Polacy to największa mniejszość narodowa na Islandii. Jest nas tutaj około 13 tys. co stanowi 40% wszystkich obcokrajowców tu mieszkających, a 4% całej ludności. Tak tak jakby w prawie 40 milionowej Polsce mieszkało 160 tys. Islandczyków. Robi wrażenie?
Polaków w związku z tym można spotkać wszędzie. W autobusie, na ulicy, w kawiarni, aptece, hotelu. Można ich tam spotkać, bo tam najczęściej pracują. Jakie było moje zdziwienie, gdy pierwszy raz wsiadając do autobusu, kierowca po zobaczeniu nazwiska na mojej karcie, uśmiechnął się i powiedział “dzień dobry”. Kraj daleki, a nawet tu można spokojnie porozumieć się po polsku.
Pierwsze kontakty między Polakami a Islandczykami zaczęły się w latach 50. Wtedy z Islandii sprowadzano śledzie w beczkach, a z Polski batoniki prince-polo - pierwsze słodycze bez znanej tu wszędzie lukrecji. Prince-polo i coca-cola to było typowe wyposażenie islandzkiego nastolatka w latach 80.
W większości, przyjeżdżający Polacy traktują ten kraj, jako kraj zarobkowy. Przynajmniej na początku emigracji. Komfort życia tutaj, przewyższa ten w Polsce. Dodatkowo rodziny, bezrobotni, samotne matki dostają spore wsparcie ze strony Islandii. Bardzo mało jest tu biednych ludzi na ulicy.
Gdy jednak sprawy potoczą się inaczej, kraj się spodoba, ludzie okażą się mili, znajdzie się swój kąt, to wiele osób decyduje się na pozostanie. Ten tryb życia łatwo przyswajalny. Nam, jako posiadaczom paszportów europejskich, nie trzeba dodatkowych wiz i papierów, aby tu mieszkać i uczciwie pracować. A i pracy jest wiele, bo Islandia rozbudowuje się w zastraszającym tempie. W Reykjaviku powstaje coraz więcej hoteli i restauracji. Ręce do pracy potrzebne są przy budowie oraz przy obsłudze turystów. Znasz trochę angielski? No i starczy. Bo wszędzie gdzieś i tak będą Polacy.
O Polakach Islandczycy mają tu często dobre zdanie. Zawsze ktoś z nich spotkał Polaka, bo jest jego sąsiadem, albo współpracownikiem. Albo ich dzieci wspólnie chodzą do jego przedszkola. Albo zdarza się i tak, że Islandczyk wejdzie do polskiego sklepu (w Reykjaviku są 3) po zakupy. Każdy Islandczyk mieszkający w Reykjaviku zna nawet po kilka polskich słów, chwali polską kiełbasę i alkohol. Polacy są też często wychwalani za rzetelnie wykonaną pracę.
Polskie społeczeństwo jednak nie jest dobrze zintegrowane. Zakładają często własne getta, w których przebywają nie szukając kontaktu z Islandczykami. Oglądają tylko polską telewizję, zaopatrują się w artykuły w polskim sklepie, nie znają języka, mimo że mieszkają na Islandii już kilka-kilkanaście lat. Poziom integracji z lokalną społecznością nie jest na najwyższym poziomie. Działa tu kilka stowarzyszeń, które starają się o współpracę (Projekt: Polska, Stowarzyszenie Winda, weekendowa Szkoła Polska im. J. Korczaka w Reykjaviku), jednak jest to żmudna praca. Wiele nadziei jest w nowej polskiej generacji, która rodzi się już na Islandii i tu chodzi do lokalnych szkół.
Nie jest to typowe zaproszenie do przyjazdu na Islandię. Potraktujcie to, jako obiektywne spostrzeżenie świeżego polskiego imigranta.












