Prolog. Oni już tu są i zawsze tu byli.
W czasach zimnej wojny, gdy militarne napięcie między światowymi mocarstwami sięgało zenitu, systemy wczesnego ostrzegania NASA zarejestrowały niezwykły obiekt na orbicie. Ta tajemnicza maszyna poruszała się po trajektorii biegunowej na wysokości osiemdziesięciu kilometrów nad powierzchnią globu, co całkowicie wykluczało jakąkolwiek znaną wówczas ziemską technologię. Wykonywała ona pełny obieg wokół Ziemi w precyzyjnym czasie stu trzydziestu czterech minut i dziewiętnastu sekund. Jej nachylenie względem płaszczyzny równika wynosiło dokładnie osiemdziesiąt pięć stopni, wykazując doskonałą, niezmienną stabilność lotu przez długie miesiące obserwacji. Urządzenie posiadało ostre, geometryczne kontury oraz charakterystyczny, toroidalny kształt, który przerażał wojskowych analityków swoją obcą, nieludzką formą konstrukcyjną.
Ten zagadkowy satelita nie był jednak produktem sowieckich ani amerykańskich inżynierów, lecz reliktem dawnej, kosmicznej interwencji sprzed tysięcy lat. Stanowił on zaawansowaną własność Inter Galactic Peace Organization, potężnej instytucji czuwającej nad biologiczną czystością rozwijających się światów w galaktyce. Maszyna ta od eonów monitorowała ziemską biosferę, rejestrując każdy przejaw niekontrolowanej ewolucji oraz drastycznego naruszenia kosmicznych praw. Jej optyczne i magnetyczne sensory pamiętały czasy, gdy błękitna planeta nie była jeszcze skażona genetycznym chaosem, a prymitywna ludzkość stawiała dopiero pierwsze kroki. W cyfrowych archiwach tego urządzenia zapisano tragiczną historię, która na zawsze odmieniła losy całego sektora gwiezdnego.
Wszystko zaczęło się w roku pięć tysięcy przed naszą erą, kiedy na Ziemię przybyła pierwsza misja naukowa pod dowództwem charyzmatycznego Szemihazy. Zaawansowane technologicznie pojazdy kosmiczne obcych wylądowały na ściętym wierzchołku góry Hermon, która ze względu na swoją strukturę stanowiła idealny punkt nawigacyjny dla lądowników. Z pokładów maszyn wyszło osiemnastu dowódców, których powierzchowność budziła natychmiastowy, nabożny lęk wśród koczowniczych mieszkańców tamtejszych dolin. Ich przywódca, Szemihaza, był wysokim, świetlistym humanoidem o doskonałych, geometrycznie idealnych rysach twarzy, skrytych za przezroczystą osłoną wielofunkcyjnego hełmu. Kombinezony przybyszów emanowały intensywnym, metalicznym blaskiem, odbijając promienie słońce w sposób, który dla ziemskich oczu był jawnym dowodem ich boskiego pochodzenia.
Zamiast jednak zachować dystans zalecany przez surowe kosmiczne procedury, przybysze postanowili aktywnie i bezpośrednio wpłynąć na rozwój lokalnej społeczności. W południowo-wschodniej Turcji, na obszarze znanym później jako Göbekli Tepe, wznieśli monumentalne, kamienne kręgi, które stały się ich głównym centrum operacyjnym. Założyli tam zaawansowaną szkołę astronomii, gdzie uczyli przerażonych ludzi ruchu ciał niebieskich, zaawansowanej uprawy ziemi oraz tajemnic medycyny naturalnej. Szemihaza głęboko wierzył, że podnosząc poziom technologiczny Ziemian, czyni dobro, które z łatwością usprawiedliwi jego ingerencję przed radą nadzorczą. Niestety, ta technologiczna pycha i poczucie absolutnej misji dziejowej były zaledwie pierwszym krokiem na drodze do nieuchronnej katastrofy biologicznej.
Wśród ustrukturyzowanego życia bazy w Göbekli Tepe szybko pojawiły się pierwsze pęknięcia wywołane przez nieprzewidziane czynniki natury emocjonalnej. Szemihaza, mimo swojej niezłomnej charyzmy i wojskowej dyscypliny, uległ magnetycznemu urokowi Dalili, najpiękniejszej kobiety z lokalnego klanu. Dalila charakteryzowała się dziką, pierwotną urodą, ciemnymi, gęstymi włosami oraz niezwykle ambitnym umysłem, który łaknął wiedzy niedostępnej dla śmiertelników. Pragnęła ona nie tylko fizycznej bliskości niebiańskiego przybysza, ale przede wszystkim opanowania jego technologii, którą ludzie zaczęli uważać za potężną magię. Szemihaza, całkowicie zaślepiony namiętnością, zaczął łamać kolejne zakazy, otwierając przed nią sekrety, które nigdy nie powinny opuścić archiwów jego statku.
