
seen from Philippines

seen from Switzerland

seen from China
seen from Russia
seen from China
seen from China
seen from United States
seen from United Kingdom
seen from United States
seen from United States
seen from China
seen from China

seen from Armenia

seen from United States

seen from United States
seen from United States
seen from China
seen from Yemen
seen from United Kingdom

seen from France

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
Nie wszystko jest takie, na jakie wygląda…
Ludzie zazwyczaj nie zdają sobie sprawy, jak ważna jest rozmowa.
Czasami błędnie tłumaczymy sobie czyjeś zachowanie, w związku z czym stresujemy się niepotrzebnie, oceniamy pochopnie, zamartwiamy się na próżno, wycofujemy z relacji za szybko, albo narzucamy się za bardzo. A przecież wystarczy zapytać, a niekiedy po prostu dobrze zrozumieć, co ktoś miał na myśli.
Często wyciągamy wnioski na podstawie zdjęć w mediach społecznościowych, uśmiechu, lub jego braku, milczenia lub na odczepnego rzuconych słów, a to wszystko może nie mieć żadnego znaczenia.
W czasach, kiedy myślałam, że moja dawna przyjaciółka Ebony nadal jest na mnie śmiertelnie obrażona i nie chce mieć ze mną nic wspólnego, znalazłam jej profil na FB. To był rok 2010. Mało kto w Polsce miał wtedy Facebooka (nadal królowała Nasza Klasa) i niewielu znajomych mogłam odnaleźć, wpisywałam więc wszystkich, którzy przyszli mi do głowy. Odnalazłam też naszą wspólną koleżankę, u której spędziłyśmy pamiętną dla mnie noc Sylwestrową 2001 roku. Jakież było moje zdziwienie, kiedy odkryłam na jej profilu zdjęcia z weselnego obiadu Ebony! Na fotkach, które wstawiła były wyłącznie jej dzieci, ale widziałam w tle rodziców Ebony, a komentarze pod zdjęciami nie pozostawiały żadnych wątpliwości, że był to dzień Jej ślubu. Pozułam się dziwnie. Nie wiedziałam, że Ebony wyszła za mąż i żałowałam, że przez niewyjaśnione sprawy z przeszłości nie miałam nawet szansy być na jej ślubie. Jedyna dziewczyna, którą naprawdę pokochałam jako przyjaciółkę, a ona prawdopodobnie nie chce mnie więcej znać. Za to ponownie skumała się z ze swoją dawną koleżanką. Dlaczego to nie mogłam być ja?
To nie była zazdrość. Raczej smutek i rozczarowanie życiem, bo do tej pory, nawet po tylu latach bez jakiegokolwiek kontaktu z Ebony odczuwałam strach i obawę, że mogłaby mnie odrzucić, gdybym pierwsza się odezwała. Wtedy jeszcze nie miałam na to odwagi. Mimo to poczułam ukłucie. Tamta koleżanka pewnie cały czas miała z nią kontakt i to nie byle jaki, skoro była na weselnym obiedzie. Tak wtedy myślałam.
Nie wszystko jest jednak takie, na jakie wygląda i nie należy wyciągać wniosków, nie znając faktów. Dopiero w zeszłym roku, podczas wizyty Ebony u mnie w domu i przypadkowej rozmowy o jej weselu okazało się, że wspomniana koleżanka SAMA SIĘ TAM WPROSIŁA! Dowiedziała się od kogoś znajomego w której restauracji miał odbyć się uroczysty obiad tylko dla najbliższej rodziny i poszła tam z prezentem, bez żadengo zaproszenia! Nie wypadało jej wyprosić, skoro przyszła, więc została. Kto by się tego spodziewał! A ja przez te wszystkie lata byłam pewna, że dziewczyny były wtedy ze sobą na tyle blisko, że nasza dawna koleżanka została zaproszona na ślub i wesele Ebony!
