Od razu przepraszam babę za babę, ale to była taka baba. Najpierw ją wzięłam za chłopa, ale mnie od tyłu też czasem... znaczy nie tylko od tył... do jasnej cholery! 😃 Przejdźmy dalej.
Pakuję produkty, piszę na whatsappie i jak mnie nie złapie chęć, by podejść do baby. Wyjaśniam dlaczego.
Męczy pracowniczkę w Kefirkurze. Spoglądam raz, drugi, trzeci. Ona do pracowniczki, że coś tam się nie zgadza. I że może o tym napisać, bo ma dojścia. I tak stoi i męczy. Dupę męczy. Bez obrazy dla pracowniczki! i baby, jednak. Ponieważ.
W końcu podchodzę i najpierw do pani baby:
- Proszę nie robić nieprzyjemności tej pani, ciężko tu pracuje.
- Ale ja nie robię nieprzyjemności, my się znamy. Znamy się jak łyse konie. Ja tylko mówię (coś tam coś tam)
- Przepraszam, dzień dobry - uśmiecham się do pracującej tam Pani, Pani odpowiada serdecznym uśmiechem. Wracam do pani baby:
- Mam nadzieję. Oby tak było.
I odchodzę.
Zza pleców słyszałam zwrot robienie nieprzyjemności ze trzy razy minimum. Najwidoczniej spodobał się pani babie. Może zagości na stałe w jej słowniku.
Robię czasem takie akcje. Widziałam, że Pani pracowniczka miała powoli dość, ale była bardzo spokojna i wysłuchiwała wszystkiego.
Pani baba nie okazała się niebezpieczna, nie pieniła się już tak, zatem dobrze.
Na odchodne pożegnałam Panią pracowniczkę, ona mnie również, było miło.
Kiedy przechodziłam obok ochroniarza z kamienną twarzą jak zwykle powiedziałam “Do widzenia” i dodałam życzenia miłego wieczoru. Jakże się mężczyzna uśmiechnął! 😊 Życzenia odwzajemnił.
Coraz śmielej interweniuję od lat.
Dobrej nocy utkane na szydełku kasztany! I dobrej niedzieli. 🙂