Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
✓ Live Streaming✓ Interactive Chat✓ Private Shows✓ HD Quality✓ Free Actions
Free to watch • No registration required • HD streaming
Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
✓ Live Streaming✓ Interactive Chat✓ Private Shows✓ HD Quality✓ Free Actions
Free to watch • No registration required • HD streaming
Sooo… I’ve decided to rewrite what I already got here and translate it to english. I’m fully aware that my english vocabulary is not as rich as my polish one, but I will try my best to provide the best quality of texts as possible. I hope you’ll enjoy reading this prologue.
The gif does not belong to me.
***
She was staring into his cloudy eyes, trying to calm down all the thoughts running through her head. He clenched his palms into fists, causing the wounded knuckles to trickle even more. She wanted to press her lips to them, make them painless, but deep down she knew that she can’t protect him from the most painful wound. She knew that she couldn’t, that they couldn’t… It was too complicated and yet too simple.
She was hearing their friends screaming in the distance – in alcoholic exultation they were demanding another chance for a rematch in karaoke contest. She was hearing the drops – the remains of the rain that had poured few minutes ago; drops striking against the metal railing of the stairs. She was hearing her own throbbing heart. She was hearing his quicken breath. She wanted to feel his breath on her skin.
But she shouldn’t – they shouldn’t… She couldn’t... they couldn’t. She knew that he is tired of this – she was too. She knew that he was feeling like shit, ‘cause she was feeling like this as well. She closed her eyes, wanting to separate herself from the distracting view – his swollen, taut face. But beautiful to her. Since always.
The moment she heard he took a step forward, she got paralyzed. She held her breath, waiting for him to get closer; for his arms to wrap around her like ivy shoots – tightly, almost painfully. She waited for her face to get completely covered by the damp material of his sweatshirt, allowing her to drown in his scent, wrapping around her skin. She waited for her to be executed, condemned and cursed, because there would be no turning back.
Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
✓ Live Streaming✓ Interactive Chat✓ Private Shows✓ HD Quality✓ Free Actions
Free to watch • No registration required • HD streaming
main characters: min yoongi x girl x jeon jungkook
warnings: curses, violence, sex,
genre: drama (faze I), horror, survival (faze II)
***
– Nie mogę uwierzyć, że ta katorga wreszcie się kończy. Czy można mieć mrówki na dupie?
Min Yoongi oderwał wzrok od okna i spojrzał na siedzącego obok mężczyznę. Jego ruda broda była zmierzwiona po podróży i gdzieś zgubił gumkę recepturkę asekurującą precyzyjny splot warkoczyka. Pod zielonymi oczami malowały się głębokie sińce. Agnar nie potrafił zasnąć w pozycji niehoryzontalnej – nie to, co Yoongi. Jemu naprawdę było obojętne czy leży w miękkim ogromnym hotelowym łożu, czy na trawie, czy siedzi na plastikowym krześle lotniskowej poczekalni. Potrafił zasnąć w każdym miejscu, o każdej porze.
– Chyba można, bo właśnie mi do niej wlazły – przytaknął blondyn, przenosząc ciężar ciała z jednego pośladka na drugi. Nie liczył ile czasu łącznie spędzili w siedzących pozycjach, bo stracił rachubę po pierwszej dobie na lotnisku.
Islandię nawiedziła w tym roku naprawdę ostra zima, której nawet najstarsi mieszkańcy nie pamiętali. Burze śnieżne ograniczające widoczność niemalże do zera uniemożliwiały przejście na drugą stronę ulicy bez ryzyka wpakowania się pod samochód, a co dopiero start samolotu pasażerskiego. Uwięzieni więc na lotnisku w Reykjaviku grali w karty, pili obrzydliwą kawę z automatu i modlili się o poprawę pogody. Kończyła im się gotówka, czysta bielizna i pasta do zębów, Agnar nadepnął na ich jedyną działającą ładowarkę, a Yoongi zgubił kartę płatniczą. Byli w dupie. Czarnej dupie. Na szczęście trafili na utalentowanego pilota, który wykorzystał kilkunastominutowe przejaśnienia, aby wzbić się z nimi w powietrze. Dziesięciogodzinny lot to katorga sama w sobie, ale niemal cztery dni spędzone na lotnisku przelały czarę goryczy, przez co nawet Yoongi marzył tylko i wyłącznie o prysznicu i własnym łóżku. Tylko dzięki temu szalonemu jebańcowi jesteśmy nad Seulem, Yoongi myślał o pilocie z uznaniem, wpatrując się w drobne, jasne światła miasta pod nimi.
