I FUCKED UP THE COD SO SO BAD
seen from Sweden
seen from Serbia
seen from United States

seen from United States
seen from United States
seen from China

seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from Serbia
seen from Sweden

seen from United States
seen from Netherlands
seen from United States

seen from United States

seen from Malaysia
seen from Australia

seen from United States
seen from China
I FUCKED UP THE COD SO SO BAD

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
えーちゃん食堂(eechan-shokudo)「たら節 塩ラーメン」
✔️Store name / Menu
✔️Nearest : 不動前駅
Norway, Winter
December 2018
@동네
Congratulations to Scott J Hunter on the successful completion of his Public Collectors Joong Boo Residency. Scott's residency was not only the first of 2017, but also the first dirty, corrupt, ethically compromised residency of 2017, which is only appropriate given the disgusting times we are heading toward at a frightening pace.
Normally the Joong Boo Residency program is only for out of towners, but it's a little-publicized fact that for Chicago residents willing to compromise their their integrity through some kind of back room deal, I am willing to create a couple extra residencies now and then.
After multiple scheduling conflicts, I was excited to finally share a meal with Scott this afternoon. We went all out and not only did he have the Spicy Cod Soup (a bold choice for his first ever trip to Joong Boo) but we also snacked on an order of their highly addictive candied chicken wings. We shared our table with a couple and the older Korean woman we sat opposite (who also ordered the Cod Soup) expressed a bit of sadness because under doctor's orders, she must no longer eat the chicken. I offered to cover our order with a napkin to help her manage her cravings but she assured us she has it under control.
But about today's resident! Scott Hunter is a fascinating multi-faceted human and while we have known each other for a couple years, this was a longer conversation than we've enjoyed in the past. Scott works at the University of Chicago where he is a practicing and teaching Neuro-Psychologist. He also collects art, curates, and is on the boards of several local arts organizations. He is a friend to many artists and just an incredibly nice and generous person.
Some of what we discussed over lunch is confidential so we'll just have to hope that no Russian spies were eating at the Snack Corner when we were talking business. We also chatted a little with our table neighbors - something that is becoming increasingly common during these residencies. Joong Boo attracts a lot of friendly folks who all seem to know just how much chiming in is appropriate, and when it's best to focus on their own food and company.
Later in our conversation Scott and I talked about curating and collaborating with artists who have disabilities. Neither of us seemed to know about this mutual interest of ours, but since Scott is planning curatorial work in this area, and it is something I also have experience with, we had a lot to discuss. We talked about the various organizations in Chicago that serve artists with developmental challenges, the critical intricacies of curating this work, as well as the moral and ethical problems that arise in the treatment of this population in general. Also, we both hate the term "outsider art."
This was a great residency and an excellent start to a new year that is filled with worry. I have to say that for the first time, I didn't fully enjoy my Sashimi Salad. Something tasted a tiny bit funny (maybe a new kind of fish was added that didn't agree with me?). In any case, I feel perfectly fine ten hours later so I don't think Joong Boo did anything fishy.
There are plenty of openings for Joong Boo residencies in 2017 so if you don't live in Chicago (or do live here and are willing to do something unethical, under the table), please apply!

