On nic dla mnie nie znaczył. Był jak cień, który podąża za człowiekiem, ale nie ma mocy, aby cokolwiek zdziałać. Był tak mało znaczący, że prawie o nim zapomniałam, bo w sumie nie ma czego wspominać, ale... był. Zostało po nim kilka zdjęć i nikłe wspomnienia.
Był starszym bratem mojej koleżanki. Kiedy odwiedzałyśmy ją z moją przyjaciółką Ebony, on tylko wpatrywał się we mnie, niekiedy nieśmiało się uśmiechał, ale nigdy nic nie mówił, a już zwłaszcza do mnie. To właśnie ona, jego siostra, uświadomiła mi, że mu się podobam. Dla mnie jednak niewiele to znaczyło. Wciąż byłam zakochana w moim Rudzielcu, chociaż mnie nie chciał, chociaż nie mogłam z nim być i w tamtym czasie bardzo rzadko mnie odwiedzał.
Tamten też miał rudawe włosy, ale bez tej intensywności koloru, jakby wypłowiałe i bielszą karnację o fioletowym odcieniu... Nie był facetem dla mnie. Nieśmiały, nierozmowny, nierozumiejący nawet o czym rozmawiamy, nijaki, przesadnie chudy (chociaż ja lubię szczupłych), wyglądający na starszego, niż był w rzeczywistości, prawdopodobnie niemający żadnych doświadczeń z dziewczynami, co ja miałabym z nim robić? O czym rozmawiać? Kiedyś zagrałam z nim w grę na PS1. Dawał mi fory, pozwalał wygrywać. Zupełnie odwrotnie niż mój Rudzielec, który zawsze traktował mnie jak równą sobie, jak kumpelę, nie jak "słabą" kobietę, której należy ustępować, a dzięki temu ja sama stawałam się silniejsza, pewniejsza siebie i swoich umiejętności. Czułam się kimś! Tutaj nie miałam pola do popisu, do starań. Nie miałam czego zdobywać - nawet w grze, a co dopiero w realu... to było nudne.
Sylwestra 2001/2002 spędziłyśmy we trzy: Ja, Ebony i jej koleżanka z innego miasta (moja imienniczka) właśnie u naszej wspólnej koleżanki, siostry tamtego chłopaka. Pamiętam ten dzień. Nie miałam odpowiedniego ubrania na imprezę sylwestrową, więc poszłyśmy przed południem do miasta, na zakupy. Za niewielkie pieniądze kupiłam sobie na wyprzedaży czarną, obcisłą bluzkę na naramkach, które krzyżowały się na plecach. Uznałam, że założę jasne spodnie, chociaż były letnie, bo nie chiałam być ubrana cała na czarno. Pod wieczór wszystkie trzy robiłyśmy sobie makijaż u mnie w łazience, rozmawiając, jak to będzie na zabawie u koleżanki. Chciałyśmy wyglądać czadowo, popisać się przed nią i przed jej znajomymi. Był u niej jej przyjaciel z innego miasta, którego już wcześniej poznałyśmy, tym razem przyjechał ze swoim najlepszym kolegą. Poza tym brat, siostra i kuzynostwo.
Pamiętam, że rozmyślałam w tym dniu o moim ukochanym Rudzielcu, zastanawiałam się co będzie robił, gdzie spędzi sylwestrową noc, czy domyśliłby się, że poszłyśmy do tamtej koleżanki? A może jakimś dziwnym trafem wpadnie tam do nas? (Wiedział, gdzie ona mieszka). Przecież już tyle razy moje myśli i marzenia stawały się rzeczywistością, dlaczego tym razem miałoby się to nie zdarzyć? Miałam nadzieję...