Nad ich głowami zapaliła się ikona informująca o konieczności zapięcia pasów, a w głośnikach rozbrzmiał islandzki komunikat o nieuchronnie zbliżającym się lądowaniu, powtórzony również po koreańsku i angielsku. Raj dla poliglotów.
– Jeśli chciałeś się wysrać w przestworzach to już za późno – prychnął Yoongi widząc, jak Klaus zaczyna wiercić się na swoim siedzeniu.
– Jebał cię pies, Suga – warknął Islandczyk, patrząc na blondyna spod byka. – Wiesz, że mi się zachce jak powiesz coś takiego!
Koreańczyk zarechotał, co szybko zmieniło się jednak jęk, gdy wielka jak głaz pięść Agnara wpiła się w jego brzuch. Yoongi przeklął szpetnie, jednak wredny uśmiech nie schodził mu z ust aż do chwili, gdy koła samolotu odbiły się od pasa startowego.
– Witamy państwa w Seulu, w Południowej Korei. Jest sobota, 3 stycznia, godzina 23:40 czasu lokalnego. Mamy nadzieję, że podróż minęła państwu komfortowo i dziękujemy za wybranie naszych linii lotniczych.
Witamy kurwa w domu…
***
Yoongi złapał swój wojskowy plecak z pasu transmisyjnego i rozejrzał się po hali przylotów Incheonu. Zewsząd otaczali go zmęczeni, zdenerwowani, ale szczęśliwi ludzie. Młode małżeństwo złapało się za ręce i powoli ruszyło w stronę dużych, rozsuwanych drzwi lotniska; mężczyzna w średnim wieku minął ich pośpiesznie, wypatrując za barierkami swojej rodziny. Yoongi zatrzymał wzrok na małej postaci przy jednym z filarów. Niespełna pięcioletnia dziewczynka o europejskiej urodzie siedziała na walizeczce w kształcie rybki Nemo, ściskając w rączkach tę samą pomarańczową rybkę. Powieki opadały jej raz za razem, a główka kiwała się niebezpiecznie w przód i w tył, lada chwila gotowa opaść kompletnie z sił. Yoongi uśmiechnął się sennie, czując jak i jego dogania zmęczenie. Ledwie stał na nogach, a do mieszkania zostało mu do pokonania jeszcze kawał drogi.
– Tak sobie myślę, stary – za jego plecami rozległ się niski głos Agnara. Yoongi poprawił na głowie czarną czapkę z daszkiem i odwrócił się w jego stronę. – Chyba przekimam się dziś w studiu, co o tym myślisz?
– Nieee – blondyn pokręcił głową. – Mam ochotę przespać się wreszcie w swoim łóżku.
– No proszę cię – jęknął Agnar. – Najpierw jedenaście stacji na południe, później przesiadka, później jeszcze jedna… Oszalałeś?
Yoongi wzruszył ramionami, jednocześnie kierując się w stronę wyjścia. Agnar zacisnął mocno wargi, ale nie odezwał się więcej, chcąc zapewne oszczędzać energię. Yoongi pomyślał, że bardzo nie chciałby słuchać teraz jego pierdolenia. Chciał ciszy, spokoju, kanapy i może piwa. Tak. Browar byłby spoko. Agnar nie wytrzymał jednak długo. Gdy tylko zamknęły się za nimi drzwi metra na linii Incheon, odezwał się po raz kolejny.
