„Wesele” Wojciecha Smarzowskiego znowu bije między oczy, choć zupełnie inaczej niż jego pierwszy film o tym samym tytule.

seen from United States
seen from United States

seen from Sweden

seen from United States

seen from Japan

seen from Saudi Arabia

seen from Sweden

seen from China

seen from Canada
seen from Türkiye
seen from Germany
seen from Russia

seen from Türkiye
seen from China

seen from United States

seen from Canada

seen from Malaysia

seen from United Kingdom

seen from United Kingdom

seen from United States
„Wesele” Wojciecha Smarzowskiego znowu bije między oczy, choć zupełnie inaczej niż jego pierwszy film o tym samym tytule.

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
Wesele (2021)
Smarzol prosto z trzewi. Treści żołądkowe z wszystkich dotychczasowych filmów zjedzone i zapite wódką, wyrzygują na ekran w gorzkiej konstatacji. Ale i nadużyciach narracyjnych. "Wesele" idzie w rejestry beznadziejne, tyleż wulgarnie prostackie, co czasem celne, ale równie często przesadzone. To nadal Smarzowski, to nadal wysokiej jakości kino, ale niebezpiecznie zbliża się do ściany, za którą zaczyna się degradacja typu Vegi i tanie atencyjności. Zero zarzutów w warstwie estetycznej. Bardzo udany zabieg artystyczny z kiczowatym filmem ślubnym remixującym zjawy głosów przeszłości i tandety ślubnej. Światy stopniowo mieszają się, aż do ostatecznego zrównania, co jest chyba najmocniejszym momentem filmu. Oniryczne w efekcie, mocne narzędzie. Po raz kolejny obrzydliwość tradycji wesela, autor wykorzystuje do obśmiania i skrajnie przekontrastowanego spojrzenia na Polaków. Z pewnego jasno określonego siedzenia, co może drażnić. Cóż, fani autora będą zadowoleni, ci, którzy lubią babrać się w niestrawionej wódzie z weselną sałatką również. Ja - choć zaliczam się do obu zbiorów - to jednak mam pewne uczucie przesady.
W poniedziałkowym dole cenowym tym razem ebooki kinowe :) Zapraszamy!
"Kler" w kinach od 28 września Wojtek Smarzowski, twórca wielokrotnie nagradzanych dzieł: „Wołyń”, „Pod Mocnym Aniołem”, „Drogówka”, „Róża”, „Dom zły” i „Wes...
Wojtek Smarzowski - KLER, again, an extraordinary film. Perfectly produced. Outstanding dialogs (how they always swear and then quickly say blessings to the lord, insincerely) and the dramaturgical work is very very good.
And again, a very essential film, about an important topic. Smarzowski initiated a social debate on the Catholic Church, especially on how to deal with cases of rape, abuse and corruption.
It starts with a booze game of three priests. And this night is the starting point and shows the interwoven stories of the three priests. Present: three drunken priests, a small boy and his a dying grandma, a rapist, a dead dog, a dead family father, a heavy rain, a drunken driver, a pregnant lover and one priest wants to make career at the Vatikan, a church that exploits its believing sheeps. Past: raped children in a Catholic children's home, a priest and his beloved boy and the parents have stared in the other direction.
It looks like, that mafia structures are existing in the Catholic Church. Greed, jealousy, men guilt and power lust, with a big dose of haggling.
There's so much heavy drinking in that movie...I felt kind of drunk form just watching.
Smarzowski is a master of special ending scenes: he shakes and shocks the basic human values.
O filmie "Wołyń" rozmawiamy z jego twórcami: reżyserem i autorem scenariusza Wojciechem Smarzowskim, autorem zdjęć Piotrem Sobocińskim jr, aktorką Michaliną ...
The Making Of - Wołyń

