Wtorek
Jak się obudziłam myślałam, że jest jeszcze środek nocy, a On już złapał za telefon. Mimo wszystko byłam wyspana.
Chociaż w sumie pamiętam, że budziłam się w nocy. Śniły mi się jakieś głupoty i było mi smutno. Pamiętam, że chyba nawet mnie przytulił wtedy przez sen, ale tylko na chwilę, bo wydawało mi się, że Mu stoi i się odwrócił.
Jak wstawał napomknęłam o tej sytuacji dodając, że nieraz już miałam takie wrażenie, jakby się odwracał jak Mu staje, żebym nie poczuła. Na co powiedział, że widocznie w takim razie muszę być szybsza i od słowa do słowa stwierdził, że ostatnio On wychodził z inicjatywą. No tak, tylko od ostatnio minął już ponad tydzień. Poza tym po kłótni która miała miejsce prawie 2 lata temu, jak coś próbowałam a On stwierdził, że nie i ja najebana mega wybuchłam, rzadko coś inicjuję. Bardziej “badam sytuację” jak już.
Poszedł z psami a ja dużo o tym myślałam. Był miły, a mnie to męczyło więc powiedziałam Mu, że dla mnie seks to spędzanie razem czasu w sposób dążący do wzajemnego podniecenia, a to co dalej to już dodatek. A nie że trzeba wykorzystywać sytuację kiedy Mu stoi. Tzn. oczywiście jeśli tak lubi, lub nie ma czasu czy innej możliwości, mogę czasami jak najbardziej loda Mu zrobić. Ale czasami też musimy zrobić tak jak ja potrzebuje. A seks bez przygotowania “bo jemu akurat stoi” nie sprawia mi żadnej przyjemności, a jedynie boli.
Chyba pierwszy raz w życiu powiedziałam Mu to tak konkretnie i otwarcie. Chociaż ostatnio wydawało mi się, że dawałam to już do zrozumienia, ale bezskutecznie. Strasznie sie stresowałam. Mam nadzieję, że coś do niego dotarło. Nie rozumiem też, czemu to jeszcze bywa takim tematem tabu, ale cóż. Z kumplami bardziej otwarcie o seksie rozmawiam, niż z Nim.
Dziwny taki wtorek jak poniedziałek. Zadzwoniłam do banku i ustaliłam co potrzebuję, zjadłam śniadanie, a On wyjechał przed 12. Mam dużo pracy, a w dodatku dobrze by było jechać w końcu zmienić koła i na zakupy. Jedną z wielu rzeczy w pracy już mi się dzisiaj udało zrobić, zaraz chyba się zbiorę, żeby iść do przodu.
W kolejce do wymiany kół spędziłam ponad 2 godziny. Jakoś miałam nadzieję, że wszyscy już zmienili i będzie luz. Wyjeżdżając z domu powiedziałam sobie, że jak będą więcej niż 2 auta w kolejce przede mną to odpuszczam, ale prawdopodobnie przez temperaturę spadło mi ciśnienie w kole/kołach i wywaliło kontrolkę, a jutro muszę jechać do Krakowa.
No i koła niby wymieniłam, ale okazało się, że w prawym przednim mam coś nietak z 2! szpilkami. Na jednej mam coś zakręcone, ale i tak trzeba to naprawić, a na drugiej nic… polecił mi chłop mechanika w okolicy, więc dzwonię tam. Babeczka mówi, że mogę przyjechać, więc jadę. Jak ktoś mi mówi, że mogę przyjechać, zamiast ustalić mi termin, gdy mówię o co chodzi to zakładam, że zrobią mi to na miejscu. Przyjeżdżam i próbuje rozmawiać z jakimś chłopaczkiem.
- Zostawia Pani auto?
No nie kurwa, nie zostawiam, muszę jechać na zakupy. W końcu powiedział mi jeszcze, że „mówię o tym jak o jakiejś spince do włosów”. No kurwa nie znam się na tym, mówię to, co mi wulkanizator powiedział. Nie wiem po co to pierdolenie. W końcu mówię, że jutro przed zamknięciem mogę auto zostawić. Finalnie chyba wpisał mnie na czwartek wieczór, robota piątek, a nie jutro, ale zanim się zorientowałam to już nie szło się tam dodzwonić żeby dopytać.
Ta rozmowa nie sprawiła, że mam ochotę dać im zarobić. Pojechałam jeszcze do drugiego mechanika. To był typowy mechanik. Ale też rozmowa była trudna. Mówię mu o co chodzi, na co on:
- No i co?
Potem jeszcze mnie pytał, czy wiem, ile jest części w aucie i że mechanik musi to wszystko pamiętać i on nie pamięta jak dokładnie jest u mnie, jakbym ja oczekiwała, żeby mi cokolwiek tłumaczył. Kurwa, ja chciałam tylko nagwintować lub wymienić szpilki od kół. Chciałam dostać termin, zostawić auto i odebrać zrobione najlepiej jak najszybciej.
Wracając zajechałam jeszcze do sklepu, ale do innego niż chciałam, bo już było późno i tylko ten miałam po drodze. Kupiłam „zamienniki” wielu rzeczy, bo już musiałam, co w sumie tylko wkurwiło mnie jeszcze bardziej.
Po powrocie wzięłam się za mycie włosów i golenie. Zajęło mi to chyba ze 2h. W międzyczasie On wrócił i grał na konsoli. Znów oglądaliśmy serial do po 23 i tym razem przysnęłam, dość szybko i prawie się pokłóciliśmy idąc spać. Ostatnie co powiedziałam to:
- To kiedy mamy mieć czas na bliskość, skoro codziennie musimy oglądać do późna?
Bilans:
Neo (papierosy): ⬇️ 10-15 👎
Dbanie o siebie: ⬆️👍
Jedzenie: ↔️ kiepsko, ale małe śniadanie i obiad były, a wieczorem coś jeszcze podjadłam 👍
Związek: ↔️👍
Praca: ⬇️ coś tam zrobiłam, ale mogłoby być lepiej 👎
Inne obowiązki: ⬆️ prawie wszystko co planowałam się udało 👌 a że wyszły jeszcze nieplanowane rzeczy to już inna sprawa
Samopoczucie: ⬇️ jak cos się uda to coś się wypierdoli, okres się zbliża i wszystko mnie wkurwia 👎















