Perfekcyjny Jazu swojego życia
Żeby Was...
Udaję dorosłego w kropli swojego wolnego czasu.
Posłuchajcie:
Zeszły tydzień zszedł na wysłuchiwaniu echa głosu Kierowniczki z dupy SWS. No pierdolona tak głęboko wierciła, że całe górnictwo świata może jej pozazdrościć upartości i umiejętności. Powód? "Bo w sobotę jest święto" XD W sobotę. Czyli dla lwiej części Narodu i tak wolne.
- No i nazamawiała się pierdolona gówien przeróżnych. Rzecz jasna opiała to jak sukces naszych pod Grunwaldem.
- Jebana bez przerwy stara się mi pokazać, że jest ode mnie lepsza, że może więcej, i tak dalej. Problem w tym, że nie robi mi to. Nie śpiewam jej hymnów pochwalnych. Wręcz przeciwnie. Męczy mnie tym i coraz częściej dostaje w ryj moimi obowiązkami, bo "ty wiesz lepiej, tu rządzisz, żebyś mi nie pierdoliła rób sama po swojemu". Wtedy ona dostaje kołek w pizdę, ale nie odmówi, bo przecież jest najlepsza.
- Dalej wierci temat kijków. Tu musiałem ją uświadomić boleśnie, że moja część jest załatwiona, a inne sklepy mnie nie obchodzą. Jeżeli ona chce też kierowniczyć reszcie, proszę bardzo. Ale niech mi o tym już nie pierdoli, bo dobrze wie z czym to się wiąże.
W sobotę liczyłem, że pójdę z królami dorżnąć się na dożynki, ale tak smaliło, że wszyscy piwniczyli na chacie. Wziąłem się za kolejne sprzątanie przydasi. Ehhhh... Wywaliłem kolejne tony papierów. Jakieś stare bankowe po kredycie, jakieś zwolnienia lekarskie z 2009 XD Utylizacji wrażliwych danych osobowych końca nie było. Mam jeszcze listy, których nie przeczytam kolejny raz. Szkoda wywalić, ale... :/
- Stare telefony komórkowe. Co ja na nich znalazłem :P No nic, zresetowałem i chciałem wypiździć. Nikt ich nie chciał, a stan lux torpeda. Na necie warte mniej niż przesyłka, więc pan Ojciec wysłał je do murzynów. A niech sobie czarnulki pograją w poksy.
- Czuję w kościach penisa, że przemebluję sobie pokój.
Wczoraj była niedziela w kołchozie. 12h zapierdolu, bo jak dawno, gołębie bez przerwy kręciły się od rana. Zajarać wyszedłem z utęsknieniem dopiero jak jako trzecia przyszła Manekin.
- Co tu dużo pierdolić? Tydzień temu był Kuc, Manekin i E. Wszystko jasne, dlaczego w poniedziałek sklep tak wyglądał. Gdyby człowiek z batem nie stał, albo sam nie zrobił, to by tylko żarły i gadały. Manekina ewentualnie broni jeszcze to, że faktycznie tylko nakurwia ten chleb. Ale cała reszta? Drugi kasa, trzeci pomaga i sklep. Potem zmiany i rotacje. Ale tu każdą wolną chwilę przepierdalają. Mam więc szczerą nadzieję, że dziś nie usłyszę nic głupiego.
Dziś byłem na przeglądzie. Szybko poszło. 150pln mniej. W piątek jadę załatwiać ubezpieczenie i zobaczę ile mnie kosztowała "kolizja" Dacią. Ap ropo. Wiecie, że chuj zrobił sobie ten zderzak za moje? Muszę go złapać to obśmieję. No ale niewidzialna ręka sprawiedliwości i te sprawy.
Leje. Wróżbici zapowiadają tak przez cały tydzień.
Mamy drugą połowę sierpnia. Patrzę na kalendarz. W przyszłym tygodniu powinien wlecieć grafik. 3 miesiące i zima. Czas spierdala jak na sprincie.
Dobrego dnia, tygodnia... Nie wiem kiedy znów znajdę czas napisać. Swoją drogą mam taką historię z tortem z zeszłej środy. Elo ;]