Od najmłodszych lat bałam się mówić o swoim zdaniu. O swojej perspektywie postrzegania. Starałam dopasować się do znajomych, lekceważyłam własne myśli i podążałam za większością. Wydeptaną, bezpieczną ścieżką. Nie winię siebie nawet w najmniejszym stopniu. Broń Boże nie jestem na siebie zła. To w końcu normalna kolej rzeczy. Poszczególne etapy dorastania to nie oszukujmy się ciężki orzech do zgryzienia.
to rzeka, rwąca się do przodu nie bacząc na poległych czy dopiero co topiących się. Albo przez nią przejdziesz i wyjdziesz z doświadczeniami, które nie raz uratują Cię w życiu „dorosłym” albo Cię porwie i na wieki w niej zostaniesz. Lub co gorsza, ockniesz się po kilku latach i zapytasz sam siebie „co ja tu jeszcze robię?”.
Dorastanie na dobrą sprawę nie jest takie złe. Trzeba umieć słuchać, nie trzeba dużo mówić- wręcz powiedziałabym, że nawet nie jest to wskazane. Słuchać, przetwarzać, oceniać. Dzięki tym prostym czynnościom jesteśmy w stanie rozróżnić dobro od zła.
W końcu człowiek rodzi się niewinną, dobrą istotą.
Nie potrzebna do tego jest religia czy inne nauki.
Każdy człowiek jest dobry!
I zawsze będę w to głęboko wierzyć pomimo tego, z iloma okrutnymi działaniami człowieka się spotkałam.
Ale czymże byłoby życie, gdybyśmy patrzeli tylko na brzydkie, rażące aspekty.
Można się zapierać;
„O przepraszam, ja nie jestem optymistą tylko REALISTĄ!”
Czym tak właściwie jest realizm?
Osobistym punktem widzenia świata.
Tak więc bardzo łatwo wpaść w egoizm.
Dopiero w liceum zaczęłam dumnie mówić swoje zdanie.
Jakże szybko zaprzestałam.
Nie tyle co nie zostałam zrozumiana. Nie.
Gdyby tak było machnęłabym ręką.
Niezrozumienie w moim przypadku wiązało się z szyderczością i osądzaniem mojej osoby.
„Bo [ona] jest taka sztywna”
„Bo [ona] nie wie że żartowaliśmy”
„Bo [ona] zbyt poważnie podchodzi do każdego tematu”
Dlaczego? Bo starałam się wyciągnąć coś konkretniejszego z [waszych] wypowiedzi niż puste słowa i głupie żarty?
Teraz wiem, że nawet liceum jest miejscem w którym trzeba milczeć i się uśmiechać. Nawet nauczyciele to uświadamiają uczniom, którzy myślą, że to z nimi jest coś nie tak.
Napisałam kiedyś rozprawkę, która odnosiła się do miłości; miłość siła twórcza czy destrukcyjna?
Wiedziałam jakie jest moje zdanie i bez zastanowienia zaczęłam argumentować dlaczego miłość jest siłą twórczą.
Nauczycielka nie zaznaczyła mi na czerwono żadnego z trzech argumentów jakoby miały być złe tylko podkreśliła ostateczną tezę głoszącą: „Zatem tak, miłość na podstawie powyższych argumentów jest siłą twórczą […]” i podpisała: „BZDURA!”.
Było to niezgodne z jej schematem myślenia, było to niezgodne z kluczem maturalnym. Było to niezgodne z systemem. Ale.. chwila. Że co?
To edukacja tak w sumie nie rozwija? Tylko wpaja powszechne zasady? Czyjąś perspektywę. Tak.
Na dobrą sprawę nie jest to tak złe jak wygląda.
Dopiero wykażemy się siłą osobowości i inteligencją kiedy z pełną świadomością będziemy brnęli po swoje. W ciszy działać i w ciszy celebrować.
Czy ktoś nas lubi czy nie lubi? Nie jesteśmy jedzeniem, nie musimy nikomu smakować.
Gusta są różne, na świecie jest blisko 8 miliardów ludzi. 8 miliardów osobowości, poglądów, charakterów.
Trzeba mieć świadomość, że ludzie są różni, każdy patrzy na świat inaczej, nie można nikogo osądzać czy oczerniać za to, że jego zasób wiedzy różni się od naszego. Możemy się tylko wzajemnie edukować. Słuchać.
Całe życie uważnie słuchać.
„Nie zaczynamy zdania od „A więc”!”
A więc… tak to mniej więcej wygląda.
Pozdrawiam moją polonistkę z liceum. Swoją drogą bardzo mądrą kobietę, lecz zaprogramowaną przez system przez co nic od siebie nie wniosła do mojego życia oprócz doskonale wypracowanego klucza maturalnego.