Kiedy siadam
Na ławce w parku, Myślę życie nie jest złe, To nie był wcale mój zamiar, Żeby żalić się lecz wiesz jak jest, Bardzo często bywa ciężko Bo twój uśmiech już nie leczy, Miałem swoje małe piekło, Setki razy wbito mi nóż w plecy, I choć coraz mniej cieszy, A ja częściej gadam do rzeczy, Nie myśl że stracę siebie, Bo straciłem twoje względy kiedyś, Wciąż szukam dla siebie miejsca, Wiele zbywam wzruszeniem ramion, Wiem, by nie oddawać serca, Ludziom którzy mnie nie znają, Jestem jak księżyc bo mam swoje fazy, Raz myślę że dam radę, Jak adolf w gazie By za chwilę truć sobie głowę że jednak nie dam rady, Lecz gdy wiem że mnie potrzebujesz, to jebie mnie układ gwiazd, Nawet jak źle się wtedy czuję, Wiedz proszę że mnie masz, Będzie trzeba to ruszę góry, Zniszczę boga i zatrzymam czas, Bo jak mówił mój idol "There's something you cannot buy" Powiedz, czemu jesteś lojalny? Czy będziesz trwać gdy Rarri zgaśnie, SWAT o 4 nad ranem wpadnie, Czy będziesz dalej mówić prawdę? Skroisz mnie jak sałatkę? Czy może słowo kocham jak jajko stanie ci w gardle, Bo powiesz, chciałem/łam dobrze Ale wyszło jak zawsze, Mnie definiują uczucia i przekonania, Nie życiowe sytuacje, Ja nie szczędziłbym swego życia, Uczuć ani żadnej z chwil, Bo tylko tym oddycham, Ta część mnie jest najbardziej real Ride or Die, wszystko albo nic,