To tylko jeden z przykladów, jak bardzo można się pomylić wyciągając wnioski na podstawie poszlak, a na pewno mogłabym podać ich o wiele więcej. Dlatego tak ważne są szczere rozmowy, zadawanie pytań i uważne słuchanie odpowiedzi, ponadto zwracanie uwagi na język ciała, bo ktoś może udawać, że wszystko jest dobrze, gdy w rzeczywistości jest naprawdę źle.
W ten sam sposób można też pomylić się co do oceny relacji między ludźmi. Na przykład dwie osoby, które bardzo dobrze się rozumieją mogą mieć swój unikalny język komunikacji, dziwne powiedzonka, stosować ironiczne komentarze, które tylko oni rozumieją, a postronne osoby mogą to odebrać dosłownie i stwierdzić, że to jakaś "patologia". Sama się o tym przekonałam, niestety. W druga stronę para w toksycznej relacji może przy ludziach udawać idealne małżeństwo, a na osobności skakać sobie do gardeł.
Rozmawiajmy więc, jeśli tylko jest to możliwe, a unikniemy niedomówień, pytajmy, zamiast się domyślać, patrzmy sobie w oczy, obserwujmy i nie dajmy się zwodzić statusom i zdjęciom, bo one najczęściej są tylko na pokaz.
Sylwestrowa Noc!
To był prawdopodobnie Sylwester roku 1997/1998.
Moi rodzice, jak co roku pojechali na imieniny. Mieli wrócić przed północą, abym nie była sama i nie czuła się samotna witając Nowy Rok. Ja nie chciałam tam jechać - co to za rozrywka siedzieć ze starszymi przy stole w noc sylwestrową i to jeszcze na wiosce, gdzie o północy nawet nie słychać petard i nie ma czego oglądać. Kiedy byłam młodsza to jeździłam, nie mogli przecież zostawić dziecka samego, ale później już nie musiałam.
Postanowiłam słuchać muzyki na cały regulator - w końcu nikogo nie było w domu. Mając cztery głośniki w czterech rogach pokoju stereo było niesamowite! Stałam w ciemnym pokoju, w otwartym oknie, grzejąc się o kaloryfer pod parapetem i patrzyłam na nocny, zimowy krajobraz, gdzie co jakiś czas ktoś puszczał petardy. W pewnym momencie usłyszałam hałas - co to mogło być? Wyłączyłam magnetofon i rozejrzałam się po pokoju - niby nic się nie stało - a jednak coś się wydarzyło... Z powodu drgań od głośnej muzyki spadł z półki głośnik.
Nagle - dzwonek do drzwi! Kto to może być? Poszłam otworzyć i ujrzałam CIEBIE! To był jeden z nielicznych momentów, kiedy ucieszyłam się z Twojej wizyty. Pomimo romantycznej atmosfery trochę było mi nieswojo, że w taki wieczór jestem w domu sama... Mój chłopak "W" pojechał na imprezę do kolegi do innej miejscowości, a ja byłam za młoda, bym mogła jechać z nim. Ty za to skorzystałeś z okazji, że go mnie ma, aby móc ten wyjątkowy wieczór spędzić ze mną... sam na sam. Szkoda, że nigdy nie odważyłeś się powiedzieć mi tak NA SERIO, co do mnie czujesz. Mówisz, że bym Cię wyśmiała - to nieprawda! Nigdy nie lekceważyłam cudzych uczuć - jeśli bym Cię wtedy odrzuciła, to na pewno nie z pogardy i z pewnością spojrzałabym na Ciebie bardziej przychylnym okiem, może nawet prędzej zrozumiałabym, kim zawsze starałeś się dla mnie być - cichym przyjacielem. Zawsze mogłam Ci wszystko powiedzieć, a Ty nigdy mnie nie oceniałeś i niczego nie komentowałeś - starałeś się mnie rozumieć. I chyba byłeś pierwszą osobą, której powiedziałam o tym, że mam już za sobą mój "pierwszy raz"! Szkoda, że Ty mi nie powiedziałeś, kiedy u Ciebie TO się wydarzyło, to by wiele zmieniło w moim późniejszym podejściu do Ciebie...
