Rzadko, ale nadal to robię
Bo tylko wtedy czuję część siebie
Ja już się nigdy nie odnajdę
Pozostanę zawieszona w swojej głowie
Jako dziecko byłam płaczkiem
Przestałam płakać w szkole i przy mamie
Płakałam tylko sama sobie
Teraz mało kiedy płaczę, bo się wstydzę
Można płakać samemu, ale rośnie problem
Bo jak się płacze to znaczy, że smutno
Teraz prawie nigdy nie jestem
Jak nie byłam smutna, to byłam za głośna
Za głośno się śmiałam, za dużo
Jak się nie śmiałam to za głośno mówiłam
A teraz już nikt nie chce mnie słuchać
Przestałam mówić głośno i głośno się śmiać
Bo dlaczego ja tak mało mówię?
Dziecię wiecznie wycofane
Pamiętam, że miałam pełno energii
Bo to irytuje każdego dookoła
Próbowałam być grzeczna, ale to za mało
Grzeczność działa tylko jak się jest mądrym
Inaczej zostajesz zdziczałą dziwaczką
Musiałam być zła, żeby przetrwać
Uciszona, spokojna, odcięta
Nigdy więcej już we łzach
Bo jak nie płaczesz, nie krzyczysz
Nie śmiejesz się, nie skaczesz
To pewnie wszystko jest po prostu dobrze
Chciałam poczuć się lepiej
Chciałam być sobą na nowo
Potrwało, przepadło w eter
Nie można mnie już uwolnić
Zostanę zamknięta w klatce
Bo jak sama siebie wypuszczę
Przypomnę sobie winy wasze
Jestem cicha, markotna, spokojna
Wyglądam w miarę normalnie
Bo to całkiem nieźle potrafię
Bo nic powiedzieć nie umiem
Nikt już nie poda mi ręki
Bo wszyscy są teraz zajęci
Więc mam co wspominać po nocy
Gdy ktoś się o ciebie troszczy
Ale nie mam już do tego ręki
Oddam się w końcu do reszty
Skończyłam smutna i gniewna
Bez miejsca, które jest domem
Bo nigdzie mnie nie potrzeba
Dawno nie pisałam wierszy. Pewnie długo już nie napiszę, bo jest to pasja, którą zaprzepaściłam i widać, że nie przychodzi mi z tą samą lekkością, co kiedyś.
Ten wiersz jest ogólnie do dupy. Nie zajął długo i nie był przemyślany. Jest to prezent ode mnie dla mnie, bo rzadko mam odwagę i przestrzeń pochylić się nad sobą.