Znalazła mnie na Facebooku dalsza kuzynka ze Starego Kraju. Przyjąłem do grona znajomych i wkrótce na mojej tablicy pojawiły się liczne posty i linki mówiące o ogromie nieszczęść, które grożą ludziom zaszczepionym. NIe klikałem w nie. Milczałem w imię wspólnego dzieciństwa naszych rodziców. Aż w końcu inna kuzynka powiedziała, co myśli o anty-sczepionkowcach, ja dołączyłem i po wymianie zdań już nie mogłem się łudzić, że to spokojna, podatna na edukację ignorancja. To sekta.
A jeszcze dzień później opublikowała posto tym, jak ONZ używa środków chemicznych by sterować pogodą. I zamarłem, bo zrozumiałem, że moja kuzynka jest postacią z Otchłani.
To te nierozświetlone rozumem głębiny, w których kotłują się i wzajemnie zapładniają dziwaczne teorie utkane z cudów i paranoi. Świat, w którym przyjmuje się jako dogmat prawdę jednej teorii spiskowej, a potem używa argumentu, że takie teorie czasem sa jednak prawdziwe, a skoro czasem są prawdziwe, to znaczy, że prawdziwe są i te inne, w które się wierzy.
I oni tak kulturalnie potrafią dyskutować, tacy zatroskani o los świata, godni w swej mniejszości, dumni, mimo, że ich ich "sceptycyzm", "krytycyzm" i "niezależność myślenia" sa wyśmiewane, nazywane urojeniami i brakiem elementarnej logiki.
Są tak grzeczni, że normalny człowiek zaczyna się nad ich słowami zastanawiać. "No tak, korporacje farmakologiczne są chciwe!" Owszem, zupełnie jak korporacja, która wyprodukowała komputer albo smartfon, na ktorym to czytasz. Wnioskuję, że urządzenie działa? "Słusznie, chcemy jak najwięcej informacji o środkach, które mogą szkodzić naszym dzieciom". Jak najbardziej, ja Ci nawet wskażę dobre źródło wszystkich najwazniejszych danych. Pewnie jego nazwa obiła Ci się o uszy. To ulotka w opakowaniu leku.
No więc, kupujesz te banały, które oni sprzedają jako tajemną wiedzę i radykalne postulaty, i już Otchłań zarzuciła haczyk. Szukasz kolejnych informacji i wsiąkasz, toniesz, sieć się zaciska.
Potem rodzice dokonają wolnego wyboru dla dobra własnych dzieci, 15% zdecyduje, że nie szczepi, odporność grupowa spadnie poniżej progu bezpieczeństwa i nagle grozi nam epidemia choroby, której w tych regionach nie widzieliśmy od pół wieku.
Ameryki tu nie odkrywam. Ot, taki drobny po-weekendowy smuteczek. Ja nawet niezbyt pamiętałem, że tę kuzynkę mam.