Więzienie a narkotyki
Więzienie to przestrzeń, która z jednej strony kojarzy się z ograniczeniem wolności, a z drugiej – z intensyfikacją doznań psychicznych i duchowych. Moje doświadczenie z więzieniem na Rakowieckiej w Warszawie było naznaczone silnym wpływem narkotyków – choć nie trafiłem tam za ich posiadanie czy handel, to byłem wtedy w stanie po miesięcznym ciągu, podczas którego łączyłem marihuanę, kokainę, mefedron, amfetaminę i substancje nieznanego pochodzenia. Ten miesiąc, bez jedzenia i snu, był podróżą przez granice percepcji, a więzienie – punktem kulminacyjnym tej podróży.
Paradoksalnie, to właśnie narkotyki przygotowały mnie do tego doświadczenia. W stanie odurzenia świat staje się zindywidualizowaną przestrzenią – wszystko zdaje się mówić do ciebie i o tobie. Podobny mechanizm pojawił się w więzieniu. Każdy szczegół otoczenia – zapach, dźwięki, światło, ruchy innych ludzi – przestawał być przypadkowy. Zacząłem odczuwać, że wszystko reaguje na moją obecność. Cela nie była już klatką, lecz zwierciadłem. Ludzie – współwięźniowie, strażnicy, lekarze, księża – stawali się elementami tej samej, spójnej narracji, w której czułem się ważny.
To uczucie bycia „w centrum” nie było efektem arogancji, ale wewnętrznego przekonania, że jestem prawdziwie widziany. Bez masek, bez filtrów społecznych, bez udawania. W więzieniu nie trzeba było już niczego tłumaczyć – wszystko było oczywiste i transparentne. To stan, który narkotyki często powodują: odczucie pełnej obecności, zgodności ze sobą i światem, braku potrzeby dopasowywania się do społecznych norm. Więzienie, mimo swojej brutalnej formy, może być przestrzenią, w której takie poczucie autentyczności staje się realne.
Relacje z personelem więziennym, zwłaszcza z kobietami – wychowawcami, lekarkami, a nawet psychiatrami – również nabierały wymiaru osobistego. Odczuwałem ich uwagę jako coś więcej niż zawodowy obowiązek. Czasem wręcz jak relację intymną. Na pewno był to efekt mojej psychicznej wrażliwości uzyskanej po intensywnym używaniu substancji psychoaktywnych, a częściowo może więzienie rzeczywiście wydobywa z ludzi pierwotną potrzebę kontaktu, bezpośredniości i szczerości.
W tym miejscu nie trzeba było być silnym fizycznie ani agresywnym. Wystarczyła jasność umysłu, pomysł na siebie i wewnętrzna siła. Narkotyki rozbudziły we mnie zdolność do dostrzegania wielowymiarowości sytuacji, ludzi i przestrzeni. Więzienie stało się lustrem dla tej zmienionej percepcji – światem poza systemem, w którym mogłem poczuć się królem nie poprzez przemoc, ale przez obecność.










