"Wielka miłość"
Czerwiec 2002 roku - ciepłe, słoneczne przedpołudnie
Pojechałam do szkoły muzycznej na koncert, który miał się tam odbyć. To była jakaś duża impreza, a mieli na niej występować uczniowie z wymiany. Jechałam z pewną nauczycielką z mojego miasta, aby mieć wygodniejszą podróż i nie tracić pieniędzy na bilet. Na miejscu byłyśmy dużo przed czasem, bo ona miała w tym dniu jeszcze lekcje z uczniami, czy coś innego do załatwienia w szkole. Niespodziewanie spotkałam tam osobę, której nie miałam nadziei spotkać już nigdy - Przemka, który kilka miesięcy wcześniej miał być moim lekarstwem na niespełnioną miłość, na samotność i tęsknotę za Kimś, kto choć często był blisko, równocześnie postawił między nami granicę nie do przejścia...
Z Przemkiem natychmiast zaczęliśmy rozmawiać, a moje szczęście nie miało granic - nie spodziewałam się jednak, że to dopiero początek jednego z najpiękniejszych dni w moim życiu. Szkoda, że obecnie tak słabo to wszystko pamiętam... ten dzień opisałam kiedyś w pamiętniku, ale po czasie spaliłam go - niestety byłam wtedy naiwna i nie sądziłam, że te wspomnienia po latach mogą okazać się bezcenne!
Aby mieć więcej prywatności i aby nikt nam nie przeszkadzał w rozmowie wypożyczylismy salę do ćwiczeń na instrumencie. Oczywiście my nie mieliśmy zamiaru ćwiczyć, ale kto by na to zwracał uwagę! Z resztą w każdej sali stało pianino i Przemek po chwili rozmowy zaczął grać na nim i spiewać różne piosenki. Były to głównie utwory weselne, bo on czasami grywał na takich imprezach dorabiając sobie. W pewnym momencie słowa jednej z piosenek spadły na mnie jak grom z jasnego nieba - zrozumiałam, że odzwierciedlają moje obecne uczucia i ten moment, w krótym znalazło nas to nieoczekiwane spotkanie:
"Czekasz na tę jedną chwilę Serce jak szalone bije Zrozumiałem po co żyję Wiem, że czujesz to co ja Ej, za krótko trwa godzina Niech się chwila ta zatrzyma Moim szczęściem chcę nakarmić Calutki świat - zdziwiony tak"
Ukucnęłam przy nim, wsłuchując się w słowa piosenki, a on spoglądął na mnie co jakiś czas, uśmiechając się i nie miałam już żadnej wątpliwości, że śpiewa to DLA MNIE!
Nie wiem, czy on czuł to samo co ja, miałam nadzieję, że tak. Tyle czasu czekałam na taką chwilę jak ta i, jak w piosence, bardzo chciałam, aby czas się zatrzymał. Byłam wtedy szczęśliwa, jak nigdy wcześniej! Nieczęsto zdarza się, że ktoś śpiewa coś wyłacznie dla Ciebie, jeśli w ogóle. To był jeden z najbardziej romantycznych momentów w moim życiu!
Niestety wszystko co piękne, kiedyś się kończy i do naszej sali zapukała pani woźna, prosząc, abyśmy odstąpili ją nowo przybyłym uczniom z wymiany, którzy mieli przygotowywać się do występu. Przeszlismy tymczasowo do innej sali, ale tamtą też wkrótce trzeba było zwolnić. Szkoła zapełniała się tłumem obcych ludzi, którzy kręcili się po zazwyczaj spokojnych korytarzach, na których ustawione były fotele... My z Przemkiem początkowo planowaliśmy uczestniczyć w tym koncercie - w końcu po to tutaj przyjechaliśmy, ale przeznaczenie postanowiło dać nam więcej czasu - wyłącznie dla nas dwojga. Kiedy nie było już miejsca w żadnej sali, ani nawet na korytarzach, ani w świetlicy, pozostało ostatnie miejsce, które było wybierane przez uczniów tylko w takich właśnie skrajnych przypadkach - nieużywana toaleta na parterze, gdzie ludzie, z braku sal do ćwiczeń czasami grali na instrumentach, albo przebierali się na występy. Nikt się tam nie załatwiał, z resztą toaleta było osobno, a łazienka osobno. W tej łazience stały stare ławki i krzesła - na nich też usiedliśmy, aby kontynuować naszą rozmowę. Usiedliśmy naprzeciwko siebie, siadając okrakiem na krzesłach i opierając przedramiona na ich drewnianych oparciach. Odruchowo chwiciliśmy się za ręce i od tej pory rozmawialiśmy będąc połączeni wzrokiem i dotykiem. To było bardzo romantyczne i niewinne, żadnego pożądania, tylko szczęście i motyle w brzuchu. Przemek zaczął opowiadać mi o sobie, a nie miał w życiu latwo (jak wiekszość moich facetów - to chyba jakaś Karma). Nie mieszkał w domu, chyba miał konflikt z rodzicami. Zamieszkał na plebanii u księdza, a w zamian grywał na organach podczas mszy. W związku z nieustannym przebywaniem w uświęconym miejscu nawrócił się i bardzo ważna była dla niego jego wiara i Bóg. Tak pięknie mi o tym wszystkim opowiadał, że w tamtym czasie sama zaczęłam się nawracać. To wprost niewiarygodne, jak ktoś może zmienić czyjś stosunek do wiary - na dobre, lub na złe - w zależności od swoich poglądów i zachowania. Siedzieliśmy tak w fizycznej i psychicznej bliskości, rozmawiając o sobie, o życiu, o wierze, co jakiś czas ktoś przez przypadek wchodził do łazienki, ale, zajęci sobą nie zwracaliśmy na to uwagi. W międzyczasie pojawiły się nieśmiałe i, z jego strony niezdarne, pocałunki... Cóż za pech - zawsze musiałam uczyć chłopaków całowania się...
Koncert przepadł - nie mogliśmy się od siebie oderwać i zrezygnowaliśmy z niego. Trodno nam było pożegnać się ze sobą, wiedząc, że być może więcej się nie spotkamy, chociaż ja miałam nadzieję, że jednak tak. W drodze na PKS żegnaliśmy się, obiecując sobie kontakt telefoniczny (dostałam od niego numer telefonu na plebanię - telefony komórkowe nie były jeszcze w powszechnym użyciu). W sumie, to na autobus nie zdążyłam! Co teraz robić? Z powrotem do szkoły i odszukać moją nauczycielkę - może jeszcze nie odjechała? Udało się! Ona właśnie stała przy samochodzie. Zabrałam się z nią do domu. Na pytanie "jak koncert?" musiałam powiedzieć prawdę, albo część prawdy - że na nim nie byłam, bo ja nie umiem kłamać i cóż miałabym odpowiedzieć na bardziej sczegółowe pytania?
W domu, od razu poszłam do swojego pokoju i na balkonie, w pamiętniku, opisałam ten cudowny dzień, nazywając Przemka "przyjacielem". To było bardzo dobre określenie. Był dla mnie bardzo ważny i posiadał wszelkie cechy, które są niezmiernie ważne w przyjaźni. Cały wieczór byłam podekscytowana i niezmiernie szczęśliwa, przypominając sobie cały ten wyjątkowy dzień, który rozpoczął się tak zwyczajnie...
Kilka lub kilkanaście dni później zebrałam się na odwagę i zadzwoniłam na tą plebanię. Jednak nasza rozmowa przez telefon w niczym nie przypominala tej na żywo... było niezręcznie i sztywno. Zrozumiałam, że w taki sposób nie da się utrzymać choćby przyjaźni, a co dopiero związku. Odległość zabija początkujące relacje, nie pozwala na ich rozwój i zacieśnienie więzi.
Nie pozostało mi nic innego jak odpuścić...
Ale przeznaczenie, lub raczej pewna osoba planowała zaingerować w moje życie, którte pzrez to zmieniło się na kilka ładnych lat...
"Wielka miłość nie wybiera Czy jej chcemy - nie pyta nas wcale Wielka miłość, wielka siła Zostajemy jej wierni na zawsze"










