Feministki są brzydkie
Feminism is not a dirty word. It does not mean you hate men, it does not mean you hate girls that have nice legs and a tan, and it does not mean you are a ‘bitch’ or ‘dyke’. It means you believe in equality. Kate Nash
Tak. To naprawdę takie proste.
Feminizm nie jest walką z mężczyznami. Nie jest też walką z kobiecością. Nie oznacza krótkich włosów, palenia staników i chodzenia w męskich ciuchach. Feminizm to nic innego, jak walka o równouprawnienie, czyli takie same traktowanie niezależnie od płci. Tylko i aż tyle. Uważasz, że kobiety i mężczyźni są równi? Jesteś feministą.
Równość nie wyklucza różności
To, że jesteśmy równi wcale nie oznacza, że wszyscy mamy być tacy sami. Wręcz przeciwnie – równouprawnienie walczy o to, by pomimo oczywistych różnic, takich jak płeć czy kolor skóry, każdy miał równe prawa. Byśmy niezależnie od tego, czy jesteśmy kobietą czy mężczyzną, mogli oczekiwać takiego samego, sprawiedliwego traktowania w pracy, tej samej pensji i nie obawiać się, że ktoś nas zwolni, bo zdecydujemy się założyć rodzinę.
Męskie kobiety i kobiecy mężczyźni
Wbrew temu, co starają Ci się wmówić media i głupi ludzie, feminizm nie jest też walką z kobiecością. Feminizm nie zabrania Ci się malować, nosić butów na obcasie ani nie wciska mężczyzn w rurki. Feministki nie próbują przekonać kobiet, by były męskie, ani mężczyzn, by byli bardziej kobiecy.
Feminizm daje Ci wolność wyboru. Uświadamia, że można być kobiecą niezależnie od długości włosów i że do bycia prawdziwą kobietą nie potrzebujesz sukienki. To działa również w stosunku do mężczyzn – by być prawdziwym mężczyzną nie musisz śmierdzieć potem i nosić na budowie ciężkich cegieł od rana do wieczora. Równouprawnienie zakłada, że kobiecość i męskość to coś znacznie więcej, niż nasz ubiór i cechy fizyczne. Feminizm nie próbuje również zaprzeczać oczywistym, biologicznym różnicom pomiędzy kobietami a mężczyznami – jesteśmy inni i nie ma w tym nic złego. Jednak ta inność nie musi oznaczać, że mamy być inaczej (czy też: gorzej) traktowani.
You don't have to be anti-man to be pro-woman. Jane Galvin Lewis
„Feminizm kończy się, gdy trzeba wnieść szafę na 8 piętro”
Kiedy ostatnio, drodzy mężczyźni, własnoręcznie wnosiliście szafę na którekolwiek piętro? Czy samodzielnie budujecie swoje domy, mieszkania i naprawiacie samochody? A nawet jeśli to robicie – czy naprawdę chcecie, by to właśnie to stanowiło o waszej męskości lub jej braku? Ilość prac fizycznych, jakie na co dzień wykonujecie?
Feminizm nie zabrania kobietom korzystać z pomocy mężczyzn ani mężczyznom z pomocy kobiet. Nie twierdzi, że przepuszczanie kobiety w drzwiach i dobre maniery są złe. Nie zabrania płacić Ci za Twoją kobietę na randce ani potrzymać parasola nad jej głową, kiedy zacznie padać deszcz. Oznacza jednak, że jeśli Twoja kobieta zda testy sprawnościowe do policji, to będzie mogła w niej służyć na tych samych prawach, co pracujący tam mężczyźni. I nie uczyni jej to jednocześnie bardziej męskiej od Ciebie.
Przecież macie równość!
W teorii? Jak najbardziej. Możemy o sobie decydować, wybrać pracę zamiast rodziny i mamy prawa wyborcze, ale równouprawnienie to nie tylko to, co na papierze. Równouprawnienie to również mentalność społeczeństwa, w którym żyjemy, a temu do zaakceptowania równości mężczyzn i kobiet jeszcze daleko.
Ile razy którejś z was zdarzyło się usłyszeć, że czegoś nie wypada wam robić, bo jesteście kobietami? Jak często słyszycie litanię życzeń i zażaleń pt. „kobieta powinna...”? Powinna gotować, sprzątać, powinna o siebie dbać, robić karierę, założyć rodzinę, nie palić, nie pić, nie przeklinać, być damą i całe mnóstwo innych rzeczy. Nie zliczę, ile razy usłyszałam, że programowanie to „męska rzecz”, albo że dobrze robię coś „jak na kobietę”. Zupełnie tak, jakby bycie kobietą było obelgą i z góry definiowało robienie większości czynności gorzej.
Feministki są brzydkie
Dnia 26 sierpnia obchodziliśmy Women's Equality Day – święto równości kobiet, upamiętniające nadanie praw wyborczych kobietom w USA. My, polskie blogerki i feministki, postanowiłyśmy odpowiedzieć na pytanie - kim tak naprawdę jest feministka? Stąd pomysł na akcję opatrzoną hashtagiem #jestemJednąZNich, który przewijał się w ostatnich dniach w mediach społecznościowych.
Jesteśmy kobiecymi, pewnymi siebie i dojrzałymi kobietami. Gotujemy, sprzątamy, pierzemy. Mamy rodziny, mężów, partnerów, dzieci. Wykonujemy przeróżne zawody, prowadzimy odmienne tryby życia i każda z nas jest inna, ale łączy nas jedno – jesteśmy feministkami. Świadomymi siebie i dumnymi ze swojej kobiecości.
I'd like every man who doesn't call himself a feminist to explain to the women in his life why he doesn't believe in equality for women. Louise Brealey
Po co to wszystko?
Po to, by nie oceniać ludzi przez pryzmat tylko i wyłącznie ich płci. To nie płeć definiuje naszą inteligencję, to jakimi jesteśmy kierowcami czy w jakim zawodzie będziemy się realizować. Chcemy, by kobiety i mężczyźni byli w swoich profesjach traktowani tak samo. By nie lekceważono kobiet w polityce, IT i na stanowiskach kierowniczych.
Po to, by nikt nie był traktowany przedmiotowo. Sprzeciwiamy się seksizmowi, wszechobecnemu nie tylko w reklamach, ale i codziennym traktowaniu kobiet. Jesteśmy ludźmi, a nie obiektami seksualnymi. Nikt z nas, niezależnie od płci, nie urodził sie po to, by cieszyć cudze oko.
Po to, by każdy z nas mógł czuć się sobą - niezależnie od długości włosów, obcisłości spodni czy wykonywanego zawodu.
Jestem jedną z nich. Jestem feministką. I jestem z tego dumna.












