W końcu mam obiektywne sukcesy naukowe, natomiast wszystko się opóźniło przez moje wchłanianie cudzych opinii. Moje ciało wchłaniało opinie: że jestem miałka intelektualnie, że nie mam nic do powiedzenia itd. Wypowiadali to ci sami ludzie cytujący Bourdieu.
Na moim przykładzie wygląda jednak na to, że ludzie "wierzą", że intelekt to nie dynamiczny proces i wypadkowa ekonomii, a metafizyczna stała przypisana ludziom wybitnym. Nie słyszałam, że wystarczy że się douczę, bo podważałaoby to statyczny wymiar idei elity.
Ja wierzę w dekonstrukcję i ponowne rozbicie potłuczonej rzeczywistości. Nie rzucam słów na wiatr i wiem, że czas zająć się krytyką negatywną. Nie będę uderzać w debiutantów, bo to by było za proste. Chcę przemyśleć, rozliczyć i ocenić tych silnych.
Bo ja nie czaruje się, że krytyka negatywna to tylko rozmowa o języku. Krytyka negatywna ma wpływ na to ile zarabiasz, kto cię publikuje, jak bardzo jesteś popularna. Nie jest to misja w imię wysokiej jakości wytworów, to polityka gustu silnych, która jest opresyjna czy nam się to podoba czy nie. Nie ma od tego ucieczki w świecie gdzie Ego to największy gracz. Mało kto ma dystans, ale najwidoczniej tego się od twórcy oczekuje: dystansu i odporności na krytykę