En deconstrucció, Tania Font, 2019
nie znasz się na ludziach. Powiem Ci, jak człowiek.
Ból potrafi być czasem taki, że człowiek myśli, że od niego umrze. Ale nie umiera. To tylko dotkliwa odpowiedź układu nerwowego. Umiera się jedynie czasem od tego, co ten ból sygnalizuje.
No chyba, że się umiera, bo już tego bólu nie może się znieść. Ale to wtedy celowo.
Wystarczyłoby więc taki układ nerwowy jakoś wyłączyć, żeby nie bolało. Tyle, że można wtedy stracić na przykład kończynę i nawet o tym nie wiedzieć.
Albo takie ucinanie kończyn właśnie. Gdyby Ci ktoś, jakiś sadysta ucinał kończynę, to większy byłby sam ból, czy strach, że to jest nieodwracalne? A może iloraz obu?
Jak tylko boli i wiesz dlaczego, i że od tego nie umrzesz, to nie ma strachu. Chyba, że strach, że tego nie wytrzymasz. To taki bywa.
A ból niefizyczny? Niby ten sam układ nerwowy bierze w nim udział, a brzmi jakoś inaczej. Smakuje mniej pikantnie. Jak nieprzyprawione, tłuste mięso, zalegające cały żołądek. Niektórzy muszą nawet zadać sobie ból na zewnątrz, żeby mniej czuć wewnątrz to, czego w sumie i tak nie czuć wyraźnie. Przyprawić jakby. I odciągnąć myśli.
Ja czasem walę głową w ścianę, żeby przez ułamek sekundy poczuć inny ból, niż ten, który czuję. Ale wtedy oba są zewnętrzne.
Czasem myślę, że wiertarką wkręcić by pomogło. Tylko grubym wiertłem. Cienkim by szczypało.
Ale niektóre wracają. Niektóre zabójczo regularnie.
Bólu, jesteś nieznośny.
Franc
Wrocław, 27 sierpnia 2020 roku