Jestem gotowa, żeby to wszystko napisać. Jestem gotowa, żeby tutaj wrócić. Jestem gotowa, śmiała i wolna. Od dłuższego czasu zastanawiałam się jak powinien wyglądać ten wpis. Czy tak prosto i zupełnie beznamiętnie, czy też jak wpis prosto mojego pamiętnika. Jestem znowu skłonna ku temu drugiemu i kiedyś było takie miejsce gdzie prowadziłam bloga i rzeczywiście pisałam bez owijania w bawełnę. Teraz zaś piszę sobie na brudno w Wordzie i czuję się przez to dokładnie tak samo jak wiele lat temu kiedy pisałam proste opowiadania i ciągle zalewałam czymś klawiaturę. Zaczęłam zapisywać od jakiegoś czasu krótkie myśli, zlepki słów. Wszystko rozrzucone w miliardzie notatek w telefonie i fizycznie na kartkach. Pora to wszystko zebrać do kupy, wyrzucić z siebie i zrobić miejsce na nowe... Zazwyczaj ten ‘śmietnik’ myśli trafia tutaj, czyli do małej liczby odbiorców. Wiem do kogo. I wiem dlaczego tutaj jesteś.
Ta emigracja uratowała moje życie. Po niemal całym roku spędzonym za granicą, teraz kiedy spoglądam wstecz.. Wciąż uważam, że to była najlepsza, chociaż bardzo szybko podjęta decyzja. Ten wyjazd uratował moją psychikę i emocjonalność. Oczywiście nie tylko, lecz zawsze kładłam duży nacisk na to by je u siebie badać, przyglądać się im. Tak więc widzę, że wyszło mi to na dobre, pomimo tego, że nie czuję tego czasu jaki upłynął. Mam wrażenie, że moje myśli ‘wyłączyły’ ten licznik czasu dla mojego dobra. By nie szukać dat, nie wracać do wspomnień, nie przeżywać czegoś kolejny raz.
Wychodząc o poranku z domu czuję delikatny zapach chłodnej jesieni. Pomimo tego, że tutaj jeszcze jej nie widać a pogoda nieznacznie się zmienia, to wiem że ona nadchodzi. Czuję jesień całym swoim sercem. A może to dlatego, że urodziłam się jesienią i celebrowanie urodzin wypadało właśnie wtedy. W mojej pamięci mam wiele wspomnień dotyczących urodzin i to z wielu lat. Chyba jedne z prawdziwie najszczęśliwszych wypadły w gimnazjum. Każde kolejne były.. No cóż. Pomimo tego, że spędzane różnie, to przy każdych poczynając od szkoły podstawowej, towarzyszył mi pewien smutek. I wciąż mi towarzyszy. Ten sam. Dokładnie wiem dlaczego, ale nie potrafię tego za cholerę przepracować ani powstrzymać.
Wyjeżdżając za granicę, postanowiłam zrezygnować z wielu zajęć na które wcześniej poświęcałam czas. Po części postanowiłam a po części po prostu musiałam. Dlatego też mam ograniczone pole dla moich zajęć tutaj. Generalnie to dobrze, ponieważ mogę skupić się na mniejszości, na którą postawiłam i doprowadzać moje plany do końca, nie rozpraszając się przy tym zbytnio. Jestem osobą, dla której jest to wskazane jeśli mam doprowadzać do końca cokolwiek, ponieważ mam tendencję do zaczynania wielu rzeczy w tym samym czasie. Tak więc zabrałam się znowu za malowanie drobiazgów farbami akrylowymi oraz zrobiłam sobie kurs malowania akwarelą. I chociaż czuję, że nie nadaję się do tworzenia innych ilustracji niż botaniczne to i tak daję temu szansę. Jestem tak bardzo zżyta z naturą, że w sumie co innego mogłoby znaleźć się na moich akwarelach? Czemu innemu mogłabym poświęcać swoją uwagę? Natura i uważność to małżeństwo idealne.
Czasami tęsknie za starą pracą, zapachem tytoniu, ciągłym hałasem skomplikowanych maszyn. Lecz później przypominam sobie dlaczego to zostawiłam. Czasami tęsknię za ludźmi lecz szybko przestaję, ponieważ wiem że oni nie tęsknią za mną.
Czasami okropnie bronię się przed wspominaniem przeszłości. Lecz gdy bronię się za dnia to przyśni mi się na przekór w nocy. W dodatku bardzo realistycznie. Generalnie nie rozdrabniam się nad tym wszystkim co było, ale jak na ekstremalnie emocjonalną osobę przystało- czasami muszę sama sobie zabić jakiś gwóźdź we wspomnienia. Najlepiej tak, żeby ugodzić nim także moją wrażliwą duszę.
Ta jesień będzie trudnym czasem dla mnie, czuję to. Może pozwolę sobie wpaść w objęcia ulubionego serialu i zakopię się pod kocem. Może zacznę hartowanie ciała w niskich temperaturach. Jesień jest na to idealnym czasem, a moje ciało ewidentnie tego potrzebuje. W tym roku przeżyję część zimy w moim domu rodzinnym. Cieszę się, ponieważ patrząc przez pryzmat niskich temperatur – będzie wiele okazji i moich ulubionych miejsc do odwiedzenia właśnie na morsowanie. Chcę skorzystać z tego sezonu w pełni. Powrót do domu rodzinnego ukoi moje stęsknione serce. Chociaż na co dzień celowo nie myślę o tym-bo tak jest prościej, to gdy zastanowię się nad tym dłużej i wrócę we wspomnieniach do wyjazdu z domu- myślę że lepiej jest nie czuć nic.
Cholernie tęsknię za wypiciem kawy w domu rodzinnym z moją rodziną, która jest mi najbliższa. Tęsknie za bosymi spacerami po ogrodzie mojej babci. Tęsknię za krajobrazem tego miejsca i świętym spokojem jaki zawsze tam znajdowałam.
Tymczasem chowam swoje zapiski z myślami. Wciąż czuję opór by używać w niektórych sprawach mocniejszych słów. Przecież nie chcę nikogo krzywdzić. Bez wzajemności.
Często przed zaśnięciem analizuję dzień, moją osobę i to co czuję. Bardzo często czuję wdzięczność. Zaś ja sama- kolejny raz nie jestem tą samą osobą..