W Czechach też nie zawsze jest tak kolorowo, jak niektórzy malują. Tanvald to ważny węzeł kolejowy w północnej części kraju libereckiego, niedaleko granicy z Polską. A jednak na dworcu... nie ma restauracji. Kiedyś była. Sam pamiętam, jak świetnie się tutaj siedziało prawie na peronie oddzielonym od torów tylko barierką. Można było jeść, pić i oglądać pociągi. A jest co oglądać, bo w szczycie tylko w kierunku Liberca jeżdżą co pół godziny.
Teraz jednak jest pusto. Nic nie ma. Na tym jednak podobieństwo do polskich dworców w kilkutysięcznych miastach się (na szczęście!) kończy. Pierwszy bar jest już po drugiej stronie ulicy. Ale tym razem nie byłem sam na wycieczce, a więc chciałem poszukać czegoś troszkę lepszego. Odległy o niecałe dziesięć minut spaceru trzygwiazdkowy Hotel Grand wydawał się dobrym wyborem. I był.
Sam budynek hotelu jest już interesujący, szczególnie dla miłośników modernizmu. A w środku jak w tradycyjnej czeskiej gospodzie. Można coś zjeść coś włoskiego, ale jest też tradycyjna czeską kuchnia i czeskie piwo. Ile kosztuje obiad z piwem dla dwóch osób w trzygwiazdkowym hotelu w Czechach? Uwzględniając już przewalutowanie i napiwek trochę ponad 100 zł. A do tego kilkunasto osobowa impreza w sali obok nie wpłynęła na czas oczekiwania na dania. A może wpłynęła? Bo czekaliśmy coś koło kwadransa!












