Własne królestwa rozwaliłam w gruzy, by cię nie straszyć bezmiarem mych mąk - ale się spojrzeć strzeż w lico Meduzy, gdzie z obłąkanych oczu płyną czarne śluzy na gwoździe rąk. W zimnym Tartarze - ja posąg antyczny, z torsem bez kolan i oczyma z dziur - uśmiech na twarzy mojej sardoniczny, a w piersiach źródło miłości mistycznej, jak tęcza z chmur. Tadeusz Miciński, "Meduza" fot. Wanda Wultz











