Jazu sprzedażowy swojego życia
Żeby Was... Żegnaj, byłeś mi Przyjacielem! :( Posłuchajcie:
Sprzedałem Polo. Mojego ukochanego Szrota. Pan Ojciec mówił, że jak sprzedawał pierwsze auto to czuł ulgę. Ja czuję smutek. Sentyment. To dobry samochód był.
//
Wrzuciłem ogłoszenie koło południa. O 14 wycierając dupsko po kąpieli, dostałem rzut w przyszłość. Po godzinie ojciec i syn byli u mnie. Ja pitole... Oglądali Szrota jakby to dziewica u sami wiecie kogo była. Młody nawet konkretny. Stary wydziwiał na wygląd. 30letnie auto -.- Ludzie o połowę młodsze sprzedają w dużo gorszym, niemal agonalnym, stanie. Ten wydziwia. - Poszło. Od razu wiedziałem, że pójdzie. Nie oszukujmy się, był wart swojej ceny. Ceny którą jeszcze negocjowali XD XD XD Nie sposób nie obśmiać. Zrobione auto po kosztach, z pełnym bakiem... No nie ugrali nic. I tak dopłaciłem do interesu, bo ogłoszenie kosztowało mnie 89zł.
//
Jutro po wizycie u lekarza wracam na chwilę do domu. Zjem coś i mam zarezerwowaną (tak, udało mi się przez neta :P ) wizytę w starostwie. Od razu odbiór dowodu Dacii i wyrejestrowanie Szrota.
//
Żegnaj! Byłeś mi Przyjacielem :(














