Wyjechałam na city break nad polskie morze.
Stojąc nad brzegiem morza, wsłuchując się w uderzające fale, obserwując niebieskie niebo, czując jak zimne powietrze dmucha na policzki, zrozumiałam, że brakuje mi poczucia dziecięcej beztroski.
Bez zamartwiania się o przyszłość, o to jak potoczy się dalej moje życie.
Mewy w tle, dryfując na wietrze, zdawały się naśmiewać ze mnie. Tak naprawdę jakie one mogą mieć zmartwienia?
Czy city break coś pomógł?
Nie, uświadomił tylko w jak sporym dołku życiowym się znajduję. Co mam zrobić, aby było lepiej?
♥♥♥
I went on a city break to the Polish seaside.
Standing by the sea, listening to the crashing waves, watching the blue sky, feeling the cold air blowing against my cheeks, I realized that I miss the feeling of childlike carefreeness.
Without worrying about the future, about how my life will unfold.
The seagulls in the background, drifting on the wind, seemed to be mocking me. But really, what worries could they possibly have?
Did the city break help?
No, it only made me realize how deep of a rut I’m in. What can I do to make things better?




