– Agnar, po pierwsze stul pysk, bo tu psy dupami nie szczekają jak na Islandii i w transporcie się nie gada – Yoongi cedził przez zęby diabelnie niskim i cichym głosem. – Po drugie, spędziliśmy ze sobą ostatnie dwa miesiące. Dwa miesiące tylko ty, ja i owce. Czy naprawdę muszę wyartykułować moją potrzebę samotności?
– Jasne, na pewno już umówiłeś się z chłopakami. Tylko rzucisz plecaczek i pobiegniesz…
– Nawet jeśli, to gówno cię to obchodzi.
– Na pewno już czekają, a ty nawet…
Blondyn był może o piętnaście centymetrów niższy niż Agnar, ale był za to diabelnie szybki. Błyskawicznym, zdecydowanym i mocnym ciosem w tył głowy uciszył Islandczyka.
– Mieszkasz w Korei od pięciu lat, a zachowujesz się, jakbyś dopiero tu przyjechał – warknął. – Zamknij się, powtarzam.
W tym samym momencie pociąg zatrzymał się i mężczyźni musieli wysiąść. Większość pasażerów udała się na niższy poziom tuneli, chcąc przesiąść się na linię pierwszą, jednak Yoongi i Agnar udali się w stronę ruchomych schodów prowadzących na powierzchnię. Powietrze było mroźne i czuć było w nim smog. Yoongi przebiegł przez pustą drogę na przystanek autobusowy, starając się w bladym świetle latarni odczytać cokolwiek z rozkładu. Elektroniczna tablica odjazdów nie działała. Zerknął na prosty zegarek na swoim nadgarstku – dochodziła pierwsza w nocy, więc lada chwila powinien odjechać ostatni zwykły autobus do Gangnam. Mieli szczęście.
Yoongi sięgnął do kieszeni puchowej, czarnej kurtki zastanawiając się, czy zdąży zapalić papierosa. Zdążył go jednak tylko przyłożyć do ust, a zza zakrętu wyłonił się zielony autobus pusty jak głowa Agnara. Ale jestem złośliwym chujkiem.
– Ładuj się – ponaglił Islandczyka, który zmagał się ze swoimi bagażami nieco dłużej niż powinien, a wchodząc zahaczył swą wielką głową o rurkę asekuracyjną. Przeklął głośno, jednak w środku nie było żadnych innych pasażerów, więc Yoongi się nie odezwał. Coś było jednak w takim zachowaniu, co wyprowadzało go z równowagi. Zajęli miejsca na ostatniej kanapie, podczas gdy pojazd z głośnym sykiem odjechał z przystanku. Przed sobą mieli jeszcze jakieś dwadzieścia, może piętnaście minut jazdy, biorąc pod uwagę znikomy ruch na drogach, więc Yoongi zsunął daszek na oczy i oparł głowę o chłodną szybę. Ostry prąd przebiegł mu wzdłuż kręgosłupa. Był zmęczony. Cholernie zmęczony, a powieki tak ciężkie, ciężkie…
– Jasne, najlepiej!
Yoongi zamrugał, gwałtownie wyrwany z dryfu pomiędzy jawą a snem. Agnar z zaciętą miną wpatrywał się w niego zupełnie tak, jakby Yoongi kopnął jego psa.
– C-co? – wydukał przecierając oczy i rozglądając się. Jechali już ulicami Gangnam. Światła wieżowców zapierały dech po dwóch miesiącach oglądania głównie niewielkich chatek na pustkowiu. Reykjaviki co prawda nie był znowu taki mały, byli tam jednak jedynie przejazdem, a i tak nie mógł się on równać z potęgą stolicy. Bogactwo część główna, skurwysyny.
– Teraz udajesz, że mnie nie słyszysz? Świetnie. Zajebiście. Pewnie po kryjomu wysyłasz SMSy do Hope’a!
Daleko jeszcze? No to daleko, czy nie?
