Dzień dobry, ja słowa te splotę, tak samo jak tamtej jesieni, bo jeśli milczenie jest złotem, to język mój srebrem się mieni.
I nie mam już ciszy dla obaw, co wzeszły we mnie na wiosnę - choć mogę przerastać Cię w słowach, do serca Ci już nie dorosnę.
Bo jeśli jestem Twym słońcem, to tylko tym nikłym, grudniowym. Wygasam jeszcze przed końcem, oświetlam Ci dzień do połowy.
A jeśli już jestem Ci niebem, to tym w odcieniach szarości. Twój spokój zachmurzam gniewem, przenikam chłodem do kości.
I choć mój duch w niepogodzie, to wciąż się nadzieją oplata, że nawet po serca zachodzie przeczekasz ze mną do lata.
(Wiersz nawiązuje do mojego innego utworu, stąd wers “tak samo jak tamtej jesieni”)
[chabrowanie; 21/1/19]