Inni dowódcy misji kolonizacyjnej szybko poszli w ślady swojego przywódcy, ulegając urokom ziemskich partnerek i lokalnego, beztroskiego stylu życia. Postawny wojownik Araziel, odpowiedzialny za metalurgię i rzemiosło wojenne, związał się z Sarą, która była najbliższą przyjaciółką ambitnej Dalili. Pod wpływem alkoholu, uciech cielesnych oraz dumy ze swoich umiejętności, Araziel zaczął wyjawiać kobiecie sekretne metody wytapiania twardych stopów metali. Te zakazane nauki szybko rozprzestrzeniły się wśród wojowników z okolicznych plemion, rodząc falę przemocy i chciwości na niespotykaną dotąd skalę. Czuwający, zamiast być mądrymi strażnikami pokoju, stali się katalizatorami brutalnego postępu technicznego, który drastycznie zakłócił naturalny porządek ewolucyjny.
Cały ten proces moralnego upadku, asymilacji i technologicznego buntu bacznie rejestrował Henoch, przywódca lokalnego klanu i jedyny piśmienny człowiek w regionie. Wyposażony w skórzane zwoje i prymitywne rylce, spisywał on ze szczegółami każde słowo obcych, ich codzienne czyny oraz zmiany zachodzące w zachowaniu jego współplemieńców. Henoch posiadał niezwykle bystre, badawcze oczy i głęboką mądrość życiową, która pozwalała mu dostrzec śmiertelne niebezpieczeństwo płynące z tych niebiańskich darów. Pełnił on rolę cichego mediatora i moralnego kompasu między ludźmi, zbuntowanymi Czuwającymi a pierwotnym porządkiem wszechświata. Jego szczegółowa kronika miała wkrótce stać się najważniejszym dowodem oskarżenia w nadchodzącym, kosmicznym procesie sądowym.
Najbardziej niszczycielskie konsekwencje buntu kosmicznych przybyszów miały jednak charakter czysto biologiczny i zamanifestowały się w kolejnym pokoleniu mieszańców. Fizyczny związek Szemihazy z Dalilą oraz innych Czuwających z ziemskimi kobietami zaowocował narodzinami hybrydowych istot, które nazwano Nefilimami. Te potworne dzieci, osiągające szybko ponad dwa metry wzrostu, posiadały zniekształcone, monstrualne ciała oraz nienaturalną, niszczycielską siłę fizyczną. Ich przyspieszony metabolizm wymagał olbrzymich ilości pożywienia, co w krótkim czasie doprowadziło do całkowitego ogołocenia okolicznych krain z wszelkich zasobów naturalnych. Gdy zabrakło plonów, owoców i zwierząt hodowlanych, krwiożercze olbrzymy zaczęły pożerać samych ludzi, pogrążając Mezopotamię w fali niewyobrażalnego, krwawego terroru.
Dalila, która dzięki zakazanej wiedzy męża stała się potężną czarownicą władającą niebiańską technologią, nie potrafiła kontrolować potworów, które pomogła powołać do życia. Jej własna, hybrydowa ciąża okazała się dla niej bolesnym wyrokiem śmierci, niszcząc jej organizm od wewnątrz z powodu biologicznej niezgodności genetycznej. Przed śmiercią zdążyła jednak przekazać część skradzionej wiedzy medycznej i astrologicznej swoim zwolennikom, co na stałe skaziło ludzką kulturę mrocznym okultyzmem. Szemihaza patrzył na bolesne konanie swojej ukochanej z bezbrzeżną rozpaczą, zdając sobie sprawę, że jego duma i namiętność przyniosły jedynie śmierć. Jego bunt ostatecznie zniszczył świat, który tak bardzo chciał ulepszyć i zbliżyć do poziomu gwiezdnych cywilizacji.
