Ostatnio wydarzyło się coś, o czym nie mógłbym nie napisać.
Brzmi jak zapowiedź opisu katastrofy. I dla mnie w sumie to jest katastrofa. Pogruchotanie serca, żal, nienawiść dla społeczeństwa, niewysłowiony ból nad najgorszym co istnieje we wszechświecie - zatracaniem człowieka na rzecz... stereotypów i "norm" społecznych...
Dla mnie i jeszcze może paru osób to kolejne pęknięcie na idealistycznym sercu. Dla większości ludzi to obojętne, normalne, albo nawet PRAWIDŁOWE...
Otóż w ostatnią sobotę, na miejskim pikniku, organizowanym przez moją drużynę harcerską, malowałem dzieciom twarze. Nie mam w tym kierunku Bóg wie jakiego talentu, ale się starałem i jak na pierwszy raz w życiu było serio git. Dzieci mogły wybierać wzory z ulotki, lub zapodawać mi własnymi pomysłami i takim oto sposobem robiłem z nich dinozaury, myszki, czy nawet otwarte paszcze rekinów, albo po prostu malowałem im na policzkach wzorki, takie jak kwiatki czy inne takie. Wszystkie dzieci bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły, bo z ludźmi młodszymi ode mnie (pomijając mojego best frienda, braciaka, dziewczynki z grupy teatralnej i jeszcze parę osobników), mam raczej... bardzo złe doświadczenia. Te dzieci zaś, były bardzo miłe i pozytywne, i coś się we mnie wtedy naprawiło.
Tylko po to, żeby co innego pękło i posypało się jak grad na odkrytą głowę.
Do stoiska podszedł mały chłopczyk w towarzystwie mamy. Mógł mieć może 4 - 6 lat. W każdym razie było to małe DZIECKO. Dzieci nie myślą stereotypowo, dzieci są wolne i szukają siebie. Dzieci nie wstydzą się tego, co im się podoba, nie są uprzedzone, zakompleksione. Ale rodzice są.
Chłopczyk przejrzał ulotkę z wzorami i po namyśle wybrał wzór, który podobał mu się najbardziej. Wybrał jednorożca. Zwykły jednorożec na policzku. Ładny był no. Spodobał się dziecku. Przecież dla chłopczyka lat 5 to jeszcze nic nie oznacza. Jemu po prostu SPODOBAŁ SIĘ jednorożec. Co w tym złego? Dla mnie nie było to nic specjalnego. Ludzie zaraz pomyślą, że się pewnie ucieszyłem albo wpadłem na pomysł żeby wmówić dziecku że jest trans czy coś. Ale dla mnie to było tak naturalne, jak to że latem świeci słońce. Ja nie potrzebuję definiować random dziecka w normach swojego mózgu i światopoglądu. Moją pierwszą myślą było "Japierdzielę nie mógł se łatwiejszego wybrać... Jak ja namaluję tego jednorożca?..."
Tą bardzo krótką myśl, przerwała mi matka chłopca.
- Takiego jednorożca chcesz? (*prychnięcie*) Jednorożce są dla dziewczyn. Wybierz sobie coś dla chłopców.
W tej samej sekundzie moje serce pękło. Nie irytował mnie już poziom trudności w malowaniu jednorożca na policzku. Bolały mnie te durne dwa zdania. Dwa zdania, które tak bardzo zamykały i stygmatyzowały MAŁE DZIECKO. Ono nie rozumiało dlaczego musi zrezygnować z jednorożca. Nie miało pojęcia że wzorki na twarzy dzielą się na takie dla chłopców i dla dziewczynek. Ale mama przecież jest autorytetem. Nie mogło jej nie posłuchać i nie zakodować w głowie frazesu "Jednorożce nie są dla chłopców."
Próbowałem chłopaka "obronić". Uśmiechnęłem się miło i stwierdziłem:
- Jednorożce też mogą być dla chłopców.
Ale było już za późno. Matka zadecydowała, dziecko zapisało w głowie.
Po chwili chłopczyk wybrał kolejny wzorek.
Tęczę z chmurką i gwiazdkami.