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
Cudowna zupa z dorsza
Najlepszą zupę rybną jadłam... Nie, nie w Chorwacji, Grecji, Hiszpanii, Portugalii, czy Rosji. Jadłam ją w niewielkiej zielonej budce przy plaży, między Gdańskiem, a Sopotem. Czy owo miejsce miało jakąś nazwę? Być może, nie pamiętam. Była to mizerna, cicha (stajenka licha chciałoby się dośpiewać) dziupla, w której wybór dań nie dawał zbyt dużego pola manewru: smażone ryby, zupa rybna, frytki, grzane wino i piwo. Wybraliśmy zupę i ta ich zupa okazała się - w przeciwieństwie do lokum - cudownie nieskromna: rdzawa, gorąca, gęsta, aromatyczna, pyszna. A przy okazji tania. Pewnie nie stanęłaby w szranki z najlepszymi zupami trójmiejskich salonów owych czasów, ale w mokry i wietrzny późnojesienny wieczór, po spacerze z Jelitkowa zaspokoiła mnie w zupełności.
Budka - mimo swojej przedniej zupy - dość szybko przestała serwować dania rybne, przeistaczając się w przeciętny nadmorski bar z szybkim jedzeniem. Ryby odpłynęły do innych lokali: przereklamowanej, lubianej przez warszawiaków Przystani, całkiem miłej (choć z pozakulinarnych powodów) Tawerny Rybaki i kilku innych. A może było inaczej? Może właściciel budki, sfrustrowany marnie idącym rybnym interesem, spakował manatki, poleciał do South West Rocks, na południu Australii, i tam rozkręcił biznes? Mały barak - od którego zaczynał - zdążył już zamienić na przytulną restaurację, a dzięki swojej zupie rybnej zdobył liczne grono oddanych klientów?
Gdy jestem w kraju z dostępem do szerokich wód i świeżych ryb, zamawiam gdzieś zupę rybną przynajmniej raz. Bo pachnie i jest z prawdziwych ryb. Z naszymi jak jest, wiadomo. Na co dzień jemy mrożonki, podróbki (nawet o tym nie wiedząc), a jeśli świeże i przyzwoite, to ze trzy gatunki na krzyż. Nawet nad Bałtykiem w knajpach podają głównie ryby mrożone. W sezonie letnim tylko flądra i śledź są świeże. Popularnego dorsza też się mrozi. Od lipca do końca sierpnia objęty jest bowiem zakazem poławiania na masową skalę.
Cóż, jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, to co ma - mawia moja Mama. Gdy widzę w sklepie świeżego łososia, pstrąga, dorsza, czy doradę, to go kupuję. Jeśli niczego nie ma, biorę mrożonki. Chętnie też sięgam po ryby wędzone i marynowane. Byle nie z Chin.
Składniki: ok. 2 l bulionu rybnego lub warzywnego 800 g świeżego dorsza (lub ok. 900 g mrożonego) 2 cebule 3 marchwie 3 łodygi selera naciowego wraz z liśćmi 4 ząbki czosnku średnie suszone czerwone chili 3 puszki pomidorów w sosie 250 ml pasty paprykowo-cukiniowej (lub dodatkowa puszka pomidorów) 2 liście laurowe, kilka ziaren ziela angielskiego i czarnego pieprzu kilka gałązek naci pietruszki oliwa z oliwek e.v. łyżka sosu Worcestershire sól i czarny pieprz do smaku kilka suszonych pomidorów sok z połowy cytryny
Wykonanie: Filety z dorsza podzielić na mniejsze, ale nie małe kawałki, oprószyć solą, czarnym pieprzem, skropić sokiem z cytryny i odstawić.
Posiekać w drobną kostkę cebulę, marchew, seler (liście zostawić), czosnek i łodyżki naci pietruszki (nać zachować). W rondlu rozgrzać oliwę i dodać warzywa, w kolejności: marchew, seler, cebula, czosnek i nać, a także suszone chili. Dusić na niewielkim ogniu 15-20 minut, mieszając od czasu do czasu. Jarzyny powinny zmięknąć, ale nie zezłocić się. Dodać pomidory wraz z sokiem, pastę paprykowo-cukiniową i gotować na wolnym ogniu przez 10 minut, a następnie zagotować. Wsypać posiekaną nać pietruszki i selera.
Na rozgrzanej oliwie usmażyć na złoto kawałki dorsza, odwracając je tylko raz, aby zachowały kształt. Po usmażeniu podzielić w dłoniach na płatki i dodać do zupy. Zmniejszyć ogień pod garnkiem. Doprawić solą, pieprzem i sokiem z cytryny.
Na talerzach ugarnirować zupę posiekanymi suszonymi pomidorami, dodatkowo siekaną pietruszką i selerem (wg uznania), skropić sokiem z cytryny i oliwą z oliwek, np. chili. Podawać z pieczywem podpieczonym na suchej patelni, potartym ząbkiem czosnku.