– Jezu, Agnar. Naprawdę chcę wierzyć, że to zmęczenie przez ciebie przemawia. Jak ja mam cię kurwa teraz dość! – Sfrustrowany bardzo szybkim gestem ściągnął z głowy czapkę, przeczesał palcami włosy i założył ją ponownie.– A poza tym, pomyśl kurwa. Jak miałbym pisać do Hoseoka, skoro spierdoliłeś nam ładowarkę i od dwóch dni nie działa mi telefon? – Z ust rudowłosego wydobyło się coś na kształt a, fakt, po czym spuścił głowę. – Aish! Nie jestem twoim chłopakiem. Znajdź sobie kogoś innego do takiego gówna, dobra?
Przez chwilę jechali w milczeniu. Od studia dzieliło ich już tylko jedno skrzyżowanie. Autobus zjechał do zatoczki po tym jak Yoongi wcisnął przycisk stopu dla Agnara. Rudowłosy podszedł do drzwi i westchnął głośno, gdy te otworzyły się z sykiem.
– Ja się przywiązałem do twojej chudej wrednej dupy, a ty masz mnie kurwa dość – wybełkotał bardziej do siebie niż do Sugi, powoli schodząc na chodnik.
– Tylko się nie popłacz jak V nie ogarnął ogrzewania! – krzyknął blondyn, drzwi się zamknęły i wreszcie został sam ze swoimi myślami.
To nie tak, że nie lubił Agnara. Islandczyk był naprawdę fajnym facetem. Dzięki niemu blondyn wracał właśnie ze swojej wymarzonej podróży na Islandię, a wszystko to za bezcen. Spędzili kilka dni w domu rodzinnym Agnara w Hofn, po czym zebrali zapasy, samochód z napędem na cztery koła i pojechali na północ. Przez ponad miesiąc kąpali się w gorących źródłach, spali w namiocie, pili i przemierzali odludne rejony kraju. Yoongi był pewien, że jeszcze nigdzie nie czuł się tak dobrze jak tam. Po środku zlodowaciałej przestrzeni, w kurtce targanej mroźnym wiatrem, który ciał go w policzki, z butelką wódki w ręce i jej żarem w żołądku, bilionem gwiazd nad głową i nikim w promieniu wielu kilometrów. Nikim, prócz Agnara śpiącego w namiocie, rzecz jasna. Te miesiące pozwoliły zaczerpnąć im inspiracji z natury, Agnar niemal codziennie szkicował, a Yoongi nie rozstawał się z aparatem. Z ich dwójki to Islandczyk był bardziej utalentowany, jednak blondyn niechętnie przyznawał to nawet przed samym sobą. Projekty Agnara po prostu urywały głowę, a w Seulu jego egzotyczny styl robił wręcz furorę.
Agnar był więc przechujem, ale był również głośny. I potrzebował uwagi. Całego jej mnóstwa – zupełnie jak kobiety. Yoongi był singlem już od ponad roku, ale był pewien, że jeśli miałby opowiadać na tak irytujące pytania, którymi Agnar raczył go podczas powrotu do Korei, to chociaż chciałby mieć pewność, że dzięki temu zarucha raz na jakiś czas.
Seks. O boże, jak brakowało mu seksu.
Westchnął głośno i ponownie oparł głowę o szybę. Do domu zostało mu jeszcze trochę trasy, więc zamknął oczy i pozwolił swojej wyobraźni biec bez kontroli w stronę pełnych, ciepłych ust za którymi czasem tęsknił.
A których miał już nigdy więcej nie zasmakować.
***
Obudził go irytujący, ostry dźwięki domofonu. Leżał w poprzek łóżka, jedynie z granatowym ręcznikiem owiniętym wokół pasa, który nie zdążył jeszcze dobrze wyschnąć przez te kilka godzin. Gdy tylko dotarł wreszcie do swojego mieszkania rzucił plecak przy drzwiach, nalał wody do wanny, w której spędził piętnaście minut opróżniając w tym czasie puszkę piwa. Gorąca woda i alkohol sprawiły, że nie był w stanie nawet poszukać zapasowego kabla do telefonu – gdy tylko wszedł do sypialni padł twarzą na łóżko i odpłynął w niebyt.
