Regeneracja przednich zacisków
Pamiętacie mój wcześniejszy wpis? No właśnie. Musiałem ogarnąć przednie zaciski trochę wcześniej. Niestety takie doraźne czyszczenie nie rozwiązuje problemu, tylko odwleka go w czasie. Jednak nie ma tego złego, bo obecna sytuacja w kraju i na świecie sprzyja siedzeniu w domu i majsterkowaniu. Dlatego też postanowiłem to wykorzystać i ogarnąć temat lepiej niż w lutym. Poniżej zamieszczam dość obszerną galerię zdjęć z regeneracji zacisków. Zacznijmy od tego, że kupiłem zestawy naprawcze - tłoczki, odpowietrzniki i wszystkie gumki. Dodatkowo zaopatrzyłem się w pastę do tłoczków od ATE, zaciski przewodów oraz wężyk do późniejszego odpowietrzania układu hamulcowego. Tak. Na zdjęciu nie ma zacisków do przewodów.
Zaczynamy standardowo od podniesienia auta. W jedynce jest specjalny punkt pod silnikiem (taki twardy klocek) za który możemy podnieść auto i postawić go na kobyłkach. Po pierwsze dłubanie przy aucie na kobyłkach jest bezpieczniejsze, a po drugie łatwiejsze. Później zabieramy się za odkręcenie i ściągniecie kół. Następnie przechodzimy do demontażu zacisków. Przyda się klucz: 11, 14 oraz 18. Potrzebny będzie również płaski wkrętak oraz torx. I oczywiście zaciski do przewodów elastycznych.
Tutaj doskonale widać dlaczego tłoczek nie pracował tak jak powinien pracować. Nie dość, że sam w sobie tłoczek był zardzewiały, to jeszcze zacisk nie wyglądał najlepiej. Na szczęście była to tylko powierzchowna rdza. No i tak wyglądał tylko zacisk od strony pasażera. Od strony kierowcy był w dużo lepszym stanie. Nie ma to jednak żadnego znaczenia, bo postanowiłem zregenerować oba zaciski.
Poniżej zdemontowany z auta komplet zacisków wraz z jarzmami. Muszę się przyznać, że nawet zabrałem się za ich czyszczenie. Jednak szybko okazało się, że w domowych warunkach nie jest to najlepszy pomysł. Szlifierka z zamontowaną szczotką drucianą nie za bardzo daje sobie radę, dlatego zdecydowałem się oddać całość do piaskowania. Przy okazji należy pamiętać żeby dobrze je zabezpieczyć. We wszystkie gwinty powkręcać śruby i koniecznie zostawić stare tłoczki. Można je wcześniej wyjąć, przeczyścić i przesmarować - żeby później łatwiej można było je wyciągnąć.
Czekając na wypiaskowanie zacisków zabrałem się za czyszczenie reszty gratów. Wyczyściłem wszystkie śruby, prowadnice zacisków, klocki hamulcowe i zwrotnice w miejscach montażu jarzm. Im czyściej, tym to wszystko lepiej będzie działało. I dłużej.
Zaciski wraz z jarzmami zaraz po piaskowaniu. Prawda, że ładnie wyglądają? Pamiętajcie, że po odebraniu zacisków z piaskowania należy je dokładnie wyczyścić, bo pomimo zabezpieczenia zawsze trochę syfu się w nich znajdzie. Z racji terminów niestety nie zdecydowałem się na malowanie proszkowe, tylko pomalowałem je sam. Trochę podkładu, trochę lakieru i można było zabierać się do składania całości.
Tak prezentują się pomalowane i złożone zaciski oraz jarzma. Dodatkowo nie ma większego problemu z założeniem gumki na tłoczek jak to często bywa w innych zaciskach. Jeżeli macie kompresor, to fajnie jest później sprawdzić, czy równo siadła na tłoczku delikatnie go wysuwając.
Na koniec zabrałem się jeszcze za odświeżenie tarcz hamulcowych. Dokładnie wyczyściłem je z nalotu rdzy oraz pyłu z klocków hamulcowych i pomalowałem podkładem. Na ostatnim zdjęciu widać efekt końcowy prac przy zaciskach. Później odpowietrzyłem układ hamulcowy - klasycznie trzeba ogarnąć w dwie osoby - przy okazji dowiadując się, że niebawem będę musiał wymienić płyn. Jak tylko przyjdzie pompka do odpowietrzania układów hamulcowych, to się za to zabiorę.
Regeneracja zacisków zrobiona przy przebiegu 225 397 kilometrów.