem ten list! - Krzyknął blondyn.
Pociągnął za swoje włosy we frustracji. Tak bardzo bał się o Louisa.
- Pamiętaj jak się wyrażasz! Nie jestem twoim kolegą, tylko królem!
Czas dla Nialla się zatrzymał. Ta sytuacja była absurdalna. Dlaczego on i Lou? To było takie niesprawiedliwe, że musiał być w komnacie samego króla i słuchać jego intryg. Nigdy by tam nie zaszedł, gdyby nie Liam - ta zdradziecka pizda. Payne obiecał, że nie powie Harry’emu, że Niall pomógł uciec Louisowi, lecz zamiast tego poszedł do króla i powiedział mu o swoich podejrzeniach co do romansu Harry’ego i Tomlinsona, a następnie również o Horanie, który tak wyśmienicie zajął się Lou (dokładnie takich słów użył).
Król oczywiście uwierzył we wszystko. Najwidoczniej już wcześniej nie był przekonany do Louisa i teraz we trzech (niestety Niall też miał w tym udział) knuli intrygi, jak pozbyć się służącego. Horanowi długo zajęło, aby przekonać głowę państwa, że jego związek z Louisem jest nieszkodliwy i nie muszą zabijać blondyna, a zamiast tego jego rola może być bardzo przydatna w misji pozbycia się służącego.
Król początkowo chciał powiedzieć o wszystkim Harry’emu i rozkazać, aby ten go zabił, lecz Niall wybił mu ten pomysł głowy przekonując swojego władcę, że postawi swoją rodzinę w złym świetle, jeśli ktoś dowie się o morderstwie służącego i może to pogorszyć już i tak trwający bunt na północy. Następnie był pomysł, aby wysłać jednego ze strażników, aby przez przypadek zabił Louisa.Jednak tutaj sytuację uratował Liam mówiący, że nie wolno wykorzystywać tak straży. Nie byli oni uczeni, by zabijać na zlecenie, więc i tutaj Król również uległ.
Niall w końcu przekonał wszystkich, aby po prostu pozwolić, by Louis sam uciekł. Dlatego też Horan został zmuszony, by napisać ten list. Miał nadzieję, że Tomlinson się go posłucha. Liam sam obiecał, że zadba o to, aby straż nie kręciła się w jego pobliżu. To było takie absurdalne. Kiedyś Payne zatrzymał ucieczkę Lou, a teraz sam pomaga mu uciec. Co się zmieniło od tego czasu? Niall chciałby to wiedzieć.
- A co, jeżeli Louis nie zdecyduje się uciec? - Zapytał nagle Horan.
- Cóż... - król zamyślił się. - Wtedy do akcji wkroczę ja i postaram się sam go pozbyć.
Te słowa sprawiły, że blondyn zaczął się jeszcze bardziej bać.
- Jak chcesz to zrobić Wasza Wysokość? - Do rozmowy przyłączył się Liam, który od początku spotkania nie odezwał się zbytnio.
- Mam Harry’ego w garści. Potrafię nim bardzo dobrze sterować, więc jeżeli powiem, by zabił Louisa, on to zrobi - król zaśmiał się szyderczo.
Niall spojrzał na Liama, który wydawał się nie być usatysfakcjonowany tą wiadomością. Przez chwilę jakby walczył sam ze sobą, po czym zabrał głos.
- A co jeżeli w grę wchodzą uczucia? Książę Harry kocha Louisa, sam mi o tym powiedział.
Horan miał ochotę przyłożyć Liamowi: za to, że doniósł królowi; za to, że chce pozbyć się Lou i za to, że zdradził swojego przyjaciela. Payne był taki kłamliwy. Blondyn nie mógł uwierzyć, że kiedyś się z nim przyjaźnił. Teraz się tego brzydził.
Te wyznanie również wszystko zmieniało. Teraz Niall zrozumiał, dlaczego Liam tak nagle chciał pozbyć się Louisa. Na swój popieprzony sposób Payne dbał o Harry’ego i chciał zapobiec jego związkowi z Tomlinsonem. Książę i sługa się kochali... to tak źle brzmiało.
