Twitter to hiperprzesteń
Heloł!
TO POST NAPISANY W MAJU ALE WRZUCONY DOPIERO TERAZ
Długo się nie widzieliśmy - niestety sesja mnie wykończyła i doszła do tego praca po nocach. Ale już sesja się skonczyła więc teraz mam znacznie więcej czasu.
Post o Boxdelu siedzi na dysku po 4 poprawkach i czeka na dopięcie wszystkiego na ostatni guzik. Postaram się go doszlifować do końca czerwca.
Post będzie składał się z 2 segmentów + wstęp + pochodzenie Twittera
Anyways, zaczynajmy!
Wstęp:
Ach, tak Twitter. Miejsce, w którym wylewa się swoje zawiści, a jeśli zajdziesz komuś chociaż delikatnie za skórę, dostaniesz groźby śmiercią lub zostaniesz nazwany/a rasistą, homofobem.
Miejsce, w którym politycy wylewają na siebie wiadro szamba i nienawiści - nie trzeba długo szukać by znaleźć takie treści.
Miejsce, w którym postać fikcyjna białoskórna powinna mieć ciemniejszą skórę. Miejsce, w którym kot jest nazywany rasistowskim (tutaj kurwa nie żartuję).
Rozłóżmy Twitter na czynniki pierwsze.
Skąd powstał Twitter?
Twitter ma swoje korzenie we wczesnym 2006 kiedy to NYU student Jack Dorsey chciał stworzyć nowy komunikator online (miejcie, drodzy czytelnicy z tyłu głowy, że Facebook dopiero raczkował). Jego pomysł popierali niektórzy współpracownicy z Odeo, firma zajmująca się podcastami.
Na początku apka nazywała się "twttr" i była udostępniona wyłącznie dla pracowników Odeo. Jednakże potem, została aplikacja wypuszczona globalnie 15 lipca 2006 roku.
Twitter szybko zdominował świat internetu (głównie zachodu, w Polsce to dalej asfalt zwijali, a telefon stacjonarny był czymś nowym i zaskakującym), a dziennie pojawiały się 20 tyś. tweetów - w 2007 liczba ta się zmieniła w 60 tyś.
(Facet, który stworzył Twittera jest na zdjęciu poniżej):
Horror nr.3: Brak hamulców i zdrowego rozsądku
Na przykład to:
Lub to (starsze):
Niestety Twitter obfituje w takie treści - nie raz grożono że ktoś kogoś zabije i naprawdę się do tego przymierza - dodatkowo stalking i cyberbulling. I zanim ktoś powie - tak, niektórzy nie biorą tego na poważnie i mają to głęboko w piździe. Ale są też inni ludzie, których to dotyka mocno. Boją się, są przerażeni - to prowadzi do myślenia, że coś z nimi jest nie tak. Że takie jebane pierdoły z internetu mają rację. Jeśli takie komentarze pojawiają się nie raz, a kilka razy i ktoś z podatną psychiką to czyta i bierze na poważnie...to skutkuje samookalczeniem, anoreksją i duże problemy z własną wartością.
Mówię to z własnego doświadczenia - chociaż nie działo się to na przestrzeni internetu, bo wtedy on w Polsce się dopiero rozwijał to padłam ofiarą takiego zachowania w gimnazjum. Szczególnie, że przechodziłam przez ciężki czas w domu - ze śmiercią mamy na raka, a ojciec sam w tamtym czasie zmagał się w ciężki problemami psychicznymi.
To mnie zostawiło samą - musiałam szybko się pozbierać i opiekować się moim młodszym bratem. Dużo widziałam złych rzeczy w domu, przez co byłam krucha psychicznie - z gimnazjum pamiętam wsadzanie co tydzień głowy do muszli toaletowej, siniaki zadane kijem od szczotki lub wrzucanie mojego plecaka do śmietnika. Cały czas towarzyszyły komentarze typu: "Weź lepiej powieś się na pasku do plecaka pod sufitem w składziku" lub "Może utop się na basenie szkolnym w nocy?" powtarzanie ciągle kiedy miałam wsadzaną głową do muszli lub bita kijem od szczotki, że ledwo mogłam chodzić.
Sama zaczęłam myśleć, że ze mną jest coś nie tak. Zaczęło się podcinanie sobie nadgarstków żyletką lub szukanie w pokoju mojego taty silnych leków by je przedakować. Robiłam tak aż rok, do końca gimnazjum - chociaż znęcanie znosiłam przez 2 lata.
Gdyby nie to, że znalazłam ludzi, którzy naprawdę o mnie dbają, którzy kiedy dowiedzieli się, co się dzieje, pomogli mi w moim najgorszym czasie...pewnie by mnie tutaj nie było. Bo mało brakowało abym została pochowana w trumnie przez przedawkowanie leków mojego taty i popicie tego dużą ilością piwa.
Do czego drążę - że słowa mają moc, szczególnie kiedy są powtarzane lub mówione w dużych ilościach. Długo mi samej zajęło żeby się odbudować po 2 latach znęcania w szkole.
Dlatego Twitter nie jest dla osób o kruchej psychice - jedno posunięcie za daleko może się skończyć tragicznie.
Horror nr.2 - Rasizm i etc.
Jak się zgłębia odludzia Twittera, trzeba też wspomnieć o miernotach - wypocin ludzi bez życia, hobby lub znajomych. Z tych wpisów i przygłupich przeróbek ludzi o mózgu o wielkości mandarynki.
Z tego też pojawił się nowy i świeży termin, kontratak na termin "whitewashing" - czyli (analogicznie) blackwashing.
Odnosi się to do (często ale NIE ZAWSZE) krytyki osób bez życia, które spędzają godziny na "poprawkach" postaci fikcyjnej z gry anime/gacha.
Przykład no.1:
Ze 2 lata temu w Genshinie wychodziło Sumeru, region który miał być bazowany na krajach orientalnych/afrykańskich. Później wypłynęły przecieki z bety - i ludzie "obrońcy" postanowili się wyżywać na twt przez swoje kompleksy.
Przykład no.2:
Sprawa z fanartem z gry, Fear and Hunger (polecam zagrać jeśli macie kasę). To nie chodziło a ton skóry tylko o.....kształty ciała, które według policji twt były "fan servicem". Na artystę niestety wylał się kubeł szamba ale w sumie pokazał policji środkowego palca (tak samo jak Hero Hei - gość jest legendą, bo ma w rzyci policję twt i ma ubaw).
Tutaj macie fanarta:
A tutaj kompilację komentarzy pod fanartem:
Teraz wiadomo jakim ścierwem jest Twitter.
Zakończenie:
Nie ma tutaj dużo do powiedzenia - same segmenty były wystarczające i pokazało toksyczność Twittera. By nie skończyć jak Policja TwT, mam radę.
Dotknijcie trawy - dotykajcie jej przez godzinę i wciągajcie jej zapach. Jej soczysta zieleń jest lekiem na wszystko.
Dotykanie trawy to skuteczna metoda leczenia.
To na tyle ode mnie.
Do zobaczenia i miłego dnia życzy czytelnikom,
Wasza Newsorama.
PS. Post o Baxtonie pojawi się kiedy będę miała więcej czasu.









