přesně před dvěma lety jsem vytvořila první na lovu sokulátor příspěvek a teď jich mám přes 200 <3
seen from China

seen from United States
seen from France

seen from Germany

seen from United States
seen from United States

seen from United States

seen from Netherlands
seen from Tajikistan

seen from United States
seen from Chile
seen from Japan
seen from United States
seen from China
seen from China

seen from Netherlands
seen from China
seen from China

seen from United States
seen from United Kingdom
přesně před dvěma lety jsem vytvořila první na lovu sokulátor příspěvek a teď jich mám přes 200 <3

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
Many years ago, I wrote a short story I still care about deeply. In a way, it was experimental. I wrote and published it in Italian, a heavily gendered language, yet I chose to tell it in the first person and carefully avoided any reference to the protagonist’s gender. What mattered to me was their inner experience: it was an introspective drama, the story of someone who slowly, painfully, learned how to love life again.
This is a very small interactive project that tries to recapture that kind of emotional introspection. It’s very short; you won’t need more than fifteen minutes to read it in its entirety, every path included, but it’s something I wanted to share with you nonetheless.
By the Sea is an atmospheric, very short story exploring the fragile human psyche. Navigate the shoreline of your thoughts, confront your inner struggles, and find solace (or surrender!) under the pale glow of the moon.
Featuring:
A reflective, emotionally driven narrative that responds to your choices.
Dual ambient audio tracks: the gentle lapping of the sea and a soft, gentle melody.
Customisable text experience with font controls for readability and accessibility.
Two diverging paths shaped by your inner conflicts and decisions.
A dreamlike, very short story: reading every path will take you no more than 15-20 minutes.
⚠ Content Warning: This story deals with themes of depression, suicidal thoughts, and trauma. Reader discretion is advised. If you are struggling, please reach out to a trusted friend or mental health professional.
► Read it here ◄
01.07.2025
Znowu próbuję zasnąć. Kolejna noc, w której zmęczenie aż ściska mnie za kark, oczy się zamykają, ciało woła o ulgę, ale serce… serce nie daje mi spokoju. Leżę jak głaz, ale w głowie burza. Myśli nie chcą ucichnąć, biją się o uwagę, krzyczą wewnątrz mnie. Chcę coś napisać. Chcę coś powiedzieć. Najlepiej Jej. Tyle słów się we mnie zbiera, tyle niewypowiedzianych „tęsknię”, tyle „kocham” które zostały w gardle, bo nie było okazji ich wypuścić.
Ale co z tego? Co mi po tych słowach, skoro teraz mamy mniej czasu dla siebie niż kiedykolwiek. Jakby ktoś ukradł nam te rozmowy, te codzienne drobiazgi, te minuty, które były naszym azylem. Teraz zamiast głosu w telefonie jest cisza. Taka cicha, że aż boli. Bo nawet nie chodzi o to, że nie chce – tylko że nie może. Bo sytuacja, bo okoliczności, bo życie potrafi być brutalnym złodziejem wspólnego czasu.
I to mnie właśnie rozrywa. Nie krzyk. Nie kłótnia. Ale ta cisza. Ta pieprzona, pusta cisza, która wypełnia każdą minutę, każdą próbę zaśnięcia. Patrzę w sufit i czuję, jak bardzo mi Jej brak. Nie tylko głosu, ale tego wszystkiego, co się z tym głosem niosło: spokoju, bezpieczeństwa, radości. Jej śmiechu, który był lekiem na moje smutki. Jej szeptów, które koiły nawet najgorszy dzień.
