Pocztowe mydełko. (2013.04.12 09:34:08)
Dzisiejszego poranka z konieczności wybrałem się na pocztę.
Zadanie miałem raczej banalne- wypełnić i zapłacić przelew pocztowy.
Sprawa bardzo podstawowa, więc zarezerwowałem sobie na nią dziesięć minut mojego prywatnego czasu.
Dawno dawno temu ludzie chodzili na pocztę wysyłać listy, teraz niestety klienci Poczty Polskiej zaopatrują się tam w mydełko, płyn do prania, wybielacze, wałki do ciasta, czapeczki, majtki, szaliki, zeszyty, dezodoranty i całą masę innego NIE pocztowego śmiecia.
Osobiście nie mam nic przeciwko dezodorantom i wałkom do ciasta, jednak gryzie mnie, kiedy idąc na pocztę z zadaniem typowo pocztowym muszę stać w kolejce za panią, która przyszła na pocztowy bazar w poszukiwaniu pończoch.
Miejsce ogólnodostępnej półki z wszelkiego rodzaju drukami pocztowymi, wzorami ich wypełnienia i długopisami na sznurku zajęła gablota z kremami do rąk.
Musiałem stać w kolejce dziesięć minut, tylko po to aby dostać w swe niepokryte kremem ręce druk przekazu pocztowego. Następnie zostałem przegnany spod okienka przez panią, która przyszła po płyn do mycia naczyń.
Nieśmiało przycupnąłem przy stoliku zastawionym pocztówkami urodzinowymi, ale nie dane mi było w ciszy i spokoju wypełnić druku gdyż natychmiast zostałem wzięty za właściciela tego straganu. Pewien niezbyt ogarnięty jegomość widząc, że wypełniam przekaz zapytał mnie: "Po ile te pocztówki?"
Skończyło się to tym, że w polu "nadawca" wpisałem "pocztówki"
Zdobywszy i wypełniwszy tym razem poprawnie nowy druk ustawiłem się w kolejce do okienka i po raz kolejny przekonałem się naocznie jak wydajnie mogą uchylać się od swojej pracy kobiety pracujące na poczcie.
Cztery kobiety w okienkach oznaczają tylko tyle, że tym częściej któraś z nich zaczyna paplać z pozostałą trójką.
Do domu wróciłem po czterdziestu pięciu minutach.
Mam nowy breloczek, zeszyt, dezodorant i mydełko.