Wkrótce potem na orbicie Ziemi pojawiły się zaawansowane siły porządkowe Inter Galactic Peace Organization, zdecydowane przywrócić pierwotny ład za wszelką cenę. Henoch został wybrany przez kosmicznych sędziów na posłańca, który miał dostarczyć buntownikom ostateczny wyrok potępienia wydany przez najwyższe instancje galaktyczne. Wyrok ten bezlitośnie pozbawiał Czuwających ich wysokiego statusu, zaawansowanej technologii oraz uprawnień, skazując ich na miano Upadłych Aniołów. Szemihaza został pojmany, odarty ze swojego świetlistego pancerza i skazany na wieczne wygnanie w mrocznych, niezbadanych zakątkach wszechświata. Araziel natomiast otrzymał surową karę tysiąca pięciuset lat więzienia w Dudael, podziemnym więzieniu o zaostrzonym rygorze, gdzie jego metalurgiczna wiedza stała się bezużyteczna.
Usunięcie zbuntowanych Czuwających i upadek ich hybrydowego potomstwa pozostawiły na Ziemi cywilizacyjną próżnię, którą szybko postanowiła wykorzystać inna kosmiczna nacja. Z odległej planety ZAOS, czerwonego globu o charakterystycznym kształcie piłki do rugby, wyruszyła wielka wyprawa kolonizacyjna pod wodzą bezwzględnego króla Anu. Atmosfera ich macierzystego świata uległa katastrofalnemu uszkodzeniu, a jedynym sposobem na jej uratowanie było rozpylenie w niej sproszkowanego, czystego złota. Anu, noszący groźną, ceremonialną zbroję przypominającą upierzenie drapieżnego ptaka, skierował swoje potężne statki wydobywcze wprost na ziemskie zasoby surowców. Nie interesował go w najmniejszym stopniu rozwój ani edukacja ludzi, lecz wyłącznie brutalna, przemysłowa eksploatacja zasobów mineralnych planety.
Rasa Anunnaki szybko podporządkowała sobie ocalałe z wojen z Nefilimami ludzkie klany, zamieniając je w darmową siłę roboczą. Ludzie zostali zepchnięci do roli bezwolnych niewolników, pracujących w nieludzkich warunkach głęboko pod ziemią w prymitywnych kopalniach Mezopotamii. Król Anu rządził twardą, żelazną ręką, eliminując wszelkie przejawy buntu czy lenistwa przy użyciu zaawansowanej broni energetycznej i biologicznej. Henoch, śledząc te tragiczne wydarzenia z bezpiecznej odległości, zapisał innej nocy w swoich ostatnich zwojach, że nowi panowie byli znacznie bardziej bezwzględni niż dawni Czuwający. Ich rządy opierały się na strachu, bólu oraz totalnej kontroli, która miała na celu wyciśnięcie z planety każdej uncji cennego kruszcu.
Z biegiem kolejnych stuleci ludzka populacja zaczęła się jednak gwałtownie odradzać, a wraz z jej wzrostem rósł hałas, którego król Anu nie potrafił tolerować. Ciągłe rebelie wycieńczonych robotników, ich głośne krzyki oraz błagalne modlitwy zakłócały spokój władcy ZAOS, który cenił sobie wyłącznie absolutną ciszę i wydajność pracy. Gdy zapasy złota zostały ostatecznie zabezpieczone, a atmosfera ich macierzystej planety została tymczasowo uratowana, Anu podjął ostateczną, bezlitosną decyzję. Wykorzystując zaawansowane systemy satelitarne do globalnej manipulacji pogodą, Anunnaki wywołali gigantyczny potop, który zalał całą dolinę Mezopotamii i zniszczył resztki starego świata. Kosmiczne statki najeźdźców odleciały w kierunku gwiazd, pozostawiając za sobą jedynie tonący w wodzie, wyludniony glob.
Tysiące lat później, gdy wody potopu opadły, a ludzkość z trudem odbudowała swoją cywilizację na fundamentach dawnych mitów, prawda o tamtych wydarzeniach uległa zatarciu. Toroidalny Satelita Obserwacyjny wciąż jednak krąży po swojej cichej, biegunowej orbicie, będąc wiecznym, cyfrowym depozytariuszem prawdy o dawnej katastrofie. Urządzenia NASA z czasów zimnej wojny zdołały jedynie musnąć tę kosmiczną tajemnicę, rejestrując obecność niezidentyfikowanego obiektu z odległej epoki. Współczesna ludzkość, wkraczając z dumą w erę atomową i eksploracji kosmosu, nieświadomie powtarza te same błędy pychy, które niegdyś sprowadziły na nią zgubę. Nad wszystkim tym czuwa niewidoczne, zimne oko Inter Galactic Peace Organization, czekając na moment, gdy historia zatoczy swój pełny, tragiczny krąg. https://www.wattpad.com/1180522329-czuwaj%C4%85cy-prolog-oni-ju%C5%BC-tu-s%C4%85-i-zawsze-tu-byli/page/2