Jesteśmy z Librą na spacerze. Ku nam biegnie mały chłopiec, wyprzedza i pokracznie biegnie dalej. Najprawdopodobniej jego mama czeka z wózkiem pod blokiem, a obok idą dwie uśmiechnięte starsze panie.
Jedna z nich mówi:
- Wracaj do mamy, bo pani cię zabierze.
- Jest to kusząca propozycja, nie powiem. Ładny, sympatyczny, muszę to przemyśleć. Libra, zabieramy chłopczyka do domu?
Potem z uśmiechami żegnam się z Paniami, chłopiec gna z powrotem i na koniec pada na pupę. Wyrywa mi się: upsa pupa!
I zwracam się do jego, najprawdopodobniej, mamy, która głaszcze Librę i się uśmiecha.
- Miałyśmy go Pani zabrać, ale w ostateczności zrezygnowałyśmy z pomysłu i zostawimy go Pani. Chociaż korciło. Taki miły i ładny.
- Tak, tak, tylko często też budzi w nocy i robi powodzie w domu.
- U nas ciągle coś się psuje, brakuje tylko powodzi, byłoby 'ideolo'.
Pani się śmieje i w tak miłej atmosferze się rozchodzimy.
A już niedługo początek zimowego semestru we Wrocławskim Centrum Twórczości Dziecka. 😉