To przydarzyło się naprawdę, ale nie koledze mojego znajomego, tylko mnie
Każdy z nas ma w swojej głowie jakieś stop-klatki wspomnień, które z jakiegoś powodu nas prześladują. Nie wiem jak to się dzieje, ale my faceci mamy w sobie coś tak bardzo żałosnego. - Jak możemy zrobić coś “z twarzą”, to i tak zrobimy to na opak i w końcu poniżymy się przed całą publicznością. W okolicach roku 2001 będąc na dyskotece, siedząc w boksie, podeszła do mnie dziewczyna i zapytała czy może się dosiąść...
Po dłuższej rozmowie zapytała jaką książkę ostatnio przeczytałem, więc żeby “zabłysnąć” powiedziałem coś w stylu. - “Katarynkę i to do połowy”. Roześmiałem się na głos, ale zauważyłem, że rozmówczyni wcale nie było do śmiechu, a wyraz jej twarzy mówił - ty debilu. Popatrzyła na mnie pogardliwie i powiedziała - “Muszę iść”. Wstała więc i poszła.
To była dla mnie wielka szkoła życia. W jednej chwili zrozumiałem, że faktycznie jestem debilem i że nie ma się czym chwalić, że nie czytam książek. Po drugie zrozumiałem, że szczerość w niektórych kwestiach życia nie jest niczym pożytecznym, a także to, że można sobie żartować w towarzystwie, ale nie można tego robić bezkrytycznie w stosunku do siebie, bo będą tobą gardzić i z ciebie szydzić.
Można śmiało stwierdzić, że to czego nie nauczyła mnie szkoła ze względu na katastrofalne lektury - czyli czytanie książek, w jednej chwili nauczył mnie wypad na dyskotekę. Nie przesadzę jeśli powiem, że od tamtej pory przeczytałem kilkadziesiąt książek i przyznaję się bez bicia, że nie jest to dla mnie kara, lecz przyjemność...