Tym razem mama, już bardziej chyba nie chcąc robić problemu, zgodziła się ze zrezygnowaniem i po chwili malowałem na twarzy chłopca tęczę, która dla niego nie symbolizowała nic. Nie miała podtekstów, ukrytych znaczeń... Była kolorowa, ładna i spodobała się mu.
Po kilku minutach, zniknął z krzesła zadowolony z efektu, a w końcu straciłem go z oczu, w gąszczu innych dzieci. Ale w moim sercu nadal pozostał ten ból. Ból kolejnego z milionów zniszczonych dzieciństw...
W opinii publicznej tyle się mówi o tym, że LGBTQIA+ zniszczy rodziny, że gender chce zrobić dzieciom wodę z mózgu, że te ideologie chcą zmienić dzieci w degeneratów, że nie można tego puszczać do szkół, że dzieci nie powinny patrzeć na marsze równości i tak dalej... Że niczego nie świadomym dzieciom chce się coś narzucić, wmówić, wpoić. Że chce się je zniszczyć, zseksualizować i zniszczyć im dzieciństwo, zamazać obraz rzeczywistości.
A potem miliardy rodziców na całym świecie codziennie wypowiadają zdanie "To nie dla chłopców"/"To nie dla dziewczynek". Potem tyle rodziców narzuca dzieciom religię, wmawia im swoje poglądy, nienawiść - do innych ludzi i do samego siebie. I ja nie mówię o skrajnościach. Nie zamierzam odbierać nikomu prawa do wychowania. Wychowajcie dziecko w duchu Waszej religii, wyjaśnijcie mu swoje wartości. Powiedzcie mu że jest dziewczynką czy chłopcem, nazwijcie je... Te decyzje zawsze podejmowali rodzice. Trzeba tylko zawsze pamiętać o furtce do zmiany tych decyzji na decyzje własne. ALE NIE ODBIERAJCIE DZIECKU DZIECIŃSTWA. Nie wmawiajcie stereotypów od małego. Nie ważcie się nawet powiedzieć chłopcu "Nie płacz, chłopaki nie płaczą.", lub dziewczynce "Ta zabawa nie jest dla dziewczyn." Nie wpajajcie dzieciom uprzedzeń, nienawiści, systemowego myślenia - one nie mają tego same z siebie. Nikt z nas nie ma. Nam wszystkim wmówili.
Ja też byłem takim dzieckiem. Dzieciakiem któremu wpoili homofobię, transfobię, patrzenie na ludzi o innych stylach krzywo, jako na degeneratów. Wpoili mi zdanie, że elgjebety to źli, chorzy podludzie, którzy chcą zniszczyć mój świat. Plułem na takich ludzi, wyzywałem ich, nienawidziłem. Nawet sobie nie wyobrażacie jak to bolało, kiedy odkryłem, że sam takim elgjebetem jestem... Nie naoglądałem się filmów z gejami, nie widziałem na oczy parady równości, nie miałem dostępu do internetu. Ojciec dbał nawet o to, żebym nie bawił się tęczowymi pluszakamj. To, że podobały mi się dziewczyny, i że nie czułem się do końca jedną z nich, wyszło samo z siebie. I wyszło z bólem, który często nadal się odzywa.
Powiedzcie mi KTO NISZCZY DZIECI?
Oczywiście, jeśli ktoś podszedł by do dziecka i palną coś w rodzaju "Zastanawiałeś się kiedyś nad swoją tożsamością płciową?", albo "Nie pociągają cię czasem osoby tej samej płci?", to niech będzie przeklęty. To jest seksualizacja dzieci i na to zgody być nie powinno.
Ale nie udawajmy, że stwierdzanie "Jesteś chłopcem i nie może ci się podobać jednorożec", nie jest seksualizacją.
Jest i to najbardziej perfidną, bo nie zostawia dziecku ani odrobiny pola do bycia sobą. Zaburza też miłość w relacji z rodzicem, która powinna byś nierozłączna z akceptacją.
Przestańmy seksualizować dzieci i narzucać im normy, których sami nie rozumiemy.
Dziękuję za uwagę. Proszę o zmiany.
(zdj z Pinteresta dla uwagi)