Teraz jednak ktoś uporczywie dobijał się do drzwi. Podnosząc się jęknął i przycisnął dłoń do nasady nosa. Bolała wciąż ze zmęczenia i alkoholu, który nie pozwolił jego ciału w pełni się zregenerować.
– Już idę! – Kurwa, warknął do swoich papci, których nie potrafił wsunąć na stopy, więc po chwili porzucił ten pomysł i na boso podszedł do komody. Nałożył na siebie bieliznę i czarne spodnie dresowe (przy czym prawie udało mu się wyrżnąć głową o drzwi), po czym wyszedł do przedpokoju. Przy drzwiach sięgnął po granatową bluzę adidasa i z palcami we włosach pociągnął za klamkę.
– A jednak żyje! – Znajomy, niski głos poniósł się po klatce schodowej, a chwilę później mocne ręce owinęły się wokół jego ramion. – Odchodziliśmy od zmysłów!
– V puść mnie. Śmierdzisz kebabem – Yoongi jęknął, starając się odsunąć od siebie wyższego o głowę mężczyznę.
– Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia – Taehyung wzruszył ramionami i uśmiechnął się. Z wrodzoną zwinnością przemknął pod ręką Sugi, wpraszając się tym samym do środka. Za nim stał jednak dalszy ciąg komitetu powitalnego. Hoseok również się uśmiechał, ale ograniczył swoje przywitanie do podania blondynowi dłoni. Yoongi uścisnął ją mocno czując, że też zaczyna się uśmiechać, po czym odsunął się, żeby reszta nie musiała przeciskać się przez drzwi. Za Hoseokiem stał Jin.
– Zapnij się, bo zaraz będziesz chory. Po Islandii może się tak wydawać, ale tegoroczna zima w cale nie jest taka łagodna.
– Dzięki za radę – bąknął, zapinając suwak do połowy i zamykając za wszystkimi drzwi. – Co tu robicie?
– Jak zwykle obcesowy – Taehyung rozpostarł się już wygodnie na kanapie i z założoną nogą na nogę obserwował jak Hoseok usiłuje uruchomić konsolę. Yoongi zastanowił się, czy tapicerka kanapy również zacznie pachnieć jak baranina, czy tylko jak sos czosnkowy. – Nie możemy liczyć na trochę ciepła od przyjaciela? Zwłaszcza, że nie widzieliśmy się kawał czasu?
– Na Islandii wypizg. Mogę być nieco oziębły – Yoongi wszedł do kuchni i wyciągnął z lodówki dzbanek z wodą. Postawił go na blacie i nalał płynu do szklanki.
– Twój telefon nie działa od trzech dni, a miałeś wrócić w czwartek. Dziś niedziela. To normalne, że się martwiliśmy – Hope oparł się plecami o kanapę, tuż obok nóg Taehyunga i z padem w dłoniach patrzył na Sugę z wyrzutem.
– Mogłeś chociaż napisać, jak wróciłeś – dodał z wyrzutem Jin, również siadając na podłodze. To jak bardzo ta trójka czuła się w jego mieszkaniu jak w domu było nieco irytujące. Ostatnio wszystko jest dla ciebie nieco irytujące.
– Agnar rozjebał nam ładowarkę, skończyła nam się kasa… Sorry, stary, ale miałem większe problemy na głowie niż wasze zmartwienie.
Hope pokiwał głową robiąc przy tym minę, jakby rozumiał go chociaż w jakimś stopniu. Taehyung wydął wargi, wbijając spojrzenie w okno, a Jin pokręcił z niezadowoleniem głową.
– Co tu w takim razie robicie? – spytał, chcąc poprowadzić rozmowę nieco innym torem. – Skąd wiedzieliście, że jestem w domu?
– Poszedłem sprawdzić, czy nie wywaliło studia w powietrze. Znalazłem tam Agnara. Spał na kanapie i śmierdział jak obora – wytłumaczył V, a reszta mężczyzn zaśmiała się.