Więc przyszedłeś do mnie z nadzieją spędzenia wspólnie tego wyjątkowego wieczoru. Kiedy weszliśmy na górę i stanęliśmy oboje w otwartym oknie, od razu zaproponowałeś, abyśmy słuchali muzyki na przemian: jedna strona kasety - moja, jedna strona - twoja. Miałeś ze sobą nową kasetę swojej ulubionej piosenkarki - Blumchen. Zgodziłam się. Postawiliśmy głośnik na swoje miejsce i włączyliśmy magnetofon. Jakiś czas słuchaliśmy muzyki patrząc razem przez otwarte okno. Na pewno dla Ciebie było to bardzo ważne, że mogłeś być tak blisko mnie, a ja Ci na to pozwalałam. Po jakimś czasie stwierdziłam, że trzeba zajrzeć i być może dołożyć do pieca. Poszliśmy razem do piwnicy. Dosypałam szuflę węgla. W międzyczasie przypomniałam sobie, że stoi tam piwo bezalkoholowe, które moja mama kupiła przez pomyłkę. Zabrałam to piwo dla Ciebie (ja wtedy nie lubiłam piwa - było dla mnie za gorzkie) i poszliśmy do salonu. Nie wiem, czy chciałam zabrać stamtąd jakieś słodycze, ale znalazłam pod stołem naszgo psa - kompletnie przerażonego hukiem petard, chociaż do północy było jeszcze kilka godzin. Próbowałam go uspokoić, ale nic nie mogłam zrobić. Olbrzymi pies uciekł do łazienki, do której nigdy nie wchodził i wskoczył do wanny - której bał się śmiertelnie, bo nienawidził kąpieli! Wszędzie, nawet tam słychać było wystrzały... zostawiliśmy go w tej wannie, bo nie było możliwości uspokojenia go.
Dom pogrążony był w nikłym świetle lampek choinkowych. U mnie w pokoju też zaświeciłam małe światełko. Nie pamiętam, co jeszcze robiliśmy tamtego wieczoru, ale dość wcześnie wrócili moi rodzice i mama zaczęła podgrzewać potrawy: bigos, mięsiwo, kluski. Chyba zawołała nas na kolację, chociaż ja już wcześniej zabrałam do góry trochę jedzenia na zimno. Po kolacji był toast - o północy! Nie pamiętam dobrze tego wydarzenia, ale wiem, że kieliszek z resztą szampana zabrałam na górę i ... upiłam się nim! Jednym kieliszkiem! Ty śmiałeś się ze mnie, a ja siedziałam na podłodze, naprzeciwko Ciebie (zawsze siadałam na podłodze) i strasznie kręciło mi się w głowie! Ja też śmiałam się sama z siebie z powodu mojej słabej głowy. Szybko mi jednak przeszło.
Po niedługim czasie zeszłam po coś na dół, a mama podpowiedziała mi, abym dala Ci na odchodnym jakiś prezent - w końcu były to również Twoje imieniny. Stwierdziłam, że nie mam nic, co mogłabym Ci podarować, ale moja mama już znalazła rozwiązanie. Ponieważ handlowała różnymi bibelotami, wyciągnęła niesprzedaną niewielką figurkę chłopca i dziewczynki na huśtawce. Dziewczynka chyba dawała buziaka chłopcu. Trochę mi to nie pasowało na prezent dla chłopaka - nastolatka, ale nie miałam lepszego pomysłu, ani niczego, co mogłabym dać jako prezent w zamian. Kiedy zszedłeś na dół i składałam Ci życzenia imieninowe, byłeś zmieszany i zawstydzony, tak samo jak podczas wręczenia prezentu. Nie wiem, co sobie wtedy pomyślałeś, ale pewnie i tak byłeś zadowolony za faktu, że COŚ ode mnie dostałeś. Podobno tą figurkę masz do tej pory - odnalazłeś ją niedawno - musisz mi ją przynieść, abym mogła odświeżyć tamte wspomnienia...
