GUANAJUATO -> MEXICO => Teatro Júarez, Theatre (1900s).
seen from Germany

seen from Türkiye
seen from Nepal
seen from United States
seen from China

seen from United States
seen from Poland
seen from Canada
seen from Switzerland

seen from Malaysia
seen from China

seen from Türkiye
seen from United States
seen from United States
seen from China
seen from China

seen from United States
seen from United States
seen from United Kingdom

seen from United States
GUANAJUATO -> MEXICO => Teatro Júarez, Theatre (1900s).

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
LUBISZ TEATR? JESTEŚ W WARSZAWIE 16 MAJA?! MAM DLA CIEBIE ✨ PROPOZYCJĘ✨
Zapraszam już 16 maja o 17stej do Pałacyku Konopackiego (Strzelecka 11/13, niedaleko dworca wileńskiego) na festiwal sztuk 10 minutowych organizowany przez Centrum Nauczania Języków Obcych na UW!
Wystawiana będzie min. Sztuka mojego autorstwa o sinicach i bakteriach beztlenowych mających messy lesbian drama 💅✨
Poza moją sztuką będzie jeszcze 5 innych (co za okazja!). Wszystkie widziałem work in progress, w jednej nawet sam gram, wszystkie są super 😎
Link do wydarzenia na FB https://facebook.com/events/s/fail-better-ii-festiwal-10-min/1827463338171404/
WSTĘP WOLNY 🥳🥳
I reszta plakatów (mojego autorstwa hihi)
Przybywajcie!
Ulica Festival - Otwarcie
Zakończenie semestru letniego WCTD odbyło się
w Teatrze Kambak. Nałożyłam koronę, którą Dziewczyny nosiły. :)
Wrocławskie Centrum Twórczości Dziecka Misiek aka Szogun wąchający kwiaty, które otrzymałam.
Życie to teatr w którym każdy gra swoją rolę ale nie każdy zna scenariusz.

