Rock na Bagnie
Sony ZV-1
W piątek od razu po pracy pojechaliśmy do Grajewa zameldować się do hotelu. A potem do Goniądza na Rock na Bagnie. Fajny kameralny festiwal. Miło spędzony czas ze znajomymi. Dobra muzyka. W sobotę zawinęliśmy się dopiero po koncercie Toy Dolls. Czyli gdzieś koło dwunastej. Może przed. Dzień wcześniej praktycznie nie przespałem nocy bo słabo śpię w nowych miejscach ogólnie ale do tego Anka się kręciła niemiłosiernie. Do domu dotarliśmy więc koło 2 w nocy. W niedzielę mnie odcinało ale zabrałem dzieciaki do kina. Dziś też spałem nieco dłużej. Mimo to uważam, że warto było. Koncerty mają to do siebie, że nawet zespół który na co dzień jest meh może odmienić swoje oblicze na koncercie. Na przykład The Cloverhearts. No nie mam żadnego kawałka na playliście. I nie będę miał. Mimo to jeden z lepszych koncertów jakie widziałem w życiu. Wciągnięcie ludzi do zabawy level max. I wygłupy jeszcze po tym jak oficjalnie zeszli ze sceny w rytm "everybody" backstreetboysów puszczonych w przerwie. Z resztą Casey grająca na dudach była bardzo sexy na żywo. No i ten instrument wniósł pewne ożywienie. Zabiło to nieco monotonny wokal. I to jest czad.
Czasami mam obawy jak oglądam starsze zespoły na scenie. Tak było z the Buzzcoks. Mam wrażenie, że zespół nie dojeżdżał. Za to Dezerter dalej trzyma formę. Tak samo Toy Dolls. Cholera. Znowu w formacie koncertowym jest doskonale.
Tym samym żałuję że nasz Węgorzewski festiwal wyzionął ducha. Fajnie było sobie przypomnieć jak to było. Mimo, że na nieco mniejszą skalę. Choć w również w pięknych okolicznościach przyrody nad Biebrzą.















