Łosie, kino, cappuccino.
Canon EOS 200D, EF-S18-55mm f/4-5.6 IS STM
Byliśmy wczoraj w kinie na nowym filmie Spielberga. Nie warto. W senie fajnie z rodziną gdzieś się wybrać. Spotkaliśmy łosia po drodze. Ładny zachód słońca. Dobrze spędzony czas. Ale sam film? Takie 2 godziny wprowadzenia dla końcówki która, może trochę bardziej efektowna, ale nic nie wniosła. Takie wishful thinking Stevena. Wyobraź sobie, że fajnie by było jakby coś się wydarzyło. No i się dzieje. I co? I nic.
Niby film próbuje zahaczać o poważniejsze kwestie jak religia ale wszystko to takie miałkie. Takie sensacje w stylu Paolo Cohelo albo Dan Brown.
No ale zachód był ładny.
