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
#festival #trailer zu WOLHYNIEN | VOLHYNIA, Wojtek Smarzowski, 2016 Nationale Hits | National Hits Liebesdrama in Zeiten des Genozids: 1939 in einem polnisch...
I’m still staggering. The most brutal film I ever saw.
Timeframe: 1939-1943. Nationalism, no matter what nation (The Ukrainians Nationalists want to become independent from Poland with the help of Nazi-Germany regime) and radical religions, what a deadly invention. There is nothing wonderful or heroic at all in all these brutal scenes, only the cruelty of men, of women, of neighbors, of friends, because of nationalism and exclusion. A assassination. First the Jews, Germany against Poland (start of the second world war) and all other Nations, Ukranians the Poles (about 100.000 Poles were killed), Poles the Urkranians, the German occupation of Poland, then the Russians in Poland. The role of the churches, propagandistic. And then partisans, where I didn’t know who was with whom against whom. Where hate leads… it shakes me.
Smarzowski shows the mechanism of extremist nationalism with a young Polish woman and her family. It starts with the marriage of her sister with an Ukrainian. She, herself, falls in love with a young Ukranie neighbor at the marriage, but her father had other plans with her. And everyone is still celebrating happily together, but Ukrainian nationalists (with the support of Nazi-Germany) are already there and driving the split of the people (Polish and Ukrainians) of the small village, with in the region Wołyń, forward. How this nationalism splits the family, brothers, sisters, couples and friends. They weren’t strangers with axes. They were close and well known people. Dramaturgie, casting, actors/actresses, camera, editing, color grading, costume, sound and music (!), master of light: extraordinary. The End. … this powerful sad ending.
And the silence of the audience in the cinema after the movie… Never again.
Youtube Paid VOD: https://www.youtube.com/watch?v=x9PB_BIetj0
“Clergy,” which gives an unvarnished view of debauchery in the priesthood, has packed theaters in the predominantly Catholic country.
“Clergy,” a new movie by the director Wojciech Smarzowski, starts with three priests drinking vodka until they can barely speak. One then drives drunk to a parishioner’s apartment and mumbles his way through the giving of last rites. The picture of Poland’s priesthood only goes downhill from there. The priests steal money from their congregations, spy on each other, and exploit their connections with politicians, journalists and the police. But much of “Clergy” focuses on one issue: Clerical child abuse, which the movie says the church covered up. In one scene, it incorporates accounts from real people who say they were abused. This may not sound like the plot for a blockbuster movie — let alone one that features a heavy dose of comedy — but “Clergy” is a smash hit in Poland. It opened on Sept. 28, and more than 1.7 million people saw it during its first week, according to Kino Swiat, the movie’s distributor. That is a huge figure for a country of 38 million.
i jeszcze jeden i jeszcze raz
Zbliżają się wybory samorządowe co generuje w polskich mediach sporo pyskówek i kontrowersji. Politycy, publicyści i generalnie osoby publiczne popisują się niespotykaną elokwencją, wypisując i opowiadając rzeczy, na które w jałowym okresie nie mamy okazji trafić. Wydawcy to wszystko bacznie obserwują i powielają treści, które mają przynieść im dużo wejść/kliknięć/obejrzeń/zakupów – no generalnie dużo dzindziorów.
W tak gorącym okresie, na odleglejszych stronach gazet (dział „kultura”), największymi literami drukowane są hasła - KLER i SMARZOWSKI. Przewijają się one nie bez powodu, w końcu mamy właśnie do czynienia z najhuczniejszą premierą filmową w historii polskiego kina i nawet moja babcia wybrała się do kina żeby dowiedzieć się o co właściwie jest tyle szumu. Wrzawa związana z filmem przyćmiła nawet debatę przedwyborczą i społeczeństwo zapomniało się w kwestii polityki a zaczęło zajmować kościołem.
Takie cudo znajduje się w jednym z kościołów w Bolonii.
Film Kler, już w niecały tydzień pobił wszelkie rekordy popularności i nie wiem czy nie przebił w naszym kraju nawet Avatara (to dopiero było gówno). Sam także wybrałem się do kina, choć nie było to łatwe, aby sprawdzić czy w ogóle warto o tym dyskutować.
Pana Wojciecha każdy z nas dobrze zna z choćby jednego z jego filmów. Miałem okazję robić z nim wywiad przy premierze Drogówki – nieprzeciętnie nudny człowiek (przynajmniej w tamtej sytuacji). Myślałem, że zasnę kiedy opowiadał o produkcji i nie chodzi tu o merytorykę wypowiedzi, ale o jej dynamikę. Wydał mi się flegmatyczny i myślami był chyba gdzie indziej. Należy mu oddać, że laury zbiera słuszne, bo jego twórczość (no może poza Na wspólnej) zawsze wzbudza podziw publiki, porusza ważne tematy i okraszona jest doskonałą obsadą. W przypadku Kleru jest podobnie i tylko czas dzieli go od odebrania kilku ważnych nagród.
Wojciech Smarzowski jest niewątpliwie pierwszym wygranym całej tej sytuacji. Mamy jednak także drugiego zwycięzcę. Ex aequo na najwyższym stopniu podiom uplasowała się (a jakże!) partia rządząca. No bo dlaczego nie możemy mówić o wygranej PiS, skoro szum związany z wyborami udało im się zastąpić rumorem związanym z kościołem i premierą. Nie da się przecież ukryć, że każda godzina, w której nie przypominamy o tym, żeby na nich nie głosować działa na ich korzyść. I nie ważne czy mówimy o samym filmie, czy o blokowaniu kin, czy o dotacjach na kolejne produkcje reżysera - każda zastępcza dyskusja to promil głosów w kierunku umocnienia ich władzy.
Nie skupiając się jednak na polityce, chciałbym wrócić do samego filmu. Idąc do kina Natalia wspomniała, że pewnie to nie będzie dobry seans bo jest późno, filmy Wojciecha są ciężkie i pewnie wyjdziemy stamtąd zdołowani. Było dokładnie tak jak mówiła, poza ostatnim punktem. Nie wyszliśmy zdołowani i nikt kto widział Wesele, Dom zły, Drogówkę i Pod mocnym aniołem zdołowany z kina nie wyjdzie.
Nie stanie się tak, bo Kler jest dokładnie taki sam jak wszystkie poprzednie produkcje Smarzowskiego i szybko zorientujecie się co będzie działo się w jego kolejnych etapach. Jeśli miałbym w prosty sposób scharakteryzować budowę wszystkich tych filmów opisałbym to tak:
1. Prostacko zabawny początek 2. Pojawia się problem 3. Ratowanie sytuacji (dynamika spada, z czasem robi się nudnawo) 4. Rozwiązanie (konflikt tragiczny) 5. Szokująca scena na koniec (i koniecznie cisza przy napisach).
I pewnie nie znam się na kinie, ale to czyni mnie typowym polski widzem (no może nawet pół półki ponad średnią) i zamiast rozmawiać o pedofilii w kościele, po seansie zacząłem dostrzegać, że ten słynny Wojciech Smarzowski staje się powoli Patrykiem Vegą dla klasy średnia+ i wyższych.
Niemniej na film polecam pójść bo później może wyjść głupio przy small talkach ze znajomymi.
P.S. Zastanawia mnie po co angażować do filmu Bartłomieja Topę (w końcu jeden z lepszych aktorów) skoro pojawia się w zaledwie kilku scenach i tylko przemyka jak frajer po korytarzu bez słowa...