Jeśli odrzucić konwencję językową (zarówno w wymiarze reguł gramatycznych, jak i historycznie ukształtowanych tradycji literackich) a zarazem przyjąć, że intencja stanowi jedyny nieredukowalny rdzeń znaczenia, wówczas pojawia się pytanie o status kontekstu oraz sytuacji użycia języka. Od którego momentu można bowiem uznać, że przybliżają nas one do autonomicznej wypowiedzi poetyckiej? Język pisany nie jest przecież przezroczystym nośnikiem pierwotnej intencji poezji. Aby uchwycić jej sens, nie wystarczy tekst odczytywany jako zapis semantyczny; poetę należałoby również słuchać. Brzmienie, rytm, ton, afektywne napięcie wypowiedzi, a także potrzeba zakomunikowania roszczeń, które nie zawsze dają się w pełni zwerbalizować, współkonstytuują znaczenie. Dotyczy to również owego trudnego do uchwycenia impulsu, który można określić jako pierwotną potrzebę wyrażenia doświadczenia metafizycznego.
Z tej perspektywy intencjonalizm ujawnia własne ograniczenia. Redukując znaczenie do tego, co podmiot rzekomo zamierzał przekazać, nie rejestruje on „szumów”, a więc tych elementów wypowiedzi, które wymykają się kontroli autora, a mimo to pozostają istotnymi nośnikami sensu. Nie dostrzega, że sam funkcjonuje jako samoprojektujący się algorytm interpretacyjny: organizuje pole lektury zgodnie z własnym założeniem i w konsekwencji rozpoznaje już przede wszystkim własną kategorię intencji. Tymczasem poezja nie wyłania się z porządku całkowicie uprzedniego wobec języka, lecz z napięcia między potrzebą formy a tym, co opiera się formalizacji.
Nie bez znaczenia pozostaje także genealogia poezji. W swojej usystematyzowanej postaci wyłoniła się ona z religii, rytuału oraz zbiorowych praktyk symbolicznego porządkowania chaosu. Jej źródłem nie była zatem wyłącznie intencja komunikacyjna, lecz również potrzeba nazwania tego, co nienazywalne, ulotne i efemeryczne. Poezja stanowiła próbę udzielenia odpowiedzi na pytania podstawowe: o początek, o wspólnotę, o różnicę, o miejsce człowieka w porządku istnienia. Była aktem symbolicznym, dzięki któremu to, co pierwotnie niewyrażalne, mogło zostać choć częściowo wprowadzone w obręb wspólnego doświadczenia.
W warunkach współczesnych sytuacja ta ulega dalszemu skomplikowaniu. Funkcjonujemy bowiem w zalgorytmizowanej matrycy kulturowej, w której praktyka poetycka coraz częściej kształtowana jest również przez lęk: przed niewidzialnością, przed niesłyszalnością, przed brakiem uznania. Jedną z istotnych intencji współczesnego poety bywa pragnienie, by zostać wysłuchanym i intelektualnie docenionym przez instytucje legitymizujące wartość, w tym przez czołowych krytyków. Nie oznacza to oczywiście, że współczesna poezja popada w głupotę lub bezsens. Oznacza jednak, że intencja nie jest kategorią przejrzystą ani jednorodną; pozostaje uwikłana w społeczne mechanizmy prestiżu, obiegu i uznania.
Dlatego też intencjonalizm okazuje się niewystarczający jako model lektury poezji. Nie dlatego, że intencja autora nie ma znaczenia, lecz dlatego, że nie wyczerpuje ona procesu znaczeniotwórczego. Wypowiedź poetycka konstytuuje się bowiem na przecięciu intencji, materialności języka, historycznych form, afektywnych napięć, kulturowych genealogii oraz tych resztek sensu, które pojawiają się właśnie tam, gdzie podmiot traci pełną kontrolę nad własną mową.
Może sens tkwi bardziej w tym czego nie mówimy. W ciszy.
Boję się. Nie przeczytałam dużo, przeczytałam stary tekst programowy z lat 80. Nie mam autorytetu.