Około pierwszej w nocy pożegnaliśmy się i poszedłeś do swojego domu. Jak dobrze się stało, że w tę noc przyszedłeś do mnie i dotrzymałeś mi towarzystwa. Bez Ciebie byłoby o wiele nudniej i trochę samotnie. Niezamierzenie zawsze zjawiałeś się w porę, kiedy nie było przy mnie innych koleżanek, kolegów, przyjaciół... Dzięki temu i dzięki Twojej wytrwałości i stałości uczuć sam stałeś się najważniejszym z nich.
Oczy.
Przyjaciółki… cz. 1 - początek przyjaźni
Ta prawdziwa: (na potrzeby bloga nazwijmy Ją "Ebony")
sama mnie odszukała. To był zarówno przypadek, jak i przeznaczenie. Dowiedziała się, że jestem fanką tego samego zespołu, co Ona i razem ze swoją koleżanką - też fanką, postanowiły przyjść do mnie, aby mnie poznać. Za pierwszym razem bały się zadzwonić dzwonkiem do drzwi, wołały mnie z ulicy po imieniu: "MONIKA!", niestety to nie jest moje imię. (Zastanawiający jest jednak fakt, że w późniejszym życiu inne osoby też czasami zwracały się do mnie "Monika", myśląc, że tak mam na imię. To naprawdę nieprawdopodobne! Widocznie to imię musi do mnie pasować.) Za drugim razem już zadzwoniły, ale nie było mnie wtedy na miejscu, byłam w szkole muzycznej. Po powrocie do domu mama powiedziała mi o tej wizycie. Dziewczyny zostawiły dla mnie numer telefonu do jednej z nich (stacjonarny - to był rok 1999), abym zadzwoniła, żebyśmy mogły umówić się na spotkanie. Pamiętam, że niesamowicie ucieszyłam się z tego, że ktoś chce mnie poznać, że to są fanki mojego ukochanego zespołu, byłam taka szczęśliwa i podekscytowana, nie mogłam się doczekać kolejnego dnia, aby zadzwonić! Dziewczyna, do której zadzwoniłam to była ta druga - koleżanka mojej późniejszej przyjaciółki. Była wesoła, towarzyska, otwarta i chętna do zapoznania się ze mną. W rezultacie umówiłyśmy się na spotkanie u mnie w domu, ale żeby czuć się bardziej komfortowo wśród nowych osób, zaprosiłam też moją "starą" przyjaciółkę, co jednak, jak się potem okazało, nie było dobrym pomysłem. Zapomniałam, że ona jest strasznie zazdrosna o każdego i że później może dyskredytować nowe koleżanki w moich oczach. (Tak też się stało, ale dopiero w dalszej przyszłości.) Dziewczyny przyprowadziły ze sobą jeszcze jedną koleżankę, która też słuchała naszego ulubionego zespołu, ale ta trzecia bardzo szybko odłączyła się od nas - fanek. Nie dlatego, że nas nie polubiła, tylko ona również miała bardzo zazdrosną przyjaciółkę i nie chciała jej rozzłościć i stracić, poza tym była od nas kilka lat młodsza i może nie miała z nami aż tak wiele wspólnego. To było nasze pierwsze spotkanie, które jeszcze niczego nie zapowiadało, ale przeznaczenie w ten oto sposób postawiło tą konkretną osobę na mojej drodze.
Ta fałszywa: (na potrzeby bloga nazwijmy ją "Pola")
Byłyśmy w jednej klasie, ale nie od razu się przyjaźniłyśmy. Przez pierwsze trzy lata podstawówki ja miałam inną najlepszą koleżankę, ona też miała swoje, ale nie pamiętam kogo, bo nie zwracałam na to uwagi, a nasza relacja rozwijała się stopniowo. Mieszkając na tym samym osiedlu chodziłyśmy ze szkoły do domu tą samą trasą i tak zaczęłyśmy się poznawać. W czwartej klasie byłyśmy już zżyte ze sobą, wszystko robiłyśmy razem, jak papużki nierozłączki. Wtedy nie była o mnie tak bardzo zazdrosna, może dlatego, że nie miała jeszcze konkurencji? Na moich imieninach, na Gwiazdce klasowej w IV klasie przez większość czasu tańczyłyśmy, szalałyśmy i bawiłyśmy się razem, byłyśmy jak tornado, ale ostatnio ktoś mi powiedział, że ona była taka szalona tylko przy mnie, że sama wcale taka nie była. Może jest w tym coś z prawdy? Ale to pokazały dopiero późniejsze lata naszej "przyjaźni"...