- Nawet jeśli Harry kocha Louisa, to i tak to zrobi. Znam jego słabe punkty, potrafię nim doskonale manipulować. To powinno się udać - kolejny szyderczy śmiech głowy państwa.
Tym razem śmiał się nie tylko król, ale również Liam. Oboje byli źli do szpiku kości. Niall nie wiedział, co tam robił. Czuł się jedynie wykorzystany, co w sumie było prawdą.
Po paru chwilach król opuścił swoją komnatę z uśmiechem na ustach. Wtedy w pomieszczeniu pozostali jedynie Horan i Payne, którzy zaczęli mierzyć siebie wzrokiem. Można było wyczuć nutkę nienawiści.
- Dobrze się spisałeś - zadrwił nagle Liam.
Niall cudem jeszcze powstrzymywał się od tego, aby nie przyłożyć swojemu byłemu przyjacielowi.
- Zrobiłem to tylko dlatego, że nie miałem wyjścia. Wszystko przez ciebie. Jak mogłeś na mnie donieść?! - Wkurzył się Niall. - A co, jeżeli król zdecydowałby się mnie zabić?
Blondyn nawet nie mógł myśleć o takim scenariuszu. Był zbyt młody, by umierać.
- Cóż na początku chciał to zrobić, za to, że pomagasz słudze, ale przekonałem go, że jesteś bardzo nam potrzebny. Powinieneś mi dziękować za to, że uratowałem ci życie.
Tym razem to Horan zaśmiał się szyderczo.
- To przez ciebie mogłem je stracić. Nie mam za co ci dziękować.
- Jak wolisz - Liam powiedział obojętnie.
Odwrócił się w stronę okna i Niall myślał, że ta rozmowa jest skończona, gdy nagle Payne znowu przemówił.
- Ale mogłeś sobie darować nazywanie Louisa pięknym w tym liście. Przecież on nie jest ani trochę przystojny, co wy w nim widzicie? - Zapytał. Blondynowi nie zajęło dużo czasu, aby domyślić się, że teraz rozmawiali o nim i Harry’m.
Niall długo zastanawiał się nad odpowiedzią. Chciał nawet wyjść z komnaty, ale coś go zatrzymało. Wiedział, że rozmowa z Liamem była niedokończona. Czuł, że w najbliższym czasie miały paść bardzo ważne słowa, tylko Horan nie wiedział, czy chciał je usłyszeć. To jak Payne stał spięty... blondyn znał go na tyle długo, że domyślał się, że jego były przyjaciel coś jeszcze skrywał.
-Louis jest piękny - odezwał się nagle Niall. Potarł swoją skroń, ponieważ głowa zaczęła boleć go od nadmiaru myśli. - Jest piękny na zewnątrz, jak również wewnątrz. To jest coś, czego tobie zawsze brakowało, wiesz? Martwiłeś się tylko o siebie.
- To był powód dla którego zakończyłeś to, co było pomiędzy nami? - Zapytał Liam z wyrzutem. - To on był tym, którego kochałeś bardziej? - Niall pierwszy raz w życiu zobaczył łzy w oczach swojego dawnego przyjaciela. - Wiedziałem, że coś z tego będzie, gdy zobaczyłam jak na niego patrzyłeś, gdy zobaczyłeś go po raz pierwszy. Już wtedy wiedziałem, że mam konkurencję.
- Louis nigdy nie był twoim przeciwnikiem. Zresztą, nie kochałem cię. Dlaczego sądzisz, że mogło tak być? Przecież nigdy nie byliśmy razem. Zawsze była to tylko przyjaźń. Nawet wtedy, gdy się pieprzyliśmy.
- Może ty nie kochałeś mnie, ale za to ja kochałem ciebie. Zresztą nadal kocham. Zawsze miałem nadzieję, że spojrzysz na mnie chociaż raz tak, jak patrzyłeś na niego.