Offtopic. Antyrecenzja vol.1: Bownik
Spotkaliście się kiedyś z czymś tak złym, że było aż piękne? W Polsce tego zła jest tyle, że trzeba być ślepym i głuchym żeby nie spotkać.
Mnie to zło zaskoczyło (i to znienacka) na Spotify. Jak wiadomo zło ma wiele imion, tym razem przybrało nazwę BOWNIK! (Zdaje się, że pochodzenie jest sztampowe i trywialne, trupa ochrzczona została nazwiskiem frontman’a)
Bownik (czytaj: booł-nik) to formacja składająca się z tak niesamowitych postaci jakby wszystkie te abnominacje były efektem klonowania z użyciem DNA Tommiego Wiseau i Janusza z pierwszej polskiej edycji programu Big Brother. Wokalista zresztą ma bardzo podobny do autora "The Room" akcent, czego możecie doświadczyć słuchając gdy śpiewa po angielsku, co mu się niestety przytrafia raz na jakiś czas.
Bardzo sobie cenię teledyski tej grupy, słuchając ich bez video, nie docenicie uroku tej formacji w całej majestatycznej okazałości - tak majestatycznej, że idzie w buty. Żeby was zachęcić do obcowania z BOWNIKIEM pozwólcie, że nieco “zajawię” wam temat przez skróconą charakterystykę członków tej trupy.
Wokal prowadzi łyse 'coś' o licu rodem z Trainspotting, stop/przewiń. Bardziej przypomina archetyp wsciekłego na świat dresiarza, o typowo kartoflanej słowiańskiej gębie. W zupełnej kontrze do gęby odziane to jest (w klipach) najczęściej jak topowa drag queen a rusza się, jak dzika kotka w rui. Choć w zasadzie wije się jak piskorz - tu gorąco polecam przyjrzeć się klipowi gdzie BOWNIK poleruje BMW, ostrzegam zostanie to z wami na wieki! W cywilu - to seryny, generyczny warszawski hipster tyle, że koszmarnie szpetny. Los mu przyprawił lico rodem ze Szmulowizny a zainteresowania i talent z zupełnie innej niż Szmulowizna bajki. 'Peszek' jak mawiają starzy górale.
Za klawiszami stoi tłustawy nerd, który do serca wziął sobie modę na drwala i zapuscił brodę. Niech was jednak ani tusza ani broda nie zmyli. Nie jest to nieruchawy kloc z lasu a wegański freak w czasie wolnym chętnie podrygujący w rytmie gejowskiego house’u na wielu Warszawskich parkietach, choć przeważnie rezyduje w klubie Toro.
Trzeci zawodnik nie pamiętam na czym gra ponieważ w klipach nie gra na niczym a jeśli już się pojawia kręci się bez celu z dziwnym błyskiem w oku. Myślę że ma duszę ostrego perwersa tylko ukrywa to przed mamą, z którą mieszka. Można go scharakteryzować naprościej labelem - typ wymoczkowatego kujona, taki co donosił na was w szkole jak paliliście papierosy za budą.
Muzycznie formacja Bownik funduje coś w stylu polskiej podróbki Jamiroquai’a z domieszką Moloko ze szczyptą funk’u - R&B czy też motown'owego disco. Nie byłoby to nawet takie złe - bo muzycznie jest zjadliwe, gdyby było serwowanie jako pastisz, wygłup.
Niestety sądząc po wywiadach jakie można uświadczyć w sieci, chłopaki robią to absolutnie na poważnie. Co wychodzi im bokiem a nam jako słuchaczom, żeby nie użyć brzydkich słów, pasuje ta twórczość nieco niżej.
Tekstowo jest to... Zlepek przypadkowych słów, które spłyneły na autora zapewne jak przesadził jako weganin z grzybami. Sam autor zapewne nazywa to strumieniem świadomości inspirowanym na przemian poezją narodowych wieszczy i Charlesa Bukowskiego. Przyznam się bez bicia, że na początku myślałem, że to nawet zabawne. Niestety żyjemy w czasach Facebook’a i czar prysł jak tylko poznałem co Bownik ma w głowie (lub głowach) no i jak wygląda. Nie ukrywam, że do dziś miewam po tym koszmary.
To nieco podobny przypadek do tego gdy trafiłem na 'fanpejdż' Żulczyka - który odarł mi go ze wszystkich pozytywów jakie sobie na jego temat uroiłem. Ukazał mi postać nadętego małomiasteczkowego bufona, który własnie ma swoje 5 minut, gościa traktującego siebie absolutnie bez dystansu, przekonanego o swojej zajebistosci a co gorsza o tym, że tworzy rzeczy absolutnie wybitne a nie dobrze skrojone czytadła - czasem lepiej nie obcować z autorem a pozostać w kontakcie li tylko z jego dziełem. Tu jest podobnie jeśli Bownika potraktujemy jako wygłup a muzycznie jest momentami klawy - i koncept jest do przełknięcia. Jeśli jednak nie-daj-boże posłuchamy, któregoś z Bownikowych wywiadow zarżnie to nam cały hype - bo okazuje się, że ten typ o aparycji gnoma naprawdę uważa się za wege-ciacho, tak pyszne, że tylko schrupać i wylizać paluszki, do tego dochodzi przeświadczenie o tym że jest namaszczonym przez niebiosa poetą walczącym o lepszy-wege-świat.
Jeśli jesteście fanami Tureckich “Gwiezdnych Wojen”, filmu “The Room” albo przynajmniej “Człowieka Który się Niesamowicie Skurczył”. Lub nie obce wam są guilty plasures w towarzystwie utworów Beaty Kozidrak albo zespołu Kombi. To właśnie znaleźliście swoją truciznę. Jeśli nie - omijajcie Bownika z daleka szczególnie gdy próbuje śpiewać po angielsku.
Link do ich FB: https://m.facebook.com/bownik.official/
Powyżej skromny sampelek uroku Bownika i spółki (Tu... odpowiedzcie na pytanie, czy mój opis jest trafny?)