Ta prawdziwa: Ebony
dużo czasu upłynęło, zanim naprawdę Ją poznałam. Początkowo przychodziła do mnie zawsze w towarzystwie swojej koleżanki - fanki i nie miałyśmy okazji przebywać i rozmawiać sam na sam. Tak samo było, kiedy ja odwiedzałam jedną z nich - zawsze byłyśmy we trzy. Mnie to wcale nie przeszkadzało, miałam przecież swoją "przyjaciółkę", ale w końcu zdarzyła się sytuacja, kiedy Ona - Ebony pewnego dnia odwiedziła mnie sama, bez zapowiedzi. Pamiętam, że odkurzałam wtedy w moim pokoju i miałam rozgardiasz, ale przyjęłam gościa, chociaż nie byłam na to przygotowana. Nie pamiętam dokładnie, dlaczego przyszła do mnie tak bez zapowiedzi, ale chyba chciała mnie o coś poprosić, o jakąś przysługę. To miało związek z jej korespondencyjną przyjaciółką, "M", która jednocześnie pisała listy z moją "przyjaciółką" - Polą. Doszło chyba do jakiegoś nieporozumienia, Pola pisała nieprzychylne komentarze do "M" na temat Ebony, ale nie wiem już, jaki ja mogłam mieć udział w rozwiązaniu tej niezręcznej sytuacji. W każdym razie wtedy po raz pierwszy rozmawiałyśmy same, w cztery oczy, a ja bardzo chciałam jej pomóc. Później umawiałyśmy się na spotkania coraz częściej, a ja w niedługim, czasie po tym spotkaniu pomogłam "M" porozmawiać przez telefon z Ebony u mnie w domu, ponieważ ona nie miała podłączonego telefonu (stacjonarnego). Wyjaśniło się również, że nasza koleżanka - fanka, nie była aż taką bliską przyjaciółką Ebony, jak od początku mi się wydawało. Była po prostu jej koleżanką z klasy, a przyjaźniły się bliżej ze względu na wspólne zainteresowania muzyczne. Ta wiedza dała mi nadzieję na możliwość zyskania prawdziwej przyjaciółki, jakiej od niedawna potrzebowałam, bo Pola nie zawsze potrafiła nią być...
Ta fałszywa: Pola
od zawsze była o mnie zazdrosna, ale od kiedy poznałam moje koleżanki-fanki, stała się chyba bardziej zaborcza. Zwłaszcza w stosunku do Ebony. Nie przeszkadzało jej to jednak samej mieć swoje własne koleżanki, których ja w ogóle nie znałam. Oczywiście, ja wcale nie byłam o nie zazdrosna i może to właśnie jest sedno sprawy? Może ona - Pola chciała, abym ja też była o nią zazdrosna? Pewnego razu, kiedy mnie odwiedziła, zobaczyła na ścianie zdjęcie Ebony (miałam tam wiele zdjęć - kilku moich najlepszych koleżanek korespondencyjnych, Poli również). Chyba opanowała ją zazdrość, zaczęła komentować zdjęcie: że chuda, (jakby ona - Pola sama taka nie była), że wygląda jak tyczka, że jej kolegom z klasy w ogóle by się nie spodobała. Ja skomentowałam to mówiąc prawdę, że Ebony nie interesuje się chłopakami (tak było w tamtym czasie). Wtenczas Pola powiedziała: "krowa jedna, jak ją walnę to nie wstanie!" (wiem dokładnie, co powiedziała, bo mam nagranie, jak rozmawiam o tym z Ebony, niedługo po tym zajściu.) Nie wiem, co to miało znaczyć, co to miało wspólnego z zainteresowaniem lub nie płcią przeciwną, ale po tym incydencie miałam już dość Poli, jej zazdrości i ślepej nienawiści do każdego, kogo lubiłam....
Ja i Ebony , 2002 rok

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
To, co w życiu najważniejsze!
28.10.2025
"Najważniejsi w naszym życiu są zawsze ludzie, ci najbliżsi nam… A miłość i przyjaźń dodają naszej egzystencji autentyczności i poczucia spełnienia. Warto żyć, by kochać i spędzać wartościowe chwile z bliskimi, poznawać nowe miejsca, odkrywać nowe książki, piosenki i filmy. Tyle jeszcze niesamowitych momentów na nas czeka!"
Przepiękne i jakże prawdziwe słowa, napisane do mnie kilka dni temu, przez moją Przyjaciółkę.
Tę prawdziwą...
Ja również dziękuję za wszystko, za cudowne i niezapomniane chwile spędzone razem w dalekiej i bliskiej przeszłości, i mam nadzieję na kolejne, kiedy czas i przestrzeń pozwolą nam spotkać się ponownie...
Czy tylko ja nie nawidzę siebie za to jaka jestem zazdrosna?
Moja przyjaciółka ma inną przyjaciółkę z którą ja też się znam i lubię ją ale nie jest moją przyjaciółką tylko koleżanką no i one były w galerii handlowej gdy ja też chciałam pójść z moja przyjaciółką i teraz siedzą na lekcji i razem śmieją i wgl a ja tu jestem i czuję się jak 3 koło u wozu. Problem jest w tym że ja wiem że moja przyjaciółka mnie bardzo lubi i razem często wychodzimy ale sam fakt że ona mam kogoś innego a ja nie mnie strasznie boli wiem że jestem straszną zazdrośnicą i wiem że to źle ale nie wiem sama co mam z tym zrobić
"Przyjaciel"
Rozmawialiśmy ostatnio o tym, że przedstawiłam Cię koleżankom z pracy jako przyjaciela. Trochę Cię to zaskoczyło i zdeprymowało. Ironizowałeś z tego.
Uważasz, że słowo "przyjaciel" to za mało. Mylisz się! Myślisz stereotypowo. Dla mnie "przyjaciel" znaczy bardzo wiele! Więcej niż "mój facet", więcej niż "partner"! Żaden z moich poprzednich byłych nie był moim przyjacielem i właśnie dlatego z żadnym z nich nie zostałam. Bo dla mnie w związku najważniejsza jest PRZYJAŹŃ! Przede wszystkim, nie mogłam powiedzieć im wszystkiego, albo z powodu ich zazdrości, niezrozumienia, co mam na myśli, albo z powodu zbyt niskiej inteligencji, braku duchowości lub przesadnego egocentryzmu i nie interesowania się moim światem wewnętrznym.
Z Tobą jest inaczej. Chociaż nie zawsze rozumiesz co mówię (np. na temat astrologii) zazwyczaj wiesz, co czuję... Starasz się, słuchasz, możemy rozmawiać o naszych uczuciach, o naszej przeszłości, o tym co dla nas trudne! Poza tym pokochałam Ciebie właśnie dlatego, że od samego początku naszej znajomości próbowałeś być dobrym przyjacielem, obecnym, chociaż często lekceważonym przeze mnie. Później moje podejście do Ciebie się zmieniło. Sama stałam się przyjaciółką, nie wiedząc nawet jak, ani kiedy.
Ta historia udowadnia pewną niepodważalną prawdę:
Jedyny i zarazem najlepszy sposób na to, aby mieć przyjaciela, to jest po prostu samemu nim być!
Od zawsze mogłam na Ciebie liczyć, a teraz już wiem, że również na zawsze...
"Fundamentem udanego związku jest nie tylko romantyczne uczucie, ale również głęboka, przyjacielska więź."