Sylwestrowa Noc!
To był prawdopodobnie Sylwester roku 1997/1998.
Moi rodzice, jak co roku pojechali na imieniny. Mieli wrócić przed północą, abym nie była sama i nie czuła się samotna witając Nowy Rok. Ja nie chciałam tam jechać - co to za rozrywka siedzieć ze starszymi przy stole w noc sylwestrową i to jeszcze na wiosce, gdzie o północy nawet nie słychać petard i nie ma czego oglądać. Kiedy byłam młodsza to jeździłam, nie mogli przecież zostawić dziecka samego, ale później już nie musiałam.
Postanowiłam słuchać muzyki na cały regulator - w końcu nikogo nie było w domu. Mając cztery głośniki w czterech rogach pokoju stereo było niesamowite! Stałam w ciemnym pokoju, w otwartym oknie, grzejąc się o kaloryfer pod parapetem i patrzyłam na nocny, zimowy krajobraz, gdzie co jakiś czas ktoś puszczał petardy. W pewnym momencie usłyszałam hałas - co to mogło być? Wyłączyłam magnetofon i rozejrzałam się po pokoju - niby nic się nie stało - a jednak coś się wydarzyło... Z powodu drgań od głośnej muzyki spadł z półki głośnik.
Nagle - dzwonek do drzwi! Kto to może być? Poszłam otworzyć i ujrzałam CIEBIE! To był jeden z nielicznych momentów, kiedy ucieszyłam się z Twojej wizyty. Pomimo romantycznej atmosfery trochę było mi nieswojo, że w taki wieczór jestem w domu sama... Mój chłopak "W" pojechał na imprezę do kolegi do innej miejscowości, a ja byłam za młoda, bym mogła jechać z nim. Ty za to skorzystałeś z okazji, że go mnie ma, aby móc ten wyjątkowy wieczór spędzić ze mną... sam na sam. Szkoda, że nigdy nie odważyłeś się powiedzieć mi tak NA SERIO, co do mnie czujesz. Mówisz, że bym Cię wyśmiała - to nieprawda! Nigdy nie lekceważyłam cudzych uczuć - jeśli bym Cię wtedy odrzuciła, to na pewno nie z pogardy i z pewnością spojrzałabym na Ciebie bardziej przychylnym okiem, może nawet prędzej zrozumiałabym, kim zawsze starałeś się dla mnie być - cichym przyjacielem. Zawsze mogłam Ci wszystko powiedzieć, a Ty nigdy mnie nie oceniałeś i niczego nie komentowałeś - starałeś się mnie rozumieć. I chyba byłeś pierwszą osobą, której powiedziałam o tym, że mam już za sobą mój "pierwszy raz"! Szkoda, że Ty mi nie powiedziałeś, kiedy u Ciebie TO się wydarzyło, to by wiele zmieniło w moim późniejszym podejściu do Ciebie...
Więc przyszedłeś do mnie z nadzieją spędzenia wspólnie tego wyjątkowego wieczoru. Kiedy weszliśmy na górę i stanęliśmy oboje w otwartym oknie, od razu zaproponowałeś, abyśmy słuchali muzyki na przemian: jedna strona kasety - moja, jedna strona - twoja. Miałeś ze sobą nową kasetę swojej ulubionej piosenkarki - Blumchen. Zgodziłam się. Postawiliśmy głośnik na swoje miejsce i włączyliśmy magnetofon. Jakiś czas słuchaliśmy muzyki patrząc razem przez otwarte okno. Na pewno dla Ciebie było to bardzo ważne, że mogłeś być tak blisko mnie, a ja Ci na to pozwalałam. Po jakimś czasie stwierdziłam, że trzeba zajrzeć i być może dołożyć do pieca. Poszliśmy razem do piwnicy. Dosypałam szuflę węgla. W międzyczasie przypomniałam sobie, że stoi tam piwo bezalkoholowe, które moja mama kupiła przez pomyłkę. Zabrałam to piwo dla Ciebie (ja wtedy nie lubiłam piwa - było dla mnie za gorzkie) i poszliśmy do salonu. Nie wiem, czy chciałam zabrać stamtąd jakieś słodycze, ale znalazłam pod stołem naszgo psa - kompletnie przerażonego hukiem petard, chociaż do północy było jeszcze kilka godzin. Próbowałam go uspokoić, ale nic nie mogłam zrobić. Olbrzymi pies uciekł do łazienki, do której nigdy nie wchodził i wskoczył do wanny - której bał się śmiertelnie, bo nienawidził kąpieli! Wszędzie, nawet tam słychać było wystrzały... zostawiliśmy go w tej wannie, bo nie było możliwości uspokojenia go.
Dom pogrążony był w nikłym świetle lampek choinkowych. U mnie w pokoju też zaświeciłam małe światełko. Nie pamiętam, co jeszcze robiliśmy tamtego wieczoru, ale dość wcześnie wrócili moi rodzice i mama zaczęła podgrzewać potrawy: bigos, mięsiwo, kluski. Chyba zawołała nas na kolację, chociaż ja już wcześniej zabrałam do góry trochę jedzenia na zimno. Po kolacji był toast - o północy! Nie pamiętam dobrze tego wydarzenia, ale wiem, że kieliszek z resztą szampana zabrałam na górę i ... upiłam się nim! Jednym kieliszkiem! Ty śmiałeś się ze mnie, a ja siedziałam na podłodze, naprzeciwko Ciebie (zawsze siadałam na podłodze) i strasznie kręciło mi się w głowie! Ja też śmiałam się sama z siebie z powodu mojej słabej głowy. Szybko mi jednak przeszło.
Po niedługim czasie zeszłam po coś na dół, a mama podpowiedziała mi, abym dala Ci na odchodnym jakiś prezent - w końcu były to również Twoje imieniny. Stwierdziłam, że nie mam nic, co mogłabym Ci podarować, ale moja mama już znalazła rozwiązanie. Ponieważ handlowała różnymi bibelotami, wyciągnęła niesprzedaną niewielką figurkę chłopca i dziewczynki na huśtawce. Dziewczynka chyba dawała buziaka chłopcu. Trochę mi to nie pasowało na prezent dla chłopaka - nastolatka, ale nie miałam lepszego pomysłu, ani niczego, co mogłabym dać jako prezent w zamian. Kiedy zszedłeś na dół i składałam Ci życzenia imieninowe, byłeś zmieszany i zawstydzony, tak samo jak podczas wręczenia prezentu. Nie wiem, co sobie wtedy pomyślałeś, ale pewnie i tak byłeś zadowolony za faktu, że COŚ ode mnie dostałeś. Podobno tą figurkę masz do tej pory - odnalazłeś ją niedawno - musisz mi ją przynieść, abym mogła odświeżyć tamte wspomnienia...
Około pierwszej w nocy pożegnaliśmy się i poszedłeś do swojego domu. Jak dobrze się stało, że w tę noc przyszedłeś do mnie i dotrzymałeś mi towarzystwa. Bez Ciebie byłoby o wiele nudniej i trochę samotnie. Niezamierzenie zawsze zjawiałeś się w porę, kiedy nie było przy mnie innych koleżanek, kolegów, przyjaciół... Dzięki temu i dzięki Twojej wytrwałości i stałości uczuć sam stałeś się najważniejszym z nich.