– Jak było? Opowiadaj – zażądał Jin, sięgając do plecaka, w którego wnętrzu ukrywał czteropak piwa.
– Browary z rana? – Yoongi gwizdnął. – Jin, to nie w twoim stylu.
– Dochodzi piąta, śpiąca królewno – odbił piłeczkę Jin i rozdał puszki pozostałym. – Ale dobra, może opowiadanie nie jest dobrym pomysłem. Zdzwoniliśmy się z resztą i zbijamy się po ósmej. Nie będziesz się powtarzał piętnaście razy.
Yoongi pokiwał głową, otworzył puszkę i pociągnął łyk gazowanego napoju. Nie był pewien, czy jego pusty żołądek będzie mu wdzięczny za taką pieszczotę zaraz po przebudzeniu, ale uznał, że wynagrodzi mu to solidną porcją smażonej wieprzowiny wieczorem. Podczas gdy reszta starała się pokonać porzuconego przed dwoma miesiącami bossa w Bloodborne, Yoongi nastawił pranie i ogarnął nieco mieszkanie po swojej nieobecności. Może nie był jakimś pedantem, ale lubił mieć zapas świeżych gaci w szafie. Prosty facet – proste potrzeby.
Taehyung zdążył mu również opowiedzieć o swoim ostatnim projekcie na studiach. W tym roku kończył robotykę i starał się brać udział w każdym projekcie rządowym, chcąc już teraz załapać się do jakiejś dobrej firmy. Na razie jednak, nawet gdyby mu się udało gdzieś zahaczyć, niemiałby czasu na podzielenie dnia na szkołę i pracę na pełen etat.
Yoongi usiadł na kanapie, zwijając przed sobą nogi i przyjrzał się po kolei każdemu ze swoich przyjaciół. Byli głośni, nie rozumieli idei przestrzeni osobistej, ale zawsze mieli ze sobą piwo i dobre wibracje. Byli irytujący i ciepli. Byli debilami. Byli rodziną.
main characters: min yoongi x girl x jeon jungkook
warnings: curses, violence, sex,
genre: drama (faze I), horror, survival (faze II) ***
Patrzyła w jego pochmurne oczy, starając się uspokoić gonitwę myśli w swojej głowie. Dłonie zacisnął w pięści, przez co rana na zdartych knykciach zaczęła sączyć się jeszcze mocniej. Chciała przyłożyć do niej wargi i sprawić, by nie czuł już bólu, jednak wiedziała, że od tej najbardziej bolesnej nie jest w stanie go uchronić. Wiedziała, że nie może, że nie mogą… To było zbyt skomplikowane, a za razem zbyt proste.
Słyszała dobiegające z oddali krzyki przyjaciół, którzy w alkoholowym uniesieniu domagali się kolejnej szansy na rewanż karaoke. Słyszała krople, pozostałość po padającym przed chwilą deszczu, uderzające o metalową poręcz schodów. Słyszała własne dudniące serce. Słyszała jego przyśpieszony oddech. Chciała poczuć jego oddech na swojej skórze.
A nie powinna. Nie powinni. Nie mogła. Nie mogli.
Wiedziała, że jest tym zmęczony – ona też była. Wiedziała, że czuje się podle – ona też tak się czuła. Zamknęła oczy, chcąc odgrodzić się od rozpraszającego ją widoku. Jego napuchnięta, surowa twarz. Ale piękna dla niej. Od zawsze.
Gdy usłyszała, że zrobił krok do przodu sparaliżowało ją. Wstrzymała oddech czekając, aż jej dotknie; aż jego ramiona oplotą ją niczym pędy bluszczu; ciasno, niemal boleśnie. Czekała aż wtuli twarz w wilgotny materiał jego bluzy, a jego zapach otoczy ją ciasno, tuż przy skórze. Czekała aż będzie stracona, potępiona i przeklęta, bo nie będzie już odwrotu.
Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
✓ Live Streaming✓ Interactive Chat✓ Private Shows✓ HD Quality✓ Free Actions
Free to watch • No registration required • HD streaming