W dalszym ciągu sporo pracy, zaczynam się obawiać, że zabraknie mi czasu na decyzje które niebawem trzeba będzie podjąć, a wtedy odwrotu już nie będzie. Prowadzenie działalności takiej jak moja nie jest niczym prostym. Nie chodzi mi o to żeby się żalić w internetach, ale po prostu czasami zastanawiam się dlaczego w Polsce karze się ludzi którzy chcą pracować na własną rękę.
Nie pomaga się im na tyle ile by tego potrzebowali. Patologie nadal się tworzą, a po rozmowie z koleżanką o tym jak wygląda jej sytuacja jestem załamany, że po 4 latach nadal nic się w tej materii nie zmieniło. Cieszę się razem z tymi wszystkimi którym się udało. Cieszę się z tymi, którzy odnieśli sukces w ciągu pierwszych 2 lat. Jestem pod wrażeniem, ale dlaczego ktoś kto robi coś wolniej i na mniejszą skalę wrzuca się do wora razem z firmami/korpo które mają zyski instant? Dlaczego nie rozwiązano tego tak jak w innych krajach, płacisz od dochodów a nie z góry narzuconą stawkę, która co miesiąc wali Cię po ryju?
Albo coś się zmieni, albo faktycznie zabraknie szewców, zegarmistrzów, krawców i jubilerów (tych prawdziwych). Cechy to było rozwiązanie, może z tamtego stulecia ale było. Obecnie manufaktur się nie promuje, nie pomaga. Tłamsi się tych ludzi, którzy chcą tworzyć i być uczciwi.
Dlatego ja nadal czekam. Naiwnie ale czekam. Mimo rzekomej “dobrej zmiany”, mimo szczerych chęci nadal nie widzę tych obiecanych zmian. Ważniejsza jest wysokość brzozy i to czy w tym miesiącu ludzie zejdą się pod krzyżem żeby się modlić o tzn. prawdę. To nie jest tylko mój problem, takich jak ja jest tysiące w Polsce. Problem narasta, ale nie jest palący. Dlaczego? Ponieważ najzwyczajniej w świecie Państwo się takich ludzi nie boi. To nie są górnicy którym się zawsze należy, to nie są lekarze którzy mają jeszcze bardziej chorą sytuację (dosłownie i w przenośni). Przywileje są potrzebne, ale każdej grupie społeczeństwa, a nie wybranej przez garstkę osób.
Chciałbym wierzyć, że coś się niebawem zmieni.