U koleżanki w domu już od progu przywitało nas rozbawione towarzystwo. Zdążyłam wejść do salonu, gdzie stał rozłożony stół zastawiony przekąskami i bardziej treściwym jedzeniem. Wszytko wyglądało pysznie, ale ludzie od razu chcieli się bawić, a pokój z muzyką był na dole... Chłopacy natychmiast nalali mi wódki i namówili do wypicia razem z nimi. Nie zdążyłam nic zjeść! Chlapnęłam z nimi ze dwa, trzy kieliszki i poszliśmy na dół. W pokoju przygotowanym na imprezę przyłączył się do nas zakochany we mnie brat koleżanki. Wziął mnie do tańca. Wódka zaczęła szybko działać: byłam szczupła, ważyłam niecałe 50 kg i od kilku godzin nic nie jadłam. Chociaż muzyka była taneczna albo rockowa, kołysałam się z nim, jak w tańcu - przytulańcu, niezależnie od rytmu i szybkości piosenki. Zaczęłam "odpływać". To nie było dobre... Miałam się bawić, a cały czas myślałam o mojej niedoszłej miłości, tęskniłam! Chyba na złość temu nieśmiałemu i nieciekawemu bratu koleżanki zaczęłam go obmacywać. Również TAM. Czułam się górą! Wiedziałam, że on nic nie zrobi, że mam nad nim władzę i chciałam jej użyć! Ja - domina, on - uległy pod moim dotykiem, tak, jak zakładałam, nie wiedział, co robić, więc nie zrobił kompletnie nic. Było ciemno, nikt nic nie widział. Koleżanki bawiły się razem, koledzy biegali z dołu na górę wypić sobie coś w międzyczasie, a ja z moim nudnym partnerem - niby przytuleni w tańcu, ale każde z nas we własnym świecie myśli i uczuć.
Nie chciałam go, nie podobał mi się, nie był dla mnie wystarczający, nawet na kolegę! Alkohol i złość na cały świat, na to, że nie mogę być z Rudzielcem, na to, że w taki wieczór jest daleko i nie wiem nawet gdzie, że nie mogę z nim chociaż porozmawiać, to wszytsko spowodowało, że musiałam się na kimś wyżyć! A ofiarą był "Bestia". On pewnie sądził, że go lubię, że mi się podoba, że robię to, bo mnie kręci, że może będzie z tego coś więcej... NIE! Było zupełnie na odwrót! Ale nie było mi go żal... i nadal nie jest. Mógł się już wcześniej domyślić, że ktoś taki jak ja nie będzie parą dla kogoś takiego jak on... A jego siostra doskonale wiedziała, kto od dawna jest moją miłością.
Nie pamiętam wiele więcej z tej nocy. Urwał mi się film. Mam tylko szczątkowe wspomnienia, jak ocknęłam się siedząc na krześle w kuchni, a koleżanka poiła mnie gorzką herbatą. Później zabrała mnie na dwór, na śnieg i mróz, aby mnie ocucić, aby alkohol "wywietrzał" mi z głowy. Pamiętam, jak prowadziła mnie pod ramię, ciągając po osiedlowych uliczkach, a ja cały czas powtarzałam, że kocham mojegio Rudzielca i że to mój najlepszy przyjaciel... Prócz tego pamiętam jeszcze moment toastu, o północy, jak pozowałyśmy do zdjęć z Ebony i moją imienniczką. Zdjęcia wyszły bardzo fajnie! Na jednym z nich dziewczynom udło się mnie podnieść!
Na tych fotkach nie ma jednak naszej koleżanki, organizatorki imprezki... Na drugi dzień dowiedziałam się, że dziewczyny posprzeczały się o muzykę i na złość naszej koleżance nie robiły sobie z nią zdjęć.
Zanim wróciłyśmy do mojego domu zdążyłam trochę otrzeźwieć. Szykując się do spania odkryłyśy, że w sąsiednim pokoju, pod stertą kocy i poduszek, po które poszłyśmy śpi... mój siostrzeniec! Skąd on się tam wziął? Przed spaniem rozmawiałyśmy jeszcze jakiś czas. Zwierzyłam się dziewczynom z mojej tajemnicy, o której wiedział chyba tylko Rudzielec.
A czego najbardziej żałuję z tej, nie do końca świadomie przeżytej sylwestowej nocy?
Nie tego, że się upiłam, nie, że obmacywałam niechcianego chłopaka, nie tego, że nie miałam szansy bawić się wspólnie z koleżankami, tylko tego, że nie spróbowałam tych pyszności ze stołu!