Zed is dead. Franc is back
Scena "Zed's dead", Pulp Fiction, 1994
Droga czytelniczko,
namówiłaś mnie. Wprawdzie myślałem, że moje listy w butelkach są dziełem skończonym, ale choćbyś Ty jedyna je czytała, myślę, że dam radę jeszcze jakiś napisać. Ostatecznie poczta butelkowa nie realizuje przecież zwrotów, więc wcześniej zakładałem, że nigdy się nie dowiem, czy ktokolwiek wyłowił coś ode mnie. A tu proszę…
Mam nowego kumpla, afro-brytyjczyka, którego matka jest dwa lata ode mnie starsza i z powodzeniem mógłby być moim synem. Opowiadał w sobotę o swoim kumplu Zedzie. Wtrąciłem: – "Zed's dead, baby. Zed's dead". Nie zrozumiał dowcipu. Myślałem, że jako właściciel portfela z kultowym napisem "Bad materfucker" łyknie gładko tekst z Pulp Fiction.
W niedzielny, spokojny wieczór z ciężkim kacem, którego – moim zdaniem – powodem była pandemia i długie miesiące abstynencji, obejrzeliśmy cały film, żeby usłyszeć tę jedną kwestię. Akurat wyszedłem wtedy do toalety.
Także w kontekście butelkowych listów, a w kontraście do "Zed's dead" mam ochotę wykrzyknąć: Franc's back, baby!
A gdy mój młody, afro-brytyjski kumpel zapytał swoją polską dziewczynę, czy oglądała Pulp Fiction, odpowiedziała: – Nie, nie lubię science-fiction.
Twój Franc
Wrocław, 24 marca 2021 roku
PS.: Właśnie pomyślałem, jak mógłby wyglądać mój dialog z kimś zainteresowanym moim samopoczuciem w dzisiejszych czasach: – How's your ZEN? – ZEN's dead, baby. ZEN's dead.









