7 Październik 2012r.
Jest typowo zwyczajny dzień.
Obstawiam, że to było lato. Słońce przepięknie oświetlało wszystko dookoła. Każdy budynek, każdą ulicę oraz każde drzewo, które tylko mogłem zobaczyć a potrafiłem dostrzec ich na prawdę dużo. Zwłaszcza, że znajdowałem się na czubku jakiegoś znaku drogowego, trzymając się pewnie chudej metalowej rurki i widząc jak ludzie pode mną mkną w różnych kierunkach jak jakaś rzeka. Samochody poruszały się po ulicach jakby nigdy nic i ogólnie wszystko odbywało się tak jak zwykle się odbywa.
Nagle usłyszałem bardzo znajomy głos, którego nie słyszałem już na prawdę kilka długich lat. Był to głos mojej mamy, która kazała mi natychmiast zejść ze znaku, przestać się wydurniać i nie robić wstydu.
Posłuchałem jej i z uśmiechem na twarzy zszedłem do niej. Chwilę przed ześlizgnięciem się ze znaku, zauważyłem jakąś znajomą osobę, która się do mnie zbliżała. Szła powoli chodnikiem w moim kierunku ale nie mogłem rozpoznać kto to dokładnie jest. Wydawało mi się, że była to jakaś dziewczyna. Mimo, że ludzi było wszędzie pełno to jej osoba nietypowo wyróżniała się na tle innych.
Dopiero kiedy znalazłem się na ziemi rozpoznałem okolicę, w której się znajdowałem. Było to skrzyżowanie dróg, które w rzeczywistości znajdowało się jakieś sto metrów od mojego rodzinnego domostwa.
Tuż obok, po mojej prawej stronie znajdował się cmentarz, po lewej sklepy oraz szkoła. Za mną natomiast bank oraz bardzo stary dom, który wybudowano bodajże jeszcze przed drugą wojną światową.
Wszystko było tak realne i rzeczywiste jakbym w ogóle nie spał a faktycznie znajdował się na tym skrzyżowaniu. Tylko obecność mojej mamy stojącej na światłach przy ulicy i spoglądającej na mnie, uświadomiła mi, że to jednak jest sen.
Wyglądała na prawdę ślicznie. Miała falowane blond włosy, które w słońcu mieniły się złotem. Do tego granatową spódnicę w białe kwiatki oraz czarne buty na obcasie, białą torebkę wykonaną ze skóry przewieszoną na prawym ramieniu a także czerwone perłowe kolczyki na uszach.
Wygląda dokładnie tak, jak ją zapamiętałem.
Znowu na mnie krzyknęła bo przegapiliśmy przeze mnie zielone światło. Musieliśmy więc iść na pasy obok, te które znajdowały się po prawej stronie skrzyżowania. Mimo, że mama była widocznie podenerwowana to nie przeszkadzało mi to w ogóle. Nadal uśmiechnięty szedłem za nią i przypatrywałem się jej bo wygląda przepięknie.
Już mieliśmy przechodzić bo zapaliło się zielone światło na sygnalizatorze, kiedy ktoś zaczepił mnie szturchając po żebrach. Odwróciłem się energicznie do tyłu.
Okazało się, że osobą która mnie zaczepiła była * i zrozumiałem, że to właśnie ją widziałem kątem oka kiedy byłem na tamtym znaku.
Przytuliła się do mnie na przywitanie. Ona również wyglądała bardzo uroczo i ładnie. Miała spięte włosy i grzywkę zaczesaną lekko na bok. Ubrana w króciutkie dżinsowe spodenki, czarne trampki, oraz bluzeczkę na ramiączkach w kolorze morskiego błękitu. Uśmiechała się cały czas i spoglądała prosto na mnie. Ja też spoglądałem na nią i było mi na prawdę przyjemnie.
Niestety nagle zaczęła płakać a jej twarz okropnie posmutniała. Dłońmi zaczęła ocierać łzy z policzków a ja nie wiedziałem co się dzieje, nie wiedziałem też co mam robić. Zaczęła mi mówić, że bardzo by chciała to wszystko cofnąć i wrócić do tego kiedy było wszystko dobrze i kiedy była szczęśliwa, kiedy wszyscy byli szczęśliwi. Jej głos był tak załamany, że aż ścisnęło mnie w gardle a łzy powoli napłynęły do oczu.
Zacząłem jej mówić, że niezależnie od tego co zrobi, jakie decyzje podejmie. Dalej będę ją bardzo lubił, szanował, nadal będę ją na swój własny sposób podświadomie bardzo kochał nawet jeśli swoją szansę zmarnowałem już jakiś czas temu to nigdy nie powiedziałem, że mnie dla niej zabraknie. Wtedy mnie pocałowała i kiedy przestała już nie płakała a niewinny uśmiech malował się na jej zarumienionej buzi.
Tymczasem moja mama już dawno temu była po drugiej stronie ulicy. Powiedziała coś do mnie lecz nie potrafiłem w ogóle usłyszeć co to było. Następnie zaczęła iść przed siebie w stronę cmentarza, aż w końcu zniknęła mi z oczu za najbliższym zakrętem.
* znowu się do mnie przytuliła i ani na chwilę nie puszczała mnie ze swojego objęcia. Słyszałem jak chichocze radośnie pod nosem i wtula cały czas twarzą w moją szyję. Następnie znowu mnie pocałowała i powiedziała prosto do ucha, że czuje się szczęśliwa. Uśmiechnąłem się na tą wiadomość i powoli zamknąłem oczy wtulając się w nią jak najczulej potrafiłem.