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
Wodny Teatr Lalek Hanoi Wietnam! CZY WARTO? Sprawdzam to niezwykłe widowisko 4K
Wodny Teatr Lalek to tradycyjna forma sztuki, która powstała setki lat temu i do dziś przyciąga turystów z całego świata.
Na scenie wypełnionej wodą pojawiają się kolorowe lalki, które opowiadają historie z życia mieszkańców Wietnamu – od codziennych scen po legendy i opowieści ludowe.
W tym odcinku pokazuję pokaz Wodnego Teatru Lalek w Hanoi – zobaczysz, jak wygląda to na żywo, czy warto kupić bilet i czy to naprawdę coś wyjątkowego.
Jeśli planujesz podróż do Wietnamu – to miejsce zdecydowanie warto rozważyć!
Podobają Ci się moje filmy? Tu możesz postawić mi wirtualną kawę
Here you can buy me a virtual coffee:
Wspieraj twórczość w Internecie - postaw kawę dla Z Łukaszem Przez Świat! ✅ - W prosty sposób - Bez rejestracji - Bezpiecznie
TEATR MUZYCZNY W POZNANIU
narysowany jako człowiek z okazji miedzynarodowego dnia teatru :3 na event serwera Blattart
“Czy ja muszę to pamiętać. Hamlet”
Teatr: sztuka na wynos
Reżyseria: Dariusz Starczewski
Czasem miewam wrażenie, że nic mnie już nie zaskoczy, czy to teatralnie, czy to życiowo, bo mam rozpisane w głowie scenariusze na wszystkie rzeczy, które mogą się stać: od pożaru w mieszkaniu, przez uprowadzenie tramwaju, zrzut bomby atomowej, aż do tego, że w końcu ktoś mi wyzna coś miłego i powie, że realnie coś w życiu osiągnąłem. Jak sami widzicie, większość z tych rzeczy się nie stanie, ale warto być gotowym na każdą okazję. W serię tych rzeczy nierealnych idealnie wpisuje się to, że spektakl na bazie „Hamleta” mnie czymś zaskoczy. Widziałem tak wiele interpretacji tego tekstu w wielu teatrach i obsadach, że realnie nie oczekuję już niczego; to wrażenie jest dodatkowo podsycane ostatnim wysypem premier „Hamletów” (Warszawa, Kraków, Sosnowiec). A tutaj nagle, cały na biało (lub na szaro) wychodzi „Czy ja muszę to pamiętać. Hamlet” z krakowskiej sztuki na wynos.
Dariusz Starczewski proponuje, żebyśmy popatrzyli na historię księcia Danii z odrobinę innej perspektywy, a wręcz spycha niemalże na dalszy plan swojego projektu cały tak istotny i często traktowany jak jajko tekst i wykorzystuje go jedynie jako pretekst, by zbadać mechanizmy pamięci i przeżywania emocji przez człowieka. Starczewski z zespołem zamiast skupiać się na strukturze oryginału stawia na epizodyczność całości i tworzy przed widzami swoistą układankę, którą trzeba poskładać; obrazek, do którego dążymy, zdaje się być znajomy, ale im dłużej się przyglądamy tym bardziej zaczynamy dostrzegać niepokojące rozdźwięki. „Hamlet” w tej interpretacji odchodzi bardzo daleko od historii o zemście, a niewygodnie skupia się na tym, co wszystkie wydarzenia zrobiły z tytułowym bohaterem.
„Czy ja muszę to pamiętać. Hamlet” w moim odbiorze skupia się głównie na odgrywaniu teatru pamięci i badaniu korelacji między ludzką psychiką a wspomnieniem. Jest to nieprzerwane misterium przeżywania na nowo traumatycznych wspomnień, które, raz przeżyte, nie opuszczają pamięci, a wzbierają na sile, aby dotknąć jeszcze mocniej. Przechodzimy z Hamletem (w tej roli fantastyczna Anka Graczyk, dotyka swoją kreacją jądra bólu, a przez malutką widownię i skrócony dystans jest to dla mnie rola tak blisko skóry, że aż niewygodna) przez wszystkie traumatyczne momenty jego życia, które sam nam prezentuje. Graczyk wynosi na scenę nieruchome ciała pozostałych aktorek i rozstawia niczym pionki na odpowiednich miejscach, gotowa, żeby przeżyć na nowo traumatyczne akcje. W tej interpretacji Hamlet doskonale wie, co go czeka, wie, gdzie każda z postaci powinna stać, wie, co każda z nich powie i zrobi. Jest to zaklęty krąg powtarzających się śmierci, zdrad i decyzji. Ewidentnie jest to podbite przez scenografię i kostiumy Julii Skrzyńskiej; jest to świat będący w ciągłej konstrukcji lub dekonstrukcji, bez przerwy rozpadający się krajobraz, na poły budowany, ale też przyjmujący perspektywę, wyglądający jak brzeg morza, zalewany falami wspomnień, a każda fala coraz bardziej wciąga w głębinę po to, żeby zalać usta wodą i utopić coraz słabszego człowieka.
Ważną postacią według mnie była też wiecznie umierająca Ofelia (fajniutka, rozedrgana i pięknie śpiewająca w jednej ze scen Martyna Kleszczewska; ludzie, ta jedna śpiewana scena chwyta za gardło). Będąc nieustannie w szaleństwie i rozpaczy, które zdawała się przejmować od wiecznie zranionego Hamleta, pokazuje, jaką nakręcającą się nawzajem spiralą szaleństwa była ta relacja: ona przejęta do głębi jego rozpaczą po śmierci ojca, zdradzie matki i przyjaciół, on przyjmujący jej śmierć w poczet swoich własnych, na okrągło pojawiających się widm przeszłości.
Całość spektaklu pięknie też wyraża się w mocno niepokojącym ruchu scenicznym Małgorzaty Haduch: pełzające postacie, wyłaniające się jak zjawy z najmniej oczekiwanych miejsc, brrrr…
Dla Hamleta przeżywanie na okrągło tego całego zła, które go spotkało, jest nie tyle krzykiem o pomoc, a jedynie zaproszeniem do współprzeżywania piekła, bo jest tam świadomość niemożliwości ucieczki od zamkniętej pętli powtarzających się majaków, wyrzutów sumienia z powodu tego, co się zrobiło, ale też z powodu tego, czego się nie zrobiło. Przez taki obraz wszystko, co spotyka księcia jest coraz bardziej wyniszczające, gdy staje się rozpatrywaniem traumy; tym mocniej uderzało mnie kilkukrotnie pojawiające się w czasie przebiegu spektaklu, zmęczone pytanie: „czy ja muszę to pamiętać?”. Można uznać to wystawienie za istotny głos w kwestii zasadności terapii, ale przede wszystkim za podszept do tego, aby dbać o swoje zdrowie psychiczne, bo to, co zalęgnie się nam w głowie, ma ogromny wpływ na to, co fizyczne. Jak długo można czuć się dobrze, gdy codziennie na nowo trzeba rozpamiętywać śmierć swojego ojca i przypadkowe zabójstwo, które się popełniło? Kropla drąży skałę, a takie samobiczowanie złamie każdego, nieważne jak silnego. Przez to też mrożąco brzmi zdanie, że Dania to więzienie, biorąc pod uwagę, że Dania, którą obserwujemy, jest w głowie głównego bohatera.
„Czy ja muszę to pamiętać. Hamlet” było pierwszym od dawna zaproszeniem do labiryntu bez wyjścia, ale z pokojem w centrum, w którym jest coś wartego dotarcia; to nie był labirynt, który trzeba przejść, aby się wydostać. Podoba mi się też jak luźno, ale z szacunkiem reżyser podchodzi do materiału wyjściowego i znajduje sposób, żeby z tej znanej historii wycisnąć coś, czego nie do końca bym się spodziewał. Urzeka mnie to, jak bardzo duszny i bez wyjścia jest to spektakl, skupiony na destrukcyjnej mocy pamięci i tego, że chyba czasem już lepiej nie pamiętać i ta niepamięć jest jednocześnie przekleństwem, ale też błogosławieństwem. No i naprawdę poraża wilgotny, lekko szalony wzrok Anki Graczyk w roli Hamleta – jak się przypadkiem złapie z nią kontakt wzrokowy w trakcie przebiegu to może przyprawić o dreszcze. Długo będę jeszcze chyba myśleć o tym „Hamlecie”. Niesamowicie dobra robota.