Mam niepoukładane wspomnienia w szafie. Choć szafą ciężko to nazwać, prędzej archiwum. Trzymam wspomnienia na kartkach, uporządkowanych w teczkach z danymi imionami.
Gdzieś zapodziała się jedna z teczek, z jego imieniem. Chyba gdzieś pod senną pierzyną. Dziwne, bo wydawało mi się, że już wyprałam zapomnieniem kartki w niej zawarte.
Rozglądałam się za teczkami dawnych kochanków. Zapodziały się nie wiadomo gdzie. Może dlatego, że z czasem ich termin przydatności minął. Powoli, stopniowo oblane łzami teczki stały się przezroczyste i walają się gdzieś w kątach.
Swoją drogą, nie polecam zniszczarki firmy Trauma. Nieszczelne cholerstwo. Kilka z teczek musiałam się pozbyć, ale wciąż walają się gdzieś te cholerne skrawki.
Oh trafiłam na moje ulubione teczki. Szkoda tylko, że większość kartek jest zalanych łzami pod koniec. No cóż, ważne że początkowo zapowiadały się dobrze.
A co my tu mamy. Teczki oblane złotą farbą. No tak, to te co błyszczą najjaśniej w ciemne noce. Szkoda tylko, że jest ich zaledwie pięć. Choć nie ma co narzekać. W archiwum wiele jest tych czarnych, czerwonych, przezroczystych i białych jak anielskie skrzydła. Więc lepsze to niż nic.
Chciałabym wam pokazać całe archiwum, ale czekam na właściwą osobę. Już kilka się wdarło i zrobili bałagan oblewając czerwonym atramentem z moich pleców te najważniejsze. Ciężko było je domyć, a dbam skrupulatnie o swoją kolekcję.