No nie mogę no
Nikon D60, 70.0-300.0 mm f/4.0-5.6
[EN] When you go to a lecture on photography, you can expect many things. You always go with the hope that you’ll take something away for yourself. You hope for that. Someone will tell you something, show you a different perspective. Fine. But there are things you don’t expect. I, for example, didn’t expect that I could cry in such circumstances. And though, physically, I didn’t quite shed a tear rolling down my cheek, it came very close. And damn, it moved me to tears.
Later, talking with a good friend about it, she suggested that such personal stories are a neat “trick” for events like this — but screw that. The woman’s voice was breaking, and I believed her.
But that’s not what matters most. Her story changed my perspective. It gave me a missing piece of the puzzle. It opened a latch in my head, and I can’t stop thinking about it. I keep turning it over and over in my mind. Honestly, I don’t know when the last time was that I felt something like this. I’m not sure I ever have.
Now I’ll have a lot of things to rearrange. Maybe this change won’t be visible on the outside. Maybe not right away. But today I got the answer to the most important question in all of this. The question is: “Why?” And no, I won’t write here why. I need to ask myself that a hundred more times. Search for the answer within myself. Make sure that’s truly it.
And you know what? Maybe this sounds cliché. And in one form or another, you’ve heard it a thousand times already. Just like I have. But so what if I’d heard it, if it didn’t mean anything to me? It’s like: you have to find your unicorn. But what the hell is that unicorn? And today, Ms. Serek told me a story about herself, her experiences, her emotions — and thanks to that, I found out what my photography is about. And now, since I know, since I understand and can name it, I can consciously seek it in the creative process.
Holy shit! Yes! I’m not exactly young anymore. And today I discovered the prism through which I unconsciously refract reality.
I know, I’m kind of writing to myself, and maybe it doesn’t make much sense. I’m collecting my thoughts as I write and I won’t edit a thing. This is just a stream of unfiltered consciousness. But I need to do it. I need to get it out. I need to digest it somehow. I need to face throwing certain patterns in the trash. To give up a structure built over years to support I don’t even know what. I need to do it, because today it lost all meaning.
I was ripped out of a vicious circle. Hit straight in the heart. I cried there in the hall, inside, empathizing with the little girl, and I understood the photos of the grown woman. Their symbolic roots. And in that same moment, I began answering those same questions for myself. And maybe it doesn’t mean the end of wandering, but I feel that if I wander now, it will be with an awareness of why — not blindly.
The end.
[PL] Idąc na wykład o fotografii, możesz spodziewać się różnych rzeczy. Zawsze idziesz z nadzieją, że wyciągniesz coś dla siebie. Masz taką nadzieję. Ktoś coś opowie, pokaże Ci inną perspektywę. Kij z tym. Są rzeczy, których się nie spodziewasz. Ja na przykład nie spodziewałem się, że mogę płakać w takich okolicznościach. I choć fizycznie ostatecznie raczej nie uroniłem łzy, która poleciała mi po policzku, to było tego bardzo blisko. I cholera, poruszyło mnie to do łez. Rozmawiając później z dobrą znajomą o tym, ona zasugerowała, że takie osobiste historie to niezły „chwyt” na takich eventach, to chrzanię to. Kobiecie się łamał głos i ja jej uwierzyłem.
Nie to jest jednak najważniejsze. Jej opowieść zmieniła moje spojrzenie. Dodała mi brakujący element układanki. Otworzyła pewną zapadkę w głowie i nie mogę przestać o tym myśleć. Roztrząsam to w głowie raz po raz. Naprawdę nie wiem, kiedy ostatni raz miałem coś takiego. Nie wiem, czy w ogóle miałem.
Będę miał teraz mnóstwo rzeczy do ułożenia na nowo. Być może ta zmiana nie będzie widoczna na zewnątrz. Może nie od razu. Dziś dostałem odpowiedź na najważniejsze w tym wszystkim pytanie. To pytanie to: „Dlaczego?” I nie, nie napiszę tu dlaczego. Muszę je sam sobie zadać jeszcze setki razy. Poszukać odpowiedzi sam w sobie. Upewnić się, że to jest właśnie to.
I wiecie co? To może i brzmi banalnie. I w takiej czy innej formie słyszeliście o tym już tysiące razy. Tak jak ja zresztą. Tylko co z tego, że ja to słyszałem, skoro nic mi to nie mówiło. To takie: musisz znaleźć swojego jednorożca. Tylko co to jest, kurwa, ten jednorożec? I dziś pani Serek opowiedziała mi historię o sobie, swoich doświadczeniach, przeżyciach i emocjach, a ja dzięki temu dowiedziałem się, o czym jest moja fotografia. I teraz, skoro już wiem, skoro zrozumiałem i potrafię to nazwać, to mogę zupełnie świadomie szukać tego w trakcie procesu twórczego.
Ja cięż pierdolę! Tak! Jestem już nie najmłodszy. I odkryłem dziś pryzmat, przez który nieświadomie odmieniam rzeczywistość.
Wiem, piszę trochę sam do siebie i może nie ma to sensu. Zbieram myśli pisząc i nie będę nic poprawiał. To taki strumień niefiltrowanej świadomości. Ale muszę to zrobić. Muszę to z siebie wyrzucić. Muszę to jakoś przetrawić. Muszę się zmierzyć z wyrzuceniem pewnych schematów do kosza. Zrezygnować z pewnej struktury budowanej latami dla podparcia sam nie wiem czego. Muszę to zrobić, bo dziś straciło to sens.
Zostałem wyrwany z pewnego błędnego koła. Trafiony prosto w serce. Płakałem tam na sali w środku, współczując małej dziewczynce, i rozumiałem zdjęcia dorosłej kobiety. Ich symboliczne korzenie. I w tym samym momencie zacząłem odpowiadać sobie na te same pytania. I może to nie oznacza automatycznie końca błądzenia, ale mam wrażenie, że jeśli teraz będę błądził, to ze świadomością dlaczego, a nie po omacku.
Koniec.


















