Witam w nowym roku! A wiesz, że w formie vloga jesteśmy już razem ponad pół roku — dzięki wielki! ⠀ .⠀ Rok 2019 wyszedł bardzo pozytywnie i nie sądziłem, że wydarzyło się tak dużo! Zarówno prywatnie, jak i zawodowo. ⠀ .⠀ A dzisiejszy odcinek będzie o rozmowach programistycznych. ⠀ . ⠀ .⠀ .⠀ .⠀ #pracaprogramisty #zespół #teamit #rozmowy #programisci #programiści #zycieprogramisty #konferencjait #produktywność #itświat ⠀ (w: Jasło) https://www.instagram.com/p/B72z4n4n331/?igshid=yad442jxl1tn
Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
✓ Live Streaming✓ Interactive Chat✓ Private Shows✓ HD Quality
Anya is LIVE right now
FREE
Free to watch • No registration required • HD streaming
„Rozwydrzeni informatycy”, czyli naTemat o branży IT
Dziś w naTemat ukazał się tekst, zarzucający informatykom w Polsce bycie najbardziej zepsutym i rozwydrzonym zawodem – nie dość, że tyle zarabiają, to jeszcze chcą więcej i mają wymagania. Niestety autor, Tomasz Molga, zarówno dane, jak i wnioski z nich płynące wyciągnął z bardzo głębokiej dupy i stworzył śmieciowy artykuł pisany pod tezę.
Pierwszy facepalm można zaliczyć już przy tytule, ale to nie koniec – wystarczy rzucić okiem na zdjęcia zamieszczone we wpisie i załączone do nich podpisy, wg których informatycy są obiektem kpin współpracowników. Już to mniej więcej daje obraz tego, jakie pojęcie o informatykach ma Tomek Molga i że w swojej mentalności zatrzymał się gdzieś na etapie serialu IT Crowd, w którym nawet przeciętnie inteligentny człowiek dostrzeże ironię i hiperbolę. Nie – informatycy nie są pośmiewiskiem w firmach, w których pracują i najwięcej żartów na temat tego zawodu wymyślają... oni sami. Ale trzeba mieć minimum jakiegoś ogarnięcia, by zdawać sobie z tego sprawę.
Polscy informatycy...
Facepalmów ciąg dalszy, czyli – kto to kurwa jest „informatyk”?! Jaki sens ma pisanie o zarobkach jakiejś grupy zawodowej, skoro nie potrafimy jej nawet jasno określić? Przecież ten artykuł od samego początku nawet nie aspiruje do bycia poważnym. Dziedzina informatyki już od dawna jest zbyt rozległa, by mógł się nią zajmować jeden rodzaj specjalisty, zwany informatykiem, a różnica pomiędzy serwisantem i managerem IT jest kolosalna. Nie tylko pod względem kompetencji i zakresu obowiązków, ale i zarobków, o które cały artykuł na naTemat się rozbija.
Dodaje, że na boomie płacowym w branży korzysta też nowa grupa pracowników. Nie są już oni twórczymi programistami, inżynierami czy specjalistami IT, a jedynie osobami obsługującymi rozwiązania informatyczne w firmach. Choć wiele czynności informatycznych jest do ogarnięcia dla nie-specjalistów, nadużywają oni technicznego slangu i żądają wysokich pensji za usługi polegające na instalowaniu poczty i aktualizacji Windowsa.
No właśnie – gdyby Molga przed napisaniem swojego tekstu dokształcił się nieco w temacie, to jego bzdurny artykuł nigdy by nie powstał to doskonale by wiedział, że rzeczy takie jak aktualizacja systemu to jedynie niewielki wycinek tego, co trzeba przy sprzęcie zrobić. Najwyraźniej według Tomka przychodząca do pracy sekretarka czy inny nietechniczny pracownik, spokojnie mógłby sobie zainstalować i skonfigurować system, podpiąć sprzęt i zainstalować odpowiednie oprogramowanie. Najlepiej niech sobie jeszcze sam założy konto i nada odpowiednie uprawnienia. Nie bez powodu zatrudnia się do tego specjalnie ludzi, ale życzę powodzenia.
Btw., co to jest instalacja poczty?
Pracownicy IT potrafią zarabiać ponad 10 tys. zł miesięcznie, a mimo to bez mrugnięcia okiem zmienią pracę za 500 zł podwyżki albo darmowy karnet na siłownię.
Pierwszy dowód rzekomego rozwydrzenia. Trzeba być bardzo naiwnym, by sądzić, że ktokolwiek kto zarabia 10 tys. miesięcznie, zmienia pracę dla darmowego karnetu na siłownię. Na zmianę miejsca pracy ma wpływ całe mnóstwo czynników, nie tylko tych finansowych. Dobre zarobki nie zawsze będą w stanie wynagrodzić pracownikowi złą atmosferę w firmie, brak możliwości rozwoju czy duże oddalenie od miejsca zamieszkania. To raczej oczywiste, że podobnie, jak każdy pracownik musi się liczyć z tym, że pewnego dnia może zostać zwolniony – tak i każdy pracodawca musi mieć świadomość, że nawet najlepiej opłacany pracownik może chcieć odejść. Poza tym – mieć pracownikowi za złe, że mając taką możliwość, chce więcej zarabiać? POWAŻNIE?
