Piątek
Kiepsko spałam. Wstawałam na siku, ale nawet nie patrzyłam, która była godzina i ogólnie taki tryb „czuwania”. Z resztą ciężko się śpi na wpół-siedząco, a tak musiałam, żeby móc oddychać przez nos.
On nawet się przytulał jak się obudził. Ale oczywiście się nie przywitał. I to ja zapytałam jak się czuje itp. Podobno dziś już lepiej.
Jak wszedł do garażu zbierając się z psami zobaczył rozjebane kartony i coś powiedział, że moja konstrukcja się rozsypała.
Rzeczywiście, leżało tam składowisko kartonów, głównie w których przywoził uszy dla psów. Zwykle większość kartonów w których dostaję różne paczki biorę na strych, żeby wykorzystać u siebie w firmie, ale te w których On przywozi uszy najczęściej nie mają zamknięcia no i są brudne, więc zbieram je tam, z myślą że albo je upchnę do worka na papier jak będę miała miejsce w śmieciach, albo że On kiedyś, jak będzie miał czas, potarga je i wywiezie. Bo nawet Mu się to kiedyś, z własnej inicjatywy, zdarzyło, więc uznałam, że może chociaż to będzie Jego chyba jedynym zadaniem w tym domu.
Ale rzeczywiście, ja wczoraj na tą stertę dołożyłam kolejny karton, więc pomyślałam, że to faktycznie moja wina. Jak wyszedł ja jeszcze leżałam z telefonem. Zobaczyłam wiadomość od niegdyś najlepszej ziomalki z pracy, tej co jest teraz w ciąży, żebym dawała znać jak będą te wyniki i że trzyma kciuki. Milusio. On w ogóle nie poruszył tematu ani nic nie zapytał od czasu badania. Za chwilę patrzę, a tam wiadomość ok. 22 wczoraj od lekarki -
Jest. Ogniskowo łagodna dysplazja.
Aha. Ale co to właściwie znaczy? Brzmi, jakby nie wymagało jeszcze usunięcia. Także pewnie „jeździć, obserwować”. Ale odpisałam jej, czy prześle mi jakiś dokument z tymi wynikami czy tyle tylko mam powiedzieć mojej Pani doktor? Eeeeeh, dramat z tymi lekarzami. A to prywatnie za kupę pieniędzy…
Jak wstałam przygotować jedzenie psom, te kartony oczywiście leżały rozpierdolone po całym garażu, tak jak je zastał. Oczywiście nawet ich nie dotknął. A okazało się, że rozjebały się przez niego, bo z nieznanych mi przyczyn, wepchnął za nie opakowanie z karmy, które ją zaczęło się odkształcać to je wypchnęło. Co w ogóle trzeba mieć w głowie, żeby tak zrobić zamiast zwyczajnie wyrzucić śmiecia do śmietnika, który stoi dosłownie obok?
Nie wytrzymałam i powiedziałam Mu o tym. Wyskoczył na mnie z jakimiś pretensjami, że On nie zna i nigdy nie pozna zasad (w sensie segregowania śmieci; kurwa to niech wyrzuci do zmieszanych do chuja) i że u Niego te kartony dawno byłyby wyjebane. Aha. Powiedziałam Mu tylko, że nie wiem czy zdaje sobie sprawę, ale ja potargać tych kartonów nie jestem w stanie, podobnie jak myśleć i widzieć wszystkiego. No, ale przecież chyba mieszka w hotelu. Chyba czas zacząć mi płacić.
Przeszkadza mi rozpierdol, więc poszłam ułożyć na kupę te kartony. I oczywiście zapalić z nerwów, znów jeszcze przed śniadaniem. Jak skończyłam zobaczyłam, że je jogurt, jak specjalnie kupiłam Mu wczoraj chleb. No, ale stwierdził, że już ma ochotę tak dobrze zacząć dzień. Więc skomentowałam też, że dobrze zaczęty dzień jest od przywitania. To zawołał mnie na „zaległego” buziaka, ale powiedziałam Mu, że już się nie liczy i że przywitanie jest pierwszą interakcją. No i oczywiście ja sobie musiałam przyjść po tego buziaka, bo On nigdy nie podejdzie, sam się nie zbliży, nie nachyli itp.
Wiem, że już trochę przesadzałam, ale byłam wkurwiona ogółem sytuacji i szczerze to naprawdę myślę że to ostatnie momenty mojego przejmowania się i zaangażowania w to wszystko. Chociaż potem już zaczął oglądać YT i było normalnie. Tylko przed wyjściem koło 11 powiedziałam mu jeszcze o tych kartonach, że właśnie przez cały czas myślałam, że to Jego zadanie i że to zrobi jak będzie miał czas i zapytałam czy mogę na to liczyć to powiedział, że tak. Chociaż oczywiście wywiązała się wokół tego też jakaś z dupy dyskusja, bo powiedziałam, że „jak będzie miał czas i ochotę”, a on że po co tyle tych słów i że jakby miał czekać z rzeczami, które musi zrobić na ochotę to coś tam, bla bla, więc ja Mu powiedziałam, że przecież np. Odkurzać czy kroić kiełbasę lubi i go to uspokaja to myślałam, że targanie kartonów jest podobnym procederem.
Nie wiem co mi się dzieje. Nie jestem przed okresem, ani nic, ale zaczyna mi już brakować sił na to wszystko. Naprawdę tak trudno otworzyć oczy i coś samemu czasami zrobić?
Nie chciałam o tym pisać, ale żebyście mieli dokładny pogląd na sytuację… zapytałam Go wczoraj wieczorem, czy dalej nie mogę sobie wrzucić zdjęcia z Nim nigdzie, bo w sumie wszystkie ładne zdjęcia, które mam, mam z Nim.
My nie obserwujemy się na insta ani nie mamy w znajomych na fejsie, a On nigdzie nic nie wrzuca. Kiedyś na początku powiedział mi, że ma insta, żeby sprawdzać co Młody wrzuca, ale dobrze wiem, że obserwuje tam jakieś „modelki”, a jak wysyła mi jakieś screeny to wiecznie ma powiadomienia stamtąd. Ale już przestałam się Ty przejmować. Jakiś czas temu nawet Go zablokowałam, żeby mi się nie wyświetlał w propozycjach i żeby mnie nie kusiło sprawdzanie tego.
No i oczywiście dowiedziałam się, że nie. Bo powiedział, że wystarczy że Go ktoś rozpozna, zdobędą mój numer i sprawdzą logowania to będzie wiadomo, gdzie mieszkamy, a On bardzo dba o bezpieczeństwo. I dlatego, że nikt nie wie o tym domu czuje się tu dobrze i bezpiecznie. Nie miałam ochoty dyskutować na ten temat.
Minęło może 30minut odkąd wyszedł, jak zadzwonił wkurwiony, że dzwonili do niego z ponagleniem zapłaty za prąd w garażu. No i to moja wina, bo kazał mi wypełnić dokumenty o ten prąd i zaznaczyłam Mu zgodę, że ma dostawać faktury na Mój Tauron. A On nawet nie wiedział, że już ma coś do zapłaty. Pomijając, że rozmawialiśmy już na ten temat, że nie wiadomo jak będzie dostawał faktury i że poczekamy, zobaczymy. Sam oczywiście nawet nie przeczytał tego dokumentu, a ja też specjalnie nie zagłębiałam się w te zgody, bo dla mnie to naturalne, że mam wszystko online. Ale On by chciał, żeby Mu przysyłali pocztą. A teraz nie może tego cofnąć i się tam awanturował. Whatever, zrobiłam Mu szybko konto na tym Tauronie i przesłałam dane do przelewu i kwoty to już zadzwonił spokojny i opowiadał śmiejąc się że gadał już z kilkoma osobami z tego Taurona i się awanturował, bo inna sprawa, że Mu prognozy na garaż ponad 200zł wystawili i to nie mając żadnych wcześniejszych danych, bo dopiero kupił ten garaż.
Śniadanie zjadłam dopiero ok. 12 i wtedy też wzięłam leki. Czułam się już znacznie lepiej niż wczoraj. Dalej słabo i zatoki zatkane, ale już nie bolało mnie wszystko, więc większość dnia przesiedziałam przed kompem.
On w miarę regularnie dzwonił i dawał znać co tam, ale koło 17, kiedy myślałam, że już będzie jechał okazało się że będzie za jakąś 1-2h. Przez tą chorobę nawet nie pamiętam kiedy grał na konsoli i myślałam, że to nastąpi dzisiaj, ale jednak za późno miał być a chcieliśmy popatrzeć na tą śmieszną galę Fame The Freak. Nawet byłam ciekawa walki Natana z Ciosem na Denisa i Jozefa z Tazzym. Bo Najman - Olejnik to był jakiś żart. W ogóle śmieszna była ta gala. Chociaż tym razem wyjątkowo nie oglądałam żadnych konferencji itp., nie miałam czasu.
Zanim przyjechał weszłam jeszcze na laptopa firmowego i poprawiłam jedną rzecz o którą pilnie prosili. Dodatkowo opublikowałam też jedną rzec, którą w sumie miałam przygotowaną, bo nie pamiętałam czy jest potrzebna na wtorek czy może jednak poniedziałek. Ale i tak będę musiała to jeszcze dopracować.
Lekarka wysłała mi na maila wyniki tych badań, z notatką, że
zgodnie z rozmową (taaa, ciekawe) kontrola za 6 miesięcy.
Więc niby spoko. Jemu nic nie mówię, bo dalej nic nie rozmawialiśmy na ten temat i nie pyta.
Jak przyjechał posiedzieliśmy chwilę przed YT a po walkach dostępnych za free, po spacerze jak się już ogarnęliśmy dalej oglądaliśmy już w łóżku. Chciał żebym Mu zrobiła thera flu o którym oczywiście zapomniał i poszedł się położyć, więc Mu przypomniałam mówiąc że nie przyniosę Mu go do łóżka, bo myślałam że sobie wypijemy siedząc razem jak poprzednie dni. W końcu między walkami się to udało, ale i tak siedział wtedy na telefonie.
Jak skończył wstał i zdrapał wreszcie zdrapkę, którą między innymi Mu dałam na dzień chłopaka. „40 wspólnych randek” - do zdrapywania są pomysły na wspólne spędzanie czasu. Uznałam, że idzie zima, może będzie więcej czasu, może spoko sprawa. Może czasami uda się coś z tego zrobić. Wymyśliłam, żeby drapać co niedzielę i dawać sobie tydzień na realizację. Dostał to w poniedziałek, a że byliśmy chorzy to pomyślałam, że może niech zdrapie i damy sobie czas do kolejnej niedzieli. I prosiłam Go o to od kilku dni. No, ale zdrapal, nawet nic nie powiedział, zostawił to na biurku i poszedł do łóżka.
Domowe SPA
W sumie całkiem spoko. No, ale nie będę się upominać, żeby może coś z tym kierunku zrobić. Przecież to ma być wspólna frajda, a On nawet nie powiedział co tam zdrapał ani nic. Whatever.
Trochę rzuca mi się na łeb ta choroba, ale może to i dobrze. W końcu chyba zaczynam mieć dość pewnych rzeczy… których przecież wcale nie muszę tolerować.
Bilans:
Neo (papierosy): ⬇️ 10+, już przed śniadaniem, nie liczyłam 👎
Dbanie o siebie: ⬇️ dziś chyba nic specjalnego dla siebie nie zrobiłam 👎
Jedzenie: ⬆️ niechętnie, ale 3xcatering + podjadanie 👌
Związek: ⬇️ jakoś ostatnio gorzej, chociaż może tylko mi się wydaje przez kiepskie samopoczucie 👍
Choroba: ⬆️ są wyniki, jeszcze nie jest to nowotwór, kontrola za pół roku, więc nie ma dramatu 👍
Praca: ↔️ nie pracowałam, poza tym ze pilnowałam komunikatora firmowego i poprawiłam coś o co prosili + przygotowałam szybko jedną rzecz która była planowała szerzej na poniedziałek/wtorek, ale i tak będę musiała to jeszcze dopracować 👍
Inne obowiązki: ⬇️ opierdaling, bez załamki ze względu na stan zdrowia 👍
Samopoczucie: ⬇️ jakoś tak raczej kiepsko 👎