Chciałbym Ją teraz usłyszeć. Niechby nawet powiedziała tylko „dobranoc”. Albo chociaż westchnęła. Cokolwiek. Bo to byłoby więcej niż ta dziwna nocna pustka, która mnie rozbiera od środka.
Zamykam oczy. W myślach widzę Jej twarz. Wiem, że walczymy oboje. Każdy po swojemu. Ale w tych chwilach, kiedy nie możemy być razem ani słowem, ani dotykiem, jedyne co mi zostaje, to cicho szeptać do ciemności: „Proszę, nie zapomnij jak bardzo Cię kocham…”.
I może Ona to gdzieś tam słyszy. Może nawet w tej samej chwili też nie może zasnąć. Może Jej też czegoś brakuje. Może właśnie mnie.
Nie trzeba mieć miecza, żeby toczyć wojnę.
Wystarczy ciało, które się rozpada i serce, które nie chce się poddać. Ja, nie mam zbroi. Mam zmęczone oczy, bolącą głowę, wątrobę, która się buntuje, tarczycę, która działa jak chce, i białaczkę, która codziennie sprawdza, ile jeszcze wytrzymam. A do tego guz w mózgu taki nieproszony lokator, który rozgościł się jakby miał prawo. Ale wiecie co? Ja dalej tu jestem. Czasem czuję, jakbym był ruiną. Jakby moje ciało krzyczało, a ja milczę. Bo nie chcę, żeby dzieci wiedziały. Nie chcę, żeby Żona się bała. Chowam to wszystko za uśmiechem. Za „jest okej”, za „zmęczony jestem, nic mi nie jest”. Za słowami, które nic nie znaczą, ale są łatwiejsze niż prawda. Prawda byłaby jak bomba a ja mam w domu ludzi, których chcę chronić, nie ranić. Każdy dzień to bitwa. Z organizmem, który robi co chce. Z głową, która pęka od myśli, które trzeba udawać, że nie istnieją. Z sercem, które bije tylko dlatego, że jeszcze mam dla kogo. Bo mam. Mam dwóch synów. Mam Żonę, która czasem patrzy na mnie, jakby widziała tylko cień faceta, którym byłem. A ja walczę. Codziennie. Dla nich. Czasem nie mam siły mówić. Czasem nie mam siły chodzić. Ale kurwa, mam siłę kochać. I to mnie trzyma. W nocy, kiedy wszyscy śpią, ja nie śpię. Leżę i czuję, jak wątroba pulsuje jak bomba zegarowa. Czuję to coś w głowie, jakby ktoś wbijał gwoździe od środka. Czuję, jak moje ciało mówi: „Ej, stary, ile jeszcze?” I wtedy patrzę na telefon. Na zdjęcie Żony. Na dzieci śpiące obok niej, gdzieś daleko, ale blisko w myślach. I mówię: „Jeszcze nie dzisiaj.” Jeszcze nie. Nie płaczę. Nie dlatego, że nie umiem. Po prostu nie mam na to siły. Muszę wyglądać jak facet. Jak opoka. A tak naprawdę jestem kurwa oceanem emocji, które tłumię, bo nie chcę, żeby ktoś się bał. Może kiedyś ktoś zauważy. Może popatrzy w moje oczy i zapyta: „Ej Bartek, jak się naprawdę czujesz?” I wtedy może powiem. Może. Ale dziś… jeszcze walczę. Z tym guzem, z tą białaczką, z wątrobą, z tarczycą, z ciszą. Bo choć jestem cichy, jestem wojownikiem. To nie jest opowieść o chorobie. To opowieść o miłości. O tym, że mimo bólu, zmęczenia, lęku jeszcze mam dla kogo żyć. I dopóki moje serce bije, dopóki choć jeden dzień mogę przytulić dzieci, spojrzeć Żonie w oczy i powiedzieć "Kocham" to znaczy, że jeszcze nie przegrałem.
Po prostu bądź to tyle

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
Walczę o Ciebie każdego dnia, choć serce krzyczy, że dwa lata to wieczność. Boję się, że Cię stracę… a ten strach to mój najwierniejszy towarzysz
Zaufaj moim ustom, bo przede wszystkim całowały twoje czółko…
„Tęsknię za Tobą nawet w snach, choć tam wreszcie jesteś"