Ale spokojnie, najlepsze dopiero przed nami:
Polscy informatycy są tak rozwydrzeni, że pracodawcy muszą sprowadzać „normalnych” z Ukrainy, Indii, a nawet Korei Północnej.
Myślę, że to ten moment, w którym większość programistów wybucha śmiechem. Powiedzenie „hinduski kod” nie wzięło się znikąd i wcale nie oznacza dobrej jakości. Nic dziwnego – większość zdalnie pracujących programistów z Indii jest po lokalnych, rocznych kursach programowania i nie posiada wiedzy z zakresu wzorców projektowych, składni i dobrych praktyk programistycznych, tworząc tym samym nieczytelny, niewydajny i często niedziałający kod. Wiecie, co się potem dzieje z takim kodem? Pracodawca w panice poszukuje kogoś, kto mu go poprawi – czyli jednego z tych nienormalnych, rozwydrzonych, zbyt wiele wymagających programistów. Przy czym poprawianie śmieciowego kodu to jak kopanie się z koniem, bo zakłada w zasadzie napisanie wszystkiego od nowa, nie rozwija i jest do bólu frustrujące, a pracodawcę dodatkowo kosztuje. Jak to się czasem mówi – skąpy dwa razy traci.
Taka anegdota na marginesie: poprzez pewną platformę, znajomy zlecił kiedyś programiście z Indii napisanie skryptu. Pomijając jego wątpliwą jakość i fakt, że po tygodniu i tak przestałby działać – skrypt miał ukrytą w kodzie zmienną, której wartość pobierana była z serwera twórcy. Zmiana wartości z „true” na „false” powodowała, że skrypt przestawał działać. Po co? Np. jako zemsta w przypadku wystawienia negatywnej opinii na owej platformie zleceniowej lub w celu wymuszenia zapłaty za naprawę i poprawki kodu. Warto?
Szef notowanej na giełdzie spółki informatycznej opowiada jak to, cały zespół pracujący nad nowym produktem uciekł do konkurencyjnej firmy zabierając również efekty swojej pracy.
To, jak rozumiem, ma być kolejnym dowodem na rozwydrzenie pracowników IT. Rzecz w tym, że nie jest – to po prostu nieuczciwość. Ludzi nieuczciwych, niekompetentnych i bez skrupułów można spotkać w każdym zawodzie i nie ma to nic wspólnego z rozpuszczeniem wysokimi pensjami. Każda profesja ma swoje czarne owce – jedni wynoszą poufne dane z firmy, inni piszą bzdurne artykuły z pretensjami do świata, że ktoś zarabia więcej od nich, ale budowanie opinii o całej grupie zawodowej na podstawie skrajnych przypadków jest głupotą.
W wywiadzie dla agencji Newseria skarży się na brak rąk do pracy. We Wrocławiu, gdzie działa kilka dużych centrów IT, trudno już znaleźć pracowników tej branży. – Dlatego często szukamy ich za granicą, zwłaszcza wschodnią.
Proponować pensję odpowiadającą standardom wschodnim i dziwić się, że w Polsce chętnych na nią nie ma – logika godna pogratulowania.
I to jest w zasadzie ten kluczowy moment, w którym okazuje się, że zarówno Tomasz Molga, jak i niektóre cytowane przez niego osoby, wydają się nie rozumieć, jak działa rynek pracy. Jeśli jest duże zapotrzebowanie na specjalistów z danej branży, a tych brakuje – naturalnym następstwem tego jest walka o pracownika, a co za tym idzie, wzrost oferowanych zarobków. Ci źli, rozwydrzeni programiści wcale nie żądają kwot nie z tej ziemi – to pieniądze, jakie firmy są skłonne zapłacić pracownikowi. Przy czym te szumne 10 tysięcy miesięcznie, które tak oburzyły autora, to wciąż o wiele mniej, niż oferuje się specjalistom w Niemczech czy Stanach.
Tomek Molga wydaje się również nie rozumieć jeszcze jednej rzeczy – to nie jest tak, że absolwent informatyki bierze się znikąd, przychodzi do pierwszej lepszej firmy, dostaje 10 tysięcy na rękę i służbowy samochód, po czym siedzi całe dnie na Fejsie i czasem od niechcenia coś zrobi. Praca w IT bywa naprawdę trudna. W zależności od specjalizacji, od pracownika wymaga się bardzo dobrej znajomości nawet kilku języków programowania, dobrego opanowania algorytmów czy wiedzy o sprzęcie, protokołach i wzorcach projektowych. Co jednak najważniejsze – praca w IT wymusza ciągłą naukę. Jest to tak szybko rozwijająca się dziedzina, że potrzeba naprawdę sporo wysiłku, by być na bieżąco i udaje się to tylko najlepszym.
Nikt świeżo upieczonemu absolwentowi informatyki nie da 6 tysięcy na rękę i masy przywilejów. Tak naprawdę z zawodem programisty czy innego pracownika IT jest tak samo, jak z innymi profesjami – najwięcej dostają najlepsi, najbardziej pracowici i z dużym doświadczeniem. Myślę, że w zawodzie dziennikarza obowiązuje podobna zasada, ale żeby o tym wiedzieć, trzeba robić coś bardziej wartościowego, niż tworzenie bzdurnych artykułów na tematy, o których nie ma się pojęcia.