𓂀 𓃫 𓄿 / ᴍᴇᴇᴛ ᴍʏ ꜰʀɪᴇɴᴅ, ᴊᴀᴋᴇ ʟᴏᴄᴋʟᴇʏ.
“Sometimes I feel I’ve got to… run away…”
Czerwone światła migotały na mokrym asfalcie, silnik warczał nisko, jak zwierzę na uwięzi, gotowe do skoku. Deszcz rozmywał kształty miasta, neonowe plamy płynęły po jego oczach jak rozlany kwas.
Jego palce bębniły w kierownicę, lewe kolano podskakiwało. Serce biło mu nierówno – raz szybko, raz zbyt wolno, jakby próbowało dostroić się do melodii, którą tylko on słyszał.
„Tainted love… Oh… tainted love…”
Kochać? Czy kiedykolwiek kochał? A może miłość była tylko inną formą rozkładu, który właśnie miał przed sobą?(***)
Skóra ofiary była blada jak wosk, czerwień krwi lśniła jak martwe neonowe światło.
„Nie chciałem…” szepnął, ale echo jego głosu zdawało się wyśmiewać te słowa. Nie chciał? Może chciał. Może przez chwilę czuł, jak jego dusza rozciąga się, zmienia kształt, pulsuje, jakby otwierał drzwi do innego świata.
Zrobił krok w tył, a posadzka pod jego stopami zdawała się falować. Czy ziemia oddychała? Czy ściany miały oczy? Cienie w kątach kuliły się i drżały, jakby bały się jego spojrzenia.
Ale nie było gdzie uciec. Jego dłonie drżały, ale to nie był strach – to było napięcie, elektryczność w żyłach. Krew na jego palcach wsiąkała w skórę, jakby chciała zostać tam na zawsze. Czy to była ofiara? Rytuał? A może tylko kolejna wersja miłości, taka, w której jedno serce przestaje bić, by drugie mogło bić mocniej? Rroześmiał się cicho, dźwiękiem, który brzmiał bardziej jak chrzęst łamanych kości.
Piosenka grała dalej. Ciała już nie było. Może nigdy go nie było. Może to on był martwy od początku.
„Touch me baby, tainted love.”