Wołowy antrykot, sałata rzymska, kozi ser i nasiona granatu z miodowym winegretem
Wtorek. Po lekkim roztopie ściska mróz. Pod nogami lód, a na nim śnieg.
W pracy kupuję pięciolitrowy sok jabłkowy “spod lady” dla córki - bo z własnego sadu, ekologiczny, zdrowy - i tuż po 17.00 biegnę w okolice Dworca Centralnego po odbiór zamówionej przesyłki. Zachodzę do Złotych po zakupy spożywcze, bo blisko. Wychodzę w tramwaju objuczona dwiema pełnymi siatami, zahaczam o piekarnię, a potem jeszcze o Rossmanna, bo kocia kuweta błaga o świeży żwirek.
Krokiem gejszy drobię w stronę domu. Byle się nie przewrócić! Muszę uważać na kolano i zerwane kilka lat temu więzadło krzyżowe. Już miesiąc temu przy okazji gołoledzi złapałam zająca i dostałam od niego w prezencie dwa czarne siniaki na kolanach. Wystarczy.
Byle tylko pokonać te fatalne ośnieżone schody między Dworkową, a Morskim Okiem. Byle przejść kawałek niebezpiecznie lśniącego chodnika, uff! udało się! Zero piasku, czy soli. Jeszcze przekroczyć ulicę. Nagle zaczynam jechać na obcasach wychylając się do tyłu, jak Katarina Witt na swych srebrnych łyżwach. To mógłby być piękny flip, brakuje mi tylko piór i cekinów do pełnego efektu. Nie, jednak nie leżę! Dzięki ciężarowi siatek odruchowo wypchniętych do przodu udaje mi się wrócić do pionu. Serce łomoce, a ja drepczę dalej, gadając do siebie pod nosem. W wyobraźni piszę post na Facebooku o stanie osiedlowych chodników...
Już tylko kilka metrów dzieli mnie od wejścia na klatkę schodową, prawie sukces, już gratuluję sobie zwinności i sprytu. I w tej właśnie sekundzie leżę jak długa! Siatki rozjeżdżają się każda w inna stronę. Zbieram się i zbieram torby. W myślach szacuję straty: sok w plastykowym worku pewnie już rozlewa się po chodniku, labneh w niezbyt dobrze zamkniętym pudełku rozbryźnięty po wszystkich produktach, rozsypane oliwki, butla oliwy z oliwek rozbita w drobny mak itd. Młoda kobieta podbiega z pomocą pytając, czy wszystko w porządku. Jej chłopak stoi obok. Nie pamiętam twarzy dziewczyny, tylko pomocne szczupłe dłonie i długie czerwone paznokcie. Dziękuję Bogu za całe kolana i za dobrą dziewczynę w kapturze.
Wchodzę do domu, jak gdyby nigdy nic, rozpakowuję - prawie nienaruszone - zakupy i zabieram się za przygotowanie sałatki. Jest już ciemno, zdjęcia wychodzą średnio.
Składniki:
300 g stek z antrykotu wołowego 1/2 sałaty rzymskiej nasiona z połowy owocu granatu 150 g koziej roladki pleśniowej (u mnie Chavroux)
Marynata do steku 3 łyżki oliwy z oliwek e.v. 3 łyżki ciemnego sosu sojowego łyżeczka ostrej musztardy 50 ml whiskey czarny pieprz do smaku
Miodowy winegret łyżeczka musztardy Dijon łyżeczka miodu 2 łyżki soku z cytryny 6 łyżek oliwy z oliwek e.v. sól i czarny pieprz do smaku
Wykonanie:
Słowo wstępu. Antrykot z francuskiego entrecôte (międzyżebrze) to długi mięsień, który biegnie wzdłuż kręgosłupa przyrastając do kręgów piersiowych, a od dołu do żeber. Dlaczego stek z antrykotu? Ponieważ zawiera fragment tłuszczu, który sprawia, że jest soczysty i delikatny.
Przed smażeniem zamarynować mięso w przygotowanej mieszance. Naczynie okleić folią spożywczą i wstawić na kilka godzin do lodówki. Wyjąć minimum pół godziny przed smażeniem, aby uzyskało temperaturę pokojową.
W tym czasie opłukać i osuszyć liście sałaty, wyłuskać nasiona granatu i pokroić ser w plasterki. Wymieszać dokładnie wszystkie składniki winegretu, zaczynając od musztardy i miodu, a kończąc na oliwie.
Patelnię o grubym dnie bardzo dobrze rozgrzać i wrzucić na nią kawałek tłuszczu. Do steków używam najczęściej masła klarowanego, bo nadaje mięsu świetny smak, a jednocześnie nie pali się tak szybko, jak zwykłe masło. Dobrze sprawdzi się też olej rzepakowy. Oliwa z oliwek nie jest najlepszym rozwiązaniem, ponieważ ma niską temperaturę palenia.
Mięso położyć na patelni, docisnąć szeroką szpatułką i przytrzymać chwilę. Aby uzyskać średnio wysmażony stek smażyć ok. cztery do pięciu minut z jednej strony (czas smażenia zawsze zależy od masy mięsa i jego grubości) i przewrócić na drugą. Smażyć kolejne cztery minuty i zdjąć z patelni. Przełożyć do folii aluminiowej, posolić z obu stron i zawinąć. Po kilku minutach rozwinąć i pokroić w cienkie plasterki.
Na talerzach rozłożyć sałatę, plastry mięsa i sera, obsypać nasionami granatu i polać winegretem. Nie pomijać białego pieczywa, w które wciera się mieszaninę mięsnego sosu z winegretem. Ta końcówka posiłku wieńczy całość.













