Człowiek buduje mury nie po to, by skrzywdzić osobę stojącą przed nimi. Buduje je po to, by nikt nie musiał oglądać tego, co zostało ukryte po drugiej stronie.
Z jakiegoś powodu to ukrył. Z jakiegoś powodu milczał. Z jakiegoś powodu nie chciał, by świat wiedział o nim więcej, niż sam odważył się pokazać.
Bo w tych murach nie jest ładnie.
Obrazy na ścianach nie przedstawiają kwiatów w wazonach ani pięknych krajobrazów. To historia malowana krwią, spływającą z nadgarstka.
Lustra są schowane za prześcieradłami, które chronią przed spojrzeniem sobie w oczy. Bo prawda, która się w nich odbija, wbija się w oko jak szpilka wystrzelona z procy.
Nie ma tam porządku. Książki mają pozaginane grzbiety, a kartki ledwo trzymają się kleju. Ich tytuły schowane pod grubą warstwą kurzu.
Jedyne, co lśni, to gramofon, który gra melodię żałobną,
bo między tym wszystkim, leżą trupy, które siłą skrywa się przed światem.


















