Nie chcesz tutaj ze mną zostać. Gwarantuję Ci, że nie. W moim życiu nic nie jest na stałe, rozumiesz? Nic. I wierz mi, że próbowałem. Próbowałem sprawić, by coś w moim życiu zostało na zawsze. Próbowałem na wszystkie możliwe sposoby przytwierdzić to do ziemi, sprowokować do zawieszenia lub choć zwolnienia czasu i zatrzymania się. Naprawdę próbowałem. W moim świecie niewiele rzeczy ma swoje stałe miejsce. Na próżno szukać tu bezpieczeństwa. Wiem, że brzmię teraz jak te wszystkie typy, które ostrzegały Cię, byś się w nich nie zakochała, ale musisz spróbować uwierzyć mi na słowo, że to, co teraz robię ma na celu uchronienie cię przed destabilizacją. Wiem, jak bardzo potrzebujesz pewnego gruntu. Wiem, jak bardzo potrzebujesz miejsca, do którego będziesz mogła przychodzić, by wyregulować swoje odbiorniki. Wiem, że potrzebujesz miejsca, którego lokalizacja niezależnie od wszystkiego będzie zawsze pozostawać niezmienna. Potrzebujesz godnego zaufania dostawcy spokoju, który zawsze odbierze od Ciebie telefon. Twoje ruchy tektoniczne są tak nieprzewidywalne, że potrzebujesz jednego miejsca, w którym nie będzie Tobą trzęsło. I nie zrozum mnie źle - ja marzę, by Ci to wszystko dać. Chciałbym stać się dla Ciebie niczym korzenie stuletniego drzewa, którego nie jest w stanie ruszyć najgorsza wichura. Chciałbym, żebyś wspinała się po mnie zwinnie na sam szczyt, by odpocząć od palącego słońca lub ukryć się przed bezwzględnym światem. I wiem, że nikt nigdy nic takiego Ci nie powiedział, ale chciałbym być dla Ciebie, dziewczyno, niczym pale żelbetowe dla wieżowca, żebyś opierała się na mnie, czuła pewnie i rosła z każdym dniem bez obaw, że nie dam rady Cię utrzymać. Chciałbym być tym wszystkim dla Ciebie cholernie, ale nie jestem w stanie i wolę Ci to powiedzieć, niż pozwolić Ci prędzej czy później stracić wszystko, co spróbujesz na mnie zbudować. Chciałbym móc zaoferować Ci to wszystko, na co tak jak żadna zasługujesz, ale jedyne do czego jestem zdolny to nieustające, porywiste podmuchy wiatru. Nie obiecam Ci, że kiedyś stanę się tym wszystkim, za to przyrzekam, że spróbuję wszystkiego, by tak się jednak stało. Nie wiem, ile zajmie to czasu. Nie wiem, gdzie wtedy będziesz. Nie wiem, czy przełknę to, że ktoś inny mnie uprzedził i nie wiem, czy zdołam ucieszyć się z Twojego szczęścia bez bolesnego ukłucia w klatce. Nie wiem, czy wyraziłem wystarczająco mocno, jak bardzo jesteś dla mnie ważna, ale właśnie dlatego, że jesteś, na ten moment musisz pozwolić mi odejść. Na ten moment nie dam Ci nic prócz chłodu. Na ten moment, choć pełny jestem miłości do Ciebie, nie zdołam rozpalić dla Ciebie